Znalazłam badania amerykańskie, które dowodzą, że 'doula obniża poziom hormonów stresu, statystycznie skraca czas trwania porodu, zmniejsza częstotliwość interwencji lekarskich i obniża ryzyko nieplanowanego cięcia cesarskiego'. Brzmi jak opis znakomitego lekarstwa. Co to takiego ta doula? To na przykład ja. 'Doula' to słowo pochodzenia greckiego - oznacza tę, która służy kobiecie. W położnictwie doula to kobieta, która matkuje i towarzyszy spodziewającej się dziecka. I nie chodzi tu tylko o obecność w czasie porodu, ale też w czasie ciąży i w pierwszych dniach po przyjściu dziecka na świat. Kiedyś najczęściej robiła to kobieta, która już sama była matką i wprowadzała w tajniki macierzyństwa.
A nie mogła to po prostu być matka? Może, chociaż czasem osobie mniej związanej emocjonalnie - paradoksalnie - łatwiej jest dać więcej oparcia. Kiedyś taką funkcję pełniły stare, doświadczone ciotki, babki.
A czym różni się doula od położnej? Położna jest skoncentrowana głównie na kwestiach medycznych, a doula zapewnia psychologiczno-duchowe zaplecze. Dba o dobrostan kobiety, jej potrzeby, wspiera, dodaje otuchy.
Skoro jest wsparciem duchowym, czy powinna być tego samego wyznania? Nie, ale powinna być pomiędzy nimi łączność psychiczna, poczucie więzi, zrozumienie, bliskość.
Taka więź zazwyczaj jest między kobietą a jej partnerem. Tak, ale on jednak nie jest kobietą Może opacznie zrozumieć niektóre sytuacje. Kobieta, która stoi i krzyczy pełnym sercem, pełnym brzuchem, może się wydać przerażająca. Dla mężczyzny to może być bardzo trudne. Jemu wydaje się czasem, że to, co widzi, to straszliwe cierpienie kobiety. Nie wie - bo i skąd ma wiedzieć - że poza tym bólem jest jeszcze niesamowita siła, poczucie mocy.
Doskonale rozumiem tę wspólnotę kobiet, ale zastanawiam się, czy mąż nie poczuje się odsunięty, nieważny. Zawsze pytam się wcześniej partnera, czy zdaje sobie sprawę, że może się zdarzyć, że będziemy zajęte, a on poczuje się trochę obco. Ja mogę lepiej od niego rozumieć rodzącą, będę lepiej wiedzieć, co robić, jak się zachować. Jeśli mężczyzna czuje się z tym źle, wtedy lepiej zrezygnować z pomocy douli.
Często rezygnują? Bardzo wielu chętnie korzysta ze wsparcia doświadczonej kobiety. Chcą choć częściowo zrzucić z siebie odpowiedzialność, czują, że nie są ekspertami w kwestii porodu, że to raczej babskie sprawy. Towarzyszenie w czasie porodu nie jest łatwe, trudno jest zaakceptować to, jak kobieta wygląda, i to, że wszystko, co się z nią dzieje, jest normalne, w najlepszym porządku, że ona nie umiera, że rodzi się życie.
Ale rodzenie z doulą nie oznacza, że zupełnie nie ma miejsca dla mężczyzny? Oczywiście, że nie. Czasami jesteśmy cały czas razem przy kobiecie, czasem się zmieniamy, niekiedy mężczyzna woli wyjść w najbardziej dramatycznym momencie porodu i wrócić, kiedy
dziecko już przyjdzie na świat. A niekiedy para woli, żebym to ja wyszła i zostawiła ich samych w chwili wyłaniania się główki. Zostawiam pole dla mężczyzny, zwłaszcza jeśli on sobie znakomicie radzi.
A jak sobie nie radzi? Kiedyś mężczyzna rozpraszał rodzącą, zagadywał, przerywał jej skupienie. Widziałam, że robi to, żeby jakoś rozładować napiętą sytuację, poradzić sobie ze stresem. Moja rola polegała wtedy na tym, by dyskretnie dać mu znać, że powinien zostawić żonę swoim emocjom i być cichutko. Zdarzyło mi się także, że już byłam umówiona i w ostatnim momencie partner uznał, że się nie zgadza na moją obecność, i ja się wówczas natychmiast wycofałam.
Przeczytaj: Wojna domowa. Ona zarabia mniej a on jest taki zmęczony">>