http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Odnowione życie Baśki na wsi mazowieckiej

Magdalena Korczycka
06.02.2012 , aktualizacja: 02.02.2012 17:08
A A A Drukuj
Baśka: Telefon z domu wywaliłam, bo dzwonili i pytali, kiedy pogrzeb Fot. Chris Niedenthal/FORUM Baśka: Telefon z domu wywaliłam, bo dzwonili i pytali, kiedy pogrzeb
Kobiety zaglądały w dekolt, chłopy próbowali macać: czy ja mam, czy ja nie mam
ZOBACZ TAKŻE
Najpierw zmarł taki, co najbardziej mi dokuczał w chorobie. Nagadał mojej koleżance, że zara umrę. Była kurzawa i śnieg, a ona jechała do mnie rowerem piętnaście kilometrów. Otwieram zdziwiona, myślałam, że jej co trzeba, a ona: - Baśka kochana, co u ciebie, stęskniłam się za tobą. Pojedli my, popili, aż w końcu ona w ryk i mówi, że jej sąsiad nagadał, że umieram, i chciała się za żywota spotkać.

Złapałam go na drugi dzień: - Ty chuju biały jak śmietana! Ja cię przeżyję jeszcze.

Po tym jak zmarł, jeszcze dwa pogrzeby były. Tera nikomu nie do śmiechu. Postrach we wsi. Zrobili mnie czarownicą, bo powiedziałam: - Czekajta każdy na swoją kolej, nie drwijta z czyjego krzyża. Skoro cię mój krzyż bawi, obyś padł pod swoim. Dzisiaj ja, jutro ty.

Baśka: No to koniec!

Pamiętam, że kąpałam się w wannie. Macam pod pachą, a tam guz. Jasny gwint. Już na drugi dzień byłam u lekarza, potem u drugiego, trzeciego. I w końcu po kolejnych badaniach wyszła diagnoza rak złośliwy sutka ze współczynnikiem HER2. Nie miałam pojęcia, co to znaczy. Lekarz rzucił mi wynik jak psu kość, umył ręce i poszedł. Stałam tak na korytarzu, a nogi miałam jakieś miętkie. Musiałam być strasznie bordowa na twarzy, bo aż mnie zagadnęła pielęgniarka: - Co się pani stało?. Usiadłyśmy, zaparzyła mi herbaty i zaczęła wyjaśniać. Pamiętam jej słowa: - Musisz być silna. Dopraw sobie rogi i idź przed siebie. Każdy dzień na wagę złota. I doprawiłam sobie rogów, że hej! Dzwoniłam wszędzie, gdzie się dało, żeby trafić do najlepszego lekarza. Dowiedziałam się, że liczą się tylko Gliwice, Kraków i Warszawa. Po trzech miesiącach badań i czekania przyjęli mnie do Warszawy. Pamiętam, że na trzynastego wyznaczyli termin mastektomii - no to koniec - myślałam. Ale jakoś się udało. Po kilku dniach wróciłam do domu i już w niedzielę zrobiłam na obiad żeberka z kapustą.

Sąsiedzi: I tak lekarz nie uratuje

Do wioski Barbary nie można trafić przejazdem. Trzeba minąć pola po horyzont, wiedzieć, gdzie skręcić przy drewnianym krzyżu, a potem wspiąć się na wzgórze. Wiatr rozpędza się tu i hula między nieotynkowanymi domami, kościołem z czerwonej cegły, a blaszanym sklepem. Zatrzymuje się dopiero w dolinie przy torach, które dzielą okolicę na dwa województwa.

Wśród rzędu szarych domów - bladoniebieski.

Przed wejściem widać staruszkę w chustce na głowie niosącą puste wiadro. Zapytana, czy zna kogoś, kto zachorował na nowotwór, wzdycha. Raka się nie boi, tylko nie chce o tym rozmawiać.

