http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Szczyp polski tradycyjny

Agnieszka Graff
18.08.2011 , aktualizacja: 10.08.2011 12:38
A A A Drukuj
Obserwowanie własnego dziecka przywołuje podobno wspomnienia z własnego dzieciństwa. Znając tę ważną zasadę psychologii, wzięłam się ostatnio do wspominania. Gdy dwuletni potomek uszczypnął mnie dotkliwie w policzek, zapytał z troską: 'Boli?', po czym oddalił się, nie czekając na odpowiedź - przypomniał mi się szczyp
Agnieszka Graff - pisarka, feministka, wykładowca UW
fot. Konrad Pustoła
Agnieszka Graff - pisarka, feministka, wykładowca UW
ZOBACZ TAKŻE
Co to takiego? Szczęśliwy, kto nie wie. Szczyp, czyli rytualne szczypanie dzieci przez dorosłych, był zmorą mojego dzieciństwa. Szczypano właśnie w policzek, mówiąc przy tym: 'Puci, puci', 'Ho, ho, ho' albo 'Rośniemy, rośniemy'. Szczyp zajmował dziwne miejsce wśród gestów - gdzieś między przemocą a czułością. Dorośli uważali go za czułość, zaś dzieci wiedziały, że to przemoc, ale nie miały jak tej wiedzy dorosłym przekazać, bo nikt ich o zdanie nie pytał. Szczypy należało znosić z uśmiechem, inaczej uchodziło się za dziecko 'bezczelne' lub 'nadąsane'. W grę wchodziły uniki, ale nie zawsze dawało się w porę przewidzieć plany wujka lub cioci. Szczyp następował znienacka, często w ramach obowiązkowych powitań i pożegnań. Bolał jak jasny gwint. Po wykonaniu szczypa zadowolony z siebie dorosły oddalał się do swoich dorosłych spraw, a upokorzona szczypem