W Polsce kobietom płaci się mniej niż mężczyznom. Wie to każdy, kto czytuje rocznik statystyczny, a ostatnio także prasę codzienną. Jest jednak ktoś, kto tego nie wie - to spec od ekonomii i gospodarki redaktor Tadeusz Mosz. On o nierówności płac nie wie nic a nic. On tego nie wie profesjonalnie. Co więcej, wiedzieć nie chce i zrobi wszystko, by słuchacze też się nie dowiedzieli. Dał temu wyraz w TOK FM, prowadząc program 'EKG' z okazji Dnia Równych Płac. Nagranie z 12 kwietnia może stanowić dla spragnionych niewiedzy materiał szkoleniowy.
Zaczyna się milusio, od śmichu-chichu i mizdrzu-mizdrzu. Panie drogie, całuski, patrzcie państwo, jaki tu parytet mamy, ja tu tylko sprzątam, więc, jak mnie nie policzyć, to w studiu jest 66 proc. kobiet. Robi się od tego gruchania ciut nudno, ale oto spada z niebios dar dla redaktora Mosza. Okazuje się, że jeden z gości, prof. Mączyńska, zgubił w taksówce komórkę. Redaktor jest rozanielony. Mamy rozmawiać o pensjach, chi, chi. Kobiety mniej zarabiają, chi, chi. A kto jest bardziej roztargniony, kto częściej w taksówce zostawia telefon? Śmichu-chichu zaczyna się ocierać o agresję z odrobiną pogardy w tle.
Uf, temat telefonu się wyczerpał. Kobiety w studiu poskromione, redaktor zmienia temat na fachowy, by roztargnione kobietki, co mu w studio robią parytet, fachowością swoją olśnić i zaszachować. Czy pakiety deregulacyjne rozwiążą problemy przedsiębiorców? Ho, ho, regulacje i deregulacje, hm, hm, sektorowość, pakiety, wskaźniki. Ja się dawno pogubiłam, ale Henryka Bochniarz układa fachowe klocki Mosza w piękną wieżę, bo to są przecież także i jej klocki. I tylko taki kłopot, że 13. minuta z głowy, a o nierównych płacach nie było jeszcze ani słowa. W minucie 15. prof. Mączyńska odgryza się redaktorowi za numer z telefonem. Przypomina historię faceta, co poszedł na ryby z dzieckiem, a wrócił z ryb bez dziecka. Mosz na to, że na ryby nie chodzi i że teraz będą kursy walut. Zwykle na tym etapie mam już dawno radio wyłączone, bo co mi po kursach, skoro waluty nie posiadam. Ale uzbrajam się w cierpliwość - ma być o nierówności płac, tak? To ja sobie poczekam, ziemniaki oskrobię.
W 17. minucie miła niespodzianka - redaktor z widocznym niesmakiem przytacza statystyki. Że kobiety średnio o tysiąc złotych mniej zarabiają, że najgorzej wykształcone to nawet 35 proc. mniej. Dalej leci to, co zwykle, czyli trele-morele i seksizm w sosie mizo. Że kobiety nie chcą pracować na przodku. Że minister Socha, który właśnie się ożywił, ma szefa kobietę i bardzo mu z tym dobrze. A może to Mosz ma szefa kobietę i mu dobrze? Mylą mi się trochę ci panowie, tacy są zgodni. Obaj sądzą, że mężczyźni lepiej zarabiają, bo są silniejsi. Zresztą redaktor nie spotkał się z sytuacją, że kobieta mniej zarabia niż mężczyzna, więc chyba te statystyki kłamią. A rynek pracy jest 'normalny', nie chodzi o płeć, tylko o różne miejsca pracy.
I kulminacja. Mosz: A kobiety, jak idą na wojnę? Socha: Gorsze są niż mężczyźni.
Bochniarz ma stalowe nerwy. Ja bym dawno wyszła, a ona bierze głęboki oddech i strategicznie dryfuje w kierunku sfeminizowanych zawodów. Mosz chyba się zmęczył, bo nawet daje jej dojść do słowa. Wiadomo, kobiet jest więcej tam, gdzie mniej pieniędzy. No tak, słusznie, ale nie o to tylko chodzi, że pielęgniarki zarabiają mniej od lekarzy, a asystentki mniej od dyrektorów. Mnie bardziej ciekawi nierówna płaca za równą pracę. Jak to jest, że kobiety zarabiają znacznie mniej na porównywalnych stanowiskach w tych samych firmach? Pracodawcy to zresztą potwierdzają, są na to kwity, czyli badania. Ale o tym w programie 'EKG' nie będzie. Temat płac kończymy radosnym banałem o jedności w różnorodności oraz podziękowaniem korporacji za odnalezienie telefonu. Teraz będą tematy poważne: budowa autostrad i kredyty hipoteczne. A jutro i pojutrze w 'EKG' znowu wystąpią sami panowie.