- Ja miałam kiedyś taki przypadek. Nalałam w kubek gorącej herbaty i włożyłam tam pierś. Poparzyłam się, wybąbliło mnie. Ale u lekarza nie byłam, tylko u aptekarki. Czemu? No, wie pani, aptekarka fajna, wszystko mi zapisała, maści, kremy. Taki aptekarz ma przecież to samo wykształcenie co lekarz, prawda? Nie robię żadnych badań, macam sobie tylko. Miękka ta pierś, ale czasami mnie zakłuje w środku. Wolę nie wiedzieć. A jak mnie dół czeka, to i tak mnie lekarz nie uratuje . Pani patrzy - Durczok żyje, Pawłowski nie żyje. Co tu można mówić? Tylko Bozia daje życie i odbiera.

Baśka: Kup se krowę, ona ma cycki

Zaraz po operacji dali mi chemię. Najbardziej zęby lecą po czerwonej francy. Jest jeszcze biała, żółta i granatowa, ale czerwona to najgorszy, trzeci stopień. Ruszały mi się wszystkie, a w końcu ostały tylko dwa. Nie daj Boże, jak mi psychika poszła w dół, jak wyszły włosy. Byłam jak sparaliżowana. Na kilometr lustro omijałam, bo mnie dreszcze brały. Kupiłam perukę i liczyłam na to, że nikt nie zauważy.

Nie chciałam nikomu się przyznać do choroby. Mała wieś, zara będą gadać. Błagałam męża niemal na kolanach, żeby nikomu nie wygadał ani słowa.

Parę dni potem upił się z kolegami z pracy. Powiedział im, że jest nieszczęśliwy, bo ma w domu żonę kalekę. Bez cycka.

Ludzie zaczęli mnie zaczepiać na ulicy. Kobiety zaglądały w dekolt, chłopy próbowali macać: czy ja mam, czy ja nie mam. Raz jednego złapałam: - Jak ci zaraz przypierdolę w zęby - to uciekał, aż się kurzyło.

Mąż odsunął się ode mnie. Nie chciał mnie dotknąć. Stał się zimny jak lód. Na leki nawet mi nie dawał, więc musiałam chodzić do opieki społecznej. Tam zalecili separację, bo byłoby łatwiej o pomoc, ale mąż powiedział, że nic mi nie podpisze. Bo jak umrę, to nie weźmie za mnie pieniędzy. To moje życie już tyle tylko warte? Mówił, że mu szkoda, boby se pierś pocuchał. - Wiesz co - powiedziałam mu - kup se krowę, ona ma cztery cycki. Tylko taką se kup, co ma do samej ziemi. Za młodu nie chciałeś, a teraz chcesz? Coś ci się w głowie przestawiło.

Sąsiedzi: Po co ci te kule?

- Zarazić się rakiem można tylko przez krew, w żaden inny sposób - mówi Janusz z żółtego domu koło torów. Oderwany od zbijania płotu, popija w kuchni herbatę i grzeje się przy piecu. - Ale ludzie tego nie wiedzą, więc się boją. Unikają chorych, traktują jak trędowatych albo zarażonych AIDS.

Chodziłem kiedyś o kuli. Drugiego dnia wyleciała z podwórka sąsiadka: Na co ci ta pała, rzuć ją! - biegnie do mnie i krzyczy. A niech cię, pomyślałem i poszedłem dalej.

Innym razem kolega mnie zapytał zdziwiony: To ty chodzisz z kulą? Ja to swoją chowam, bo się boję, co ludzie powiedzą. Oszalałeś? - ja na to - jak ja mam ją schować? Mam uciec od samego siebie?

Podziel się

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (1)

  • muchazucha

    Oceniono 2 razy 2

    Niby mamy 21 wiek, ale w umysłach niektórych ludzi ciągle średniowiecze.
    Niektórzy śmieją się z tego, że Jerzy Sthur próbuje oswajać Polaków z rakiem. A on ma rację. W niektórych umysłach ciągle pokutuje stwierdzenie, że rakiem się można zarazić jak grypą, wiec lepiej omijać kogoś z daleka. Strasznie to przykre, bo każdego to może spotkać. Na jednych taka sytuacja działa mobilizująco, na drugich wręcz przeciwnie...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX