http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

O jednego Beckhama za dużo

Barbara Szelewa
18.07.2011 , aktualizacja: 18.07.2011 12:25
A A A Drukuj
Rodzenie czwartego dziecka jest nieodpowiedzialne, egoistyczne i szkodzi środowisku naturalnemu. Ziemia i tak jest już przeludniona - twierdzą brytyjscy ekolodzy
David Beckham z synem Romeo podczas meczu koszykówki miedzy Los Angeles Lakers a Dallas Maverics w Los Angeles
Fot. Jae C. Hong AP
David Beckham z synem Romeo podczas meczu koszykówki miedzy Los Angeles Lakers a Dallas Maverics w Los Angeles
ZOBACZ TAKŻE
Victoria Beckham tydzień temu urodziła córkę. Rodzina jest szczęśliwa - Beckhamowie mają już trzech chłopców, wreszcie doczekali się dziewczynki. Niektórym, nie podoba się imię - Zoe Williams zżyma się w Guardianie, bo jej własna córka ma na imię Harper, a teraz imię to wejdzie w poczet dziwnych, jakie celebryci nadają swoim dzieciom (imiona synów Beckhamów to Brooklyn, Romeo i Cruz).

Zupełnie inaczej i całkiem poważnie zaatakowali jednak Beckhamów niektórzy brytyjscy eksperci od populacji oraz Zieloni. Beckhamowie dają rodzinom zły przykład- to artykuł z niedzielnego magazynu "The Observer". Na świecie jest dziś prawie siedem miliardów ludzi, którzy już zużywają zbyt wiele ograniczonych przecież zasobów naturalnych. Ludzie dbający o środowisko nie powinni więc beztrosko sprowadzać na świat kolejnych dzieci.

- Żyjemy tak, jakbyśmy mieli nie jedną planetę, ale trzy - mówi deputowana Zielonych, Caroline Lucas. - To ciekawe, że osoby publiczne, ekolodzy, organizacje pozarządowe do tego stopnia unikali debaty o konsekwencjach niekontrolowanego wzrostu populacji, że stało się to tematem tabu.

Lucas tłumaczy, że mimo okrutnych konsekwencji chińskiej polityki jednego dziecka czy innych okropnych doświadczeń z odgórnym regulowaniem urodzin, powinno się o tym rozmawiać, bo inaczej nie ma szans na rozwiązanie problemu przeludnienia Ziemi.

To poglądy propagowane przez brytyjską organizację Optimum Population Trust. Jej szef, Simon Ross, wzywa brytyjski rząd, by ulgami podatkowymi i zasiłkami wspierał tylko pierwszych dwoje dzieci w rodzinie. Nieodpowiedzialni, nieekologiczni rodzice trójki czy czwórki pociech zostaliby w ten sposób ukarani.

- Nie ma sensu najpierw deklarować, że w imię troski o środowisko ogranicza się emisję dwutlenku węgla, a potem zwiększać ją o sto procent, gdy rodzi się kolejne dziecko - mówi Ross. Dodaje, że Anglia jest jednym z najgęściej zaludnionych krajów świata z populacją rosnącą najszybciej w Europie. Kiedy tak trudno zapanować nad wysoką liczbą przypadkowych ciąż, świadome urodzenie czwartego dziecka, jak w przypadku Beckhamów, to po prostu dowód braku odpowiedzialności czy wręcz egoizmu. No i bardzo zły przykład dla fanów słynnej brytyjskiej pary.

Optimum Population Trust współpracuje z podobnymi organizacjami z innych krajów, ze wszystkich kontynentów. W dokumencie podpisanym przez organizacje z Węgier, Niemiec, Kenii, Danii, Nowej Zelandii, USA, Kanady i Francji, zawarte jest ostrzeżenie. Liczba ludzi na świecie nie może rosnąć w takim tempie, jak teraz. Albo ograniczymy ją m.in za pomocą edukacji i propagowania antykoncepcji, albo liczba ludności w sposób naturalny spadnie na skutek głodu i innych klęsk spowodowanych wyeksploatowaniem środowiska naturalnego.

To wszystko brzmi dla nas dość egzotycznie - Europa się przecież starzeje, w Polsce brakuje dzieci i "nie będzie komu płacić na nasze emerytury". A jeśli ktoś odkłada decyzję o urodzeniu dziecka, to raczej nie dlatego, że chce wielkodusznie oszczędzić środowisku dodatkowej emisji dwutlenku węgla. No tak, może to oznaczać, że jesteśmy zacofani i ekologicznie nieuświadomieni. I że kiedyś, gdy imigranci w końcu zechcą przyjeżdżać do nas tak jak na zachód Europy, zaczną i u nas rodzić dzieci. Pewnie zdaniem wielu z nas to może i dobrze, że będą rodzić. Bo być może lepsza emerytura bez lodowca na Antarktydzie niż lodowiec bez emerytury

W blogu Opinionator na stronach New York Times'a mamy trochę mniej kontrowersyjną, i chyba skuteczniejszą, propozycję pomocy rodzinom, tym razem w USA. David Bornstein opisuje sukces Family Independence Initiative (FII). Jej praca polega na motywowaniu biednych rodzin do tego, by zaczęły realizować swoje zamierzenia. Chodzi o to, by organizacja pomocowa, zamiast wyłącznie wspierać finansowo tych, którym brakuje środków, sprawiała, by uwierzyli, że nie znajdują się w trudnym położeniu z własnej winy. Z inicjatywy FII kilka rodzin spotyka się więc raz na miesiąc i ich członkowie rozmawiają o tym, co chcieliby osiągnąć i stawiają sobie bardzo konkretne cele. Na przykład zwiększyć dochód albo zrobić prawo jazdy. Jeśli uda im się cel zrealizować, nagradzani są pieniędzmi - w sumie do 200 dol. miesięcznie.

Praca FII przynosi doskonałe rezultaty, pisze Bornstein. Dochody rodzin, który wzięły udział w tym przedsięwzięciu, wzrosły o ponad 20 proc. Ludzie często spisywani przez społeczeństwo na straty, tak często pogardzani jako "pasożyty" czy "żyjący z zasiłków", potrafią wziąć sprawy w swoje ręce. Potrzebują tylko mądrego wsparcia.

Podziel się

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (3)

  • quantise

    Oceniono 1 raz -1

    Jak kogoś stać i chce to niech ma i nawet 10 dzieci, natomiast jeśli nie to nie powinien mieć nawet 2-od takie moje zdanie

  • baalsaack

    Oceniono 2 razy 0

    Ja też nie rozumiem, jaki jest temat artykułu. Zaczynamy od tego, że rodzenie zbyt wielu dzieci jest egoizmem, a kończymy na sposobach walki z biedą.

  • jan_maliniak

    Oceniono 2 razy 0

    Że niby o czym jest ten "artykuł"? O najnowszej córce Beckhamów czy o FII? Bo nie ogarniam.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX