http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Technologia w służbie mody

Beata Krowicka
20.08.2011 , aktualizacja: 18.08.2011 15:50
A A A Drukuj
Zwykłe sklepy internetowe, nudne papierowe katalogi odzieży, manekiny - to już przeżytek. Światem mody rządzą dziś najnowsze pomysły z branży IT
Sklep internetowy
Sklep internetowy
ZOBACZ TAKŻE
Kilometrowa kolejka do przymierzalni, do której i tak możesz wnieść tylko pięć rzeczy. W środku jest tak ciasno, że trudno się poruszać, a Twoje ubrania muszą leżeć na niezbyt czystej podłodze. Pod drzwiami wzdycha i sapie ukochany mężczyzna, który zaaprobowałby na Tobie nawet worek po kartoflach, byle tylko zakończyć koszmar zakupów. To często spotykany obrazek, zwłaszcza w czasie wyprzedaży. Specjaliści od nowych technologii robią jednak, co mogą, by pozbawić kupowanie wszelkich nieprzyjemnych aspektów, a nawet dodać mu jeszcze więcej uroku.

Niedawno okazało się, że urządzenie Kinect, które posiadaczom konsoli Xbox pozwala jeszcze mocniej wczuwać się w gry, można wykorzystać także podczas zakupów. W moskiewskim salonie TopShop zamontowano duży ekran z Kinectem. Klientki mogły bez wchodzenia do przymierzalni i zdejmowania własnych ubrań wirtualnie przymierzyć wszystko, co jest w ofercie sklepu. Kolejne sukienki pojawiały się na wyświetlanej sylwetce jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Wprawdzie taka metoda przymierzania nie pokaże jak na naszych krągłościach załamuje się tkanina, ale jest znakomitą metodą wstępnej eliminacji. Daje też pole do dobrej zabawy, bo nagle widzimy się na ekranie w panterkowej mini, której w życiu same nie wzięłybyśmy do przymierzalni.

Dla większości miłośniczek zakupów (a tym bardziej dla pań, które nienawidzą oglądania ciuchów) samo przymierzanie często nie wystarczy. Potrzebna jest jeszcze opinia doradcy - przyjaciółki, męża, ekspedientki. Trudno tu jednak z różnych względów liczyć na pełną szczerość. Tę gwarantuje coraz popularniejsza aplikacja na iPhone'a "Go try it on". Jej użytkowniczki fotografują w przymierzalni swe lustrzane odbicie i umieszczają fotkę w Internecie. Już po kilku chwilach mogą liczyć na opinie kobiet z całego świata. "Wyglądasz w tym kanciasto", "te spodenki są spoooro za ciasne i o kilka rozmiarów za małe" - tego nie usłyszysz od właścicielki sklepu, ani od swojego faceta.

A biżuteria? Która z nas nie chciałaby choć przez chwilę poczuć na swoich palcach ciężaru kamieni szlachetnych i drogich metali? Cały urok może jednak popsuć obsługa salonu jubilerskiego, która przymierzanie traktuje jak domniemaną próbę kradzieży. Można sobie zaoszczędzić krzywych spojrzeń i cenne karaty pooglądać w domu. Firma jubilerska Tacori przygotowała dla swych klientek aplikację, dzięki której mogą do woli porównywać, czy dla ich dłoni przeznaczony jest brylant, czy raczej szafir. Wystarczy wydrukować ze strony internetowej mały paseczek, który założymy na palec. Z resztą poradzi sobie wirtualna rzeczywistość, która kawałek papieru zamieni w klejnoty.

Być może za jakiś czas do lamusa przejdą też typowe katalogi odzieży i pisma o modzie. - Przed nami era magazynów internetowych, w których będą np. filmy z wybiegów. Modelki nie będą już uchwycone w statycznych sesjach zdjęciowych. Zamiast tego pojawią się sylwetki, które można obrócić dookoła, a przy tym zmieniać wersje kolorystyczne ubrań i rozmiar dziewczyny - mówi Maciej Ślusarczyk, dyrektor artystyczny Agency 4People, firmy, która opracowuje tego typu rozwiązania.

Wirtualna rzeczywistość i świat mody zachodzą na siebie coraz bardziej. Już kilka lat temu na wybiegu Alexandra McQueena można było obejrzeć zjawiskowy hologram Kate Moss. Czy jednak nowe technologie zastąpią nam wielogodzinną bieganinę po sklepach? Raczej nie. W zakupach rzadko przecież chodzi tylko o kupowanie.

Podziel się