http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Polska i Polka

Agnieszka Graff
02.02.2012 , aktualizacja: 24.01.2012 16:12
A A A Drukuj
Panowie poszli walczyć o Polskę naszych snów; panie dbały o to, by całej reszty, czyli Polski realnej, szlag nie trafił. Ich wersja też jest patriotyczna, ale ciut inaczej: dzieciaki muszą jeść, także wówczas, gdy na półkach sklepowych tylko ocet
Agnieszka Graff - pisarka, feministka, wykładowca UW
fot. Konrad Pustoła
Agnieszka Graff - pisarka, feministka, wykładowca UW
ZOBACZ TAKŻE
''Kobiety, nie przeszkadzajcie nam, my walczymy o Polskę''. Nie jestem do końca pewna, czy ten legendarny napis z muru strajkującej w 1980 roku Stoczni Gdańskiej to fakt historyczny, czy mit, który przez ciągłe powtarzanie urósł do rangi historycznej prawdy. Jeśli to mit, jeśli napisu nie było (zdjęcia nigdy nie widziałam, chociaż pytałam o nie tu i tam), to przyznacie chyba, że mit urodziwy i potrzebny. Apel strajkujących stoczniowców do kobiet wiele nam mówi o relacjach między płciami w polskiej tradycji narodowej.

Opowieść oficjalna to opowieść o męskości. Fraza z Sienkiewicza, ilustracje malował mistrz Matejko, w tle słychać barda Kaczmarskiego. Że runą, runą i runą. Zanim to się stanie, mężczyźni powalczą i pocierpią, podkręcą wąsa i popatrzą w dal, ocierając krwawy pot z czoła. A z dali kiwa do nich dłonią zbolała Polska. A do boju wzywa ich Najświętsza Panienka. Więc oni dla tych kobiet idealnych porzucili kobiety realne. Trudno się dziwić, sama bym tak zrobiła. Zmagają się ze złem, odmieniając oblicze ziemi (tej ziemi), skaczą przez rozmaite płoty. Kobiety mają im nie przeszkadzać.

Nie ma nas w tej historii, za to sama opowieść jest kobietą. Cudnej urody zresztą. Piękna jak ''Solidarność''. I niepodległość. I Polska. Kto za młodu się w niej nie zakochał, kto nie chlipał nad Sienkiewiczem (śmierć Podbipięty!), kto jako smarkacz nie przebierał się za husarza (pióropusze indiańskie!), ten nie zazna... ach, czego nie zazna? No przecież sami i same wiecie czego. Łza się w oku kręci, wszakże, azaliż, aczkolwiek.

Aż tu nagle trach! Od kilku tygodni wiemy, co tymczasem robiły te, które tylko ''nie przeszkadzały''. Panowie poszli walczyć o Polskę naszych snów; panie dbały o to, by całej reszty, czyli Polski realnej, szlag nie trafił. Ich wersja też jest patriotyczna, ale ciut inaczej: dzieciaki muszą jeść, także wówczas, gdy na półkach sklepowych tylko ocet, a tatę zajmują sprawy wagi historycznej.

Zgadłyście. Czytam ''Marzenia i tajemnice''. Mocna rzecz. Danuta Wałęsa historii oficjalnej nie przeczy, ale dodaje do niej swoje trzy grosze (Nobla się odebrało, papieża się widziało - Danka historii nie przesiedziała w kuchni). Ale opowieść zasadnicza jest o tak zwanym życiu, czyli o tym, co się nie mieści w legendzie. Otóż życie w wydaniu żony Wodza to wybuchowa mieszanka wielkiej i małej historii. Danka obywa się bez oceniania, obie ważą tyle samo. Na tej samej stronie jest i o przesłuchaniu, i o porodzie. Masa tu dzielności, niebywała wprost zaradność i siła. Ale jest też potworne zmęczenie i jednak pewna irytacja - niezgoda na to, że on nic, tylko z Polską i o Polsce, na strajku albo w więzieniu, a ona tu sama z dzieciakami (ośmioro! ośmioro! a ja tu z jednym padam na twarz!).

Polka oddaje Polsce, co trzeba, albo i więcej. Ale jest taki kawałek, którego nie odda. Bo prawda o Polce w opowieści o Polsce nie całkiem się mieści. Nieprzefiltrowane przez męski mit kobiece doświadczenie to jest w naszej kulturze coś nowego i ważnego. Ludzie tu czują. Nic dziwnego, że nakład dobija ponoć do pół miliona.

Piszę ten felieton i kończę czytać ''Marzenia...'' 13 grudnia. I tak sobie myślę, że nie oddam tej daty panom niezłomnym, co dziś po ciemku przemaszerują przez Warszawę na pohybel komunie. Bo jeśli dobrze rozumiem, komuna ich zdaniem trwa i trwa, Wałęsa to ''Bolek'', a Sikorski - Jaruzel (a może odwrotnie?). Moja historia jest inna. Dziś nieco lepiej niż wtedy widać jej seksizm, niezamierzony komizm męskich pomruków bojowych i wąsów podkręcanych - nutę ułańskiej megalomanii, co pobrzmiewa pod ''Rotą'' i ''Murami''. Widzi to też chwilami autorka ''Marzeń...''. A jednak to nadal jest moja historia, wzruszająca pamięć o occie na półkach, o ZOMO, Jaruzelu, oporniku w swetrze (kto nie wie, co to takiego, niech spyta mamę lub tatę). W 1987 roku udzieliłam podziemnemu pisemku dla licealistów wywiadu pt. ''Dziewczyna opozycjonisty''. O tym, jak pięknie jest śpiewać ''Mury'' i wspierać bohatera, samej pozostając niewidzialną. Jestem dziś kim innym, ale Kaczmarski nadal mnie wzrusza (i przecież runęły, no nie?).

Owszem, panowie niezłomni z polsko-polskiego pisma, co ma błąd ortograficzny w tytule, to jest możliwe: kochać, uczestniczyć, a jednak zachować krytyczny dystans. Bo opowieści o Polsce jest wiele. Splątane są i niejednoznaczne. Cieszy mnie, że w ostatnich latach dochodzi do głosu także ta kobieca. Niekoniecznie feministyczna, ale przecież inna niż ta oficjalna, wąsata i ułańska.

Podziel się