http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

10 mln, 200 mln... użytkowników portali społecznościowych

Agnieszka Filipiak
18.07.2011 , aktualizacja: 18.07.2011 17:03
A A A Drukuj
Są wszędzie, a jeśli ich gdzieś nie ma, to na pewno wkrótce będą. Facebook, Twitter, Google+ - Amerykanki traktują je jako narzędzie dyplomacji, Brytyjki trzymają dystans
Serwisy społecznościowe są wszędzie, a jeśli ich gdzieś nie ma, to na pewno wkrótce będą
Fot. sxc.hu
Serwisy społecznościowe są wszędzie, a jeśli ich gdzieś nie ma, to na pewno wkrótce będą
Według danych z początku roku (Megapanel PBI/Gemius za luty) z serwisu społecznościowego Facebook korzysta 10 mln Polaków. Oficjalne statystyki portalu w tym samym okresie mówiły o 6 mln. Niezależnie, która z tych liczb jest prawdziwa - robi wrażenie. Na całym świecie z Facebooka korzysta 750 mln osób. Równie wysokie ambicje ma Google. W czwartek szef koncernu Larry Page chwalił się, że nowy serwis społecznościowy Google+ ma już 10 mln użytkowników. Osiągnięcie spore, bo jak przypomina "Wall Street Journal", portal jest na razie w fazie testów, a użytkownikiem można zostać tylko za pomocą zaproszenia.

Liczbami chwalił się w tym tygodniu także Twitter. Ten serwis umożliwiający publikowanie krótkich informacji tekstowych świętuje właśnie swoje piąte urodziny. 200 mln użytkowników Twittera wysyła średnio 200 mln wiadomości dziennie. Ale to nie koniec licytacji. Każdego dnia za pośrednictwem serwisu dostarczanych jest 350 mld informacji. Bowiem osób śledzących wpisy użytkowników (przynajmniej teoretycznie) jest więcej niż jedna. Jedna wiadomość trafia więc do kilku, kilkunastu lub więcej osób. Takich dostarczonych informacji Twitter doliczył się 350 mld dziennie - wyjaśnia "Los Angeles Times".

Mikroblogowy serwis popularny jest także wśród polityków. Chyba jednym z najbardziej znanych przykładów jest tutaj wymiana grzeczności i zaproszeń przez prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa i byłego gubernatora Kalifornii Arnolda Schwarzeneggera.

W siłę oddziaływania Twittera wierzy amerykańska ambasador w Tajlandii Kristie Kenney. Jej zdaniem dyplomacja to nie tylko relacje międzyrządowe, ale także międzyludzkie. Twitter jest więc dla niej świetnym narzędziem do pracy. 56-latka regularnie dzieli się informacjami o swoim życiu z 20 tys. śledzących ją osób. Kristie Kenney pisze o bólu gardła, korku, w którym stoi, czy daniu, które właśnie je. Społeczeństwo ma jej zdaniem poczucie, że ambasador jest blisko niego, a nie za wielkim murem. To nie strategia - zapewnia na łamach "Daily Telegraph" - trzeba być po prostu przejrzystym.

Podejście Amerykanki zdaje się być jednak bardzo odmienne od brytyjskiego. Jeden z blogów "Wall Street Journal" zwraca uwagę na dokument Hansard Society. Wynika z niego, że internet tak jak polityka jest zdominowany przez mężczyzn. Wśród piszących blogi panowie stanowią: 80 proc. wśród deputowanych, 85 proc. pośród wszystkich polityków, 93 proc. wśród radnych. Mężczyźni dominują także w komentarzach pod wpisami internetowymi.

Dlaczego? Zdaniem autorów badania aktywność w internecie odzwierciedla zachowania poza nim, także niezwiązane z polityką, jak pisanie publikacji dla gazet. Mężczyźni wykazują po prostu większą aktywność w kwestii autopromocji.

Media społecznościowe są już prawie wszędzie, nie tylko w internecie. Kiedy kupuję kawę, wielki napis przed kasą zachęca mnie do zostania fanem kawiarni na Facebooku. Coraz więcej firm, czasopism, zespołów muzycznych rezygnuje z prowadzenia oficjalnej witryny na rzecz strony w portalu społecznościowym lub po prostu odsyła po szczegóły, darmowe pliki na Facebooka. O ile w przypadku kawiarni łatwo zignorować zachętę, o tyle z ulubionym zespołem może być gorzej, szczególnie jeśli fan nie posiada konta na profilu społecznościowym i co najważniejsze - nie chce go zakładać. Po chwili irytacji, czasem złości, nie pozostaje nic innego jak skorzystanie z pomocy rodziny lub znajomych. Przy 10 mln użytkowników nietrudno znaleźć wśród nich właściciela konta na Facebooku. Być może niedługo potrzebny będzie też fan Google+.

Podziel się