http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Nasza płodność

Katarzyna Klukowska
04.05.2011 , aktualizacja: 28.04.2011 16:09
A A A Drukuj
Rys. Maciej Sieńczyk
Nasza płodność zależy od tego, co robiła matka, gdy była z nami w ciąży, od długości naszych nóg, od figury i od tego, ile pijemy herbaty. Obniża ją intensywny sport. Na Uniwersytecie Harvarda robiliśmy badania, w których wyszło, że wystarczy 12 km przebieżki tygodniowo, by znacznie obniżyć poziom estrogenu. Rozmowa z dr Grażyną Jasieńską

Rys. Maciej Sieńczyk
ZOBACZ TAKŻE
Coraz więcej kobiet ma kłopot z zajściem w ciążę. Od czego zależy nasza płodność?

Od tego, co robiła matka, gdy była z nami w ciąży, od długości naszych nóg, od figury i tego, ile pijemy herbaty.

A nie od hormonów?

Oczywiście, że tak. Tyle że stężenie hormonów zależy właśnie od tego, jakie warunki rozwoju miałyśmy w okresie płodowym, jak nas karmiono w dzieciństwie, czy jesteśmy wcięte w pasie i jak bardzo lubimy herbatę.

Talia osy poprawia płodność?

Od lat prowadzę badania w Beskidzie Wyspowym. Jest tam wieś o najwyższym przyroście naturalnym w Polsce. Razem z moim zespołem zmierzyłam tamtejsze kobiety w talii, biuście, pod biustem, w biodrach i gdzie tylko się da. Postanowiłam sprawdzić, dlaczego kobiety o figurze klepsydry - wąska talia i szersze biodra - cieszą się większym powodzeniem u mężczyzn. Czy ma to jedynie podłoże kulturowe - sztuka, malarstwo, film, gazety rozpowszechniły taki wzorzec kobiecej urody - czy też stoi za tym biologia? Czy klepsydrowata sylwetka ma wpływ na płodność? Z naszych pomiarów wyszło, że kobiety, które były wcięte w talii, z szerszymi biodrami i stosunkowo dużym biustem (podkreślam słowo 'stosunkowo', bo nie mówimy o kobietach w typie Marilyn Monroe), miały wyższe stężenia estrogenu, hormonu odpowiadającego za płodność. I to aż o 30 proc. w porównaniu z kobietami o innej figurze. Z amerykańskich badań wiadomo, że te 30 proc. więcej estrogenu to trzykrotnie wyższa szansa na zajście w ciążę.

A co ze wzrostem? Czy on też wpływa na płodność?

Nie ma takich badań. Ustaliliśmy natomiast, że dla płodności liczy się długość nóg. To ważny wskaźnik stanu odżywienia w dzieciństwie. Mierzyliśmy więc nogi i stężenie estrogenu. Wyszło nam, że im są dłuższe, tym wyższy jest poziom hormonu.

Czy to, jak żyjemy, nie ma wpływu na naszą płodność?

Ależ ma, i to ogromny. Peter Ellison, amerykański uczony, promotor mojej pracy doktorskiej, badał kobiety amerykańskie i afrykańskie. Dostrzegł, że ilekroć podejmowały dużą aktywność fizyczną, traciły na wadze i spadał im poziom hormonów. Nie wiadomo było, co za tym stoi: aktywność fizyczna czy spadek masy ciała? W swoich badaniach odwróciłam pytanie: czy aktywność fizyczna, która nie powoduje spadku wagi kobiety, ma znaczenie dla jej płodności? Badane przez nas kobiety w Beskidzie Wyspowym w okresie prac polowych ciężko pracowały, ale nie chudły, bo jadły i piły więcej, zwłaszcza słodkich kompotów, a mimo to stężenia hormonów im się obniżyły. Dlaczego organizm tak zareagował? Dlaczego kobieta, która jest w świetnej kondycji fizycznej, nie chudnie, jest mniej płodna? Wytłumaczenie jest jedno: sytuacja, gdy kobiety mogą wydatkować dowolną ilość energii, nie tracąc przy tym na wadze, jest kompletnie obca dla naszego gatunku. W historii ewolucji, gdy kobieta zaczynała ciężko pracować, jej organizm dostawał sygnał, że jest źle. Za tym zawsze szło obniżenie masy ciała. Organizm nawet nie musiał czekać z obniżeniem poziomu hormonów, aż ona schudnie, wystarczyło, że rosło zużycie energii. Naszą płodność obniża też intensywny sport. Na Uniwersytecie Harvarda robiliśmy badania, w których wyszło, że wystarczy 12 km przebieżki tygodniowo, by znacznie obniżyć poziom estrogenu.

Jeśli chcemy zajść w ciążę, powinnyśmy porzucić jogging?

Oczywiście. Co prawda jogging to nie antykoncepcja, ale zdecydowanie obniża szansę na zapłodnienie. Jeśli kobieta myśli o zajściu w ciążę, powinna porzucić sport i ciężką pracę. Wtedy prawdopodobieństwo, że zajdzie w ciążę, znacznie wzrasta. Żadnego aerobiku, joggingu, i to przez parę miesięcy. Powinna też trochę przytyć.

Czy nasz organizm odróżnia jogging albo aerobik od pracy fizycznej w polu?

Nie odróżnia. Każdy wydatek energetyczny obniża stężenie hormonów. Kobiety, które ciężko pracują w polu, nie muszą dodatkowo chodzić na aerobik. Rodzaj aktywności nie ma znaczenia, byle była intensywna.

Powiedziała pani, że płodność zależy też od tego, jak nasza matka zachowywała się w czasie ciąży. Lekarze od lat ostrzegają ciężarne przed piciem alkoholu i paleniem. Czy o to chodzi?

Nie. Mnie interesowały niedobory żywieniowe. Dotąd sądzono, że za większością chorób stoi nasz styl życia: pijemy, palimy, źle się odżywiamy, nie uprawiamy sportów i zapadamy na choroby układu krążenia albo cukrzycę. To wszystko prawda, ale większą podatność na te dolegliwości mają osoby, które przyszły na świat z niską wagą urodzeniową. Waga noworodka zależy zaś od tego, w jakich warunkach rozwijał się płód. Jeśli dostał od organizmu matki sygnał: 'Warunki na zewnątrz trudne, włączyć tryb oszczędnościowy', to nie będzie rósł tak szybko. Zgodnie z zasadą, że im mniejsze ciało, tym mniej jedzenia potrzebuje.

Osoba, która w życiu płodowym dostała ostrzeżenie: 'Jest marnie', rozwija coś, co nazywa się oszczędnym fenotypem. Z tej samej ilości pożywienia jest w stanie odłożyć więcej tkanki tłuszczowej niż osoba, która takiego oszczędnego fenotypu nie ma. Przychodzimy na świat fizjologicznie przygotowani, że będzie źle. Jeśli rzeczywiście jest źle, to pół biedy. Osobnik zastał to, czego się spodziewał. W większości przypadków mamy jednak do czynienia z taką sytuacją, że jest lepiej, niż miało być. I wtedy chorujemy.

Najlepsze badania, które to potwierdzają, przeprowadzono w Holandii w czasie niemieckiego oblężenia Amsterdamu. Najeźdźcy odcięli szlaki handlowe, w mieście zapanował głód. Brakowało żywności, za to wyjątkowo sprawnie funkcjonowała służba zdrowia - dzieci przychodziły na świat, były mierzone, ważone. Te dane się zachowały. Pół wieku później badacze dotarli do osób, których matki były wtedy w ciąży. U większości z nich ryzyko cukrzycy i chorób układu krążenia okazało się wysokie.

Może wystarczy, że kobieta będzie się dobrze odżywiać w ciąży?

Niekoniecznie. Brytyjscy naukowcy badali ciężarne w wioskach w Gambii. Panuje tam bieda, kobiety są szczupłe, niedożywione i rodzą małe dzieci. Głównym celem badaczy było poprawienie wagi urodzeniowej noworodków. Uznali, że najlepiej będzie dożywić matkę w czasie ciąży. 'Dajmy kobiecie więcej jedzenia, a dziecko urodzi się duże' - myśleli. Nic podobnego. Matki jadły, ile chciały, a dzieci rodziły się większe o zaledwie 100 gramów. Z tego wniosek, że samo odżywianie w ciąży to za mało.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (20)

  • esada

    Oceniono 3 razy 1

    rany - po przeczytaniu tego artykułu to juz normalnie baba może usiąść i zapłakac. No bo tak: biegac nie można (a przeciez ruch to zdrowie, zwłaszcza jak ktos siedzi na doopie 8 godz. dziennie), nie wystarczy sie dobrze odzywiac, najlepiej przytyć, chociaz jak ma sie krótkie nogi, to szanse na potomstwo sa znikome.... z której strony nie spojrzeć, to przechlapane. Nie wiem, co to za pani naukowiec, ale powiem jedno: gdy czyta się o planowaniu ciąży to większość lekarzy zachęca do umiarkownego uprawiania sportu, a juz zwłaszcza do kontroli wagi - wiadomo zbyt duża waga - ryzyko nadcisnienia i cukrzycy. Po takich badaniach to wychodzi, że trzeba się położyc i oddychać i własciwie nie jeść, nie pić, nie ruszać się....masakra

  • calidris

    0

    To NIE jest "Uniwersytet Harvarda!" Jest przy placu Harvard Square, Harvard jako osoba nie miał z nim nic wspólnego, więc Uniwersytet Harvard, Harvard po prostu, w ostateczności harvardzki

  • santoallora

    0

    @oloros

    Coś Ci się nie zglejowało właściwie.
    Które to "inne" zwierzęta mają mózg gotowy po urodzeniu?
    Kotki, pieski? Sprawdź lepiej.

  • santoallora

    Oceniono 1 raz 1

    @saree

    O krzywych nogach nic nie było w artykule, więc dodatek zbędny.
    Nawiasem mówiąc, pewnie chciałabyś mieć takie krzywe jak ma
    niejedna Azjatka.

    Trzeba czytać ze zrozumieniem. Kobieta mówiła o PROPORCJACH
    a nie o tym czy należy mieć 2 m wzrostu czy 1.50m

  • Gość: fred

    0

    suchydarek - chciałbyś

  • keyne

    Oceniono 2 razy 0

    by saree: "a może niektórym dobrze zrobiłaby na myślenie przebieżka do Azji zanim tamtejsza rasa wyginie z powodu niskiego wzrostu, wąskich bioder, małego biustu, krótkich i na dodatek krzywych nóg no i miłości do herbaty"
    :D bardzo dobry komentarz. dodałabym jeszcze z powodu ciężkiej pracy w polu... no i mamy ginące narody ;)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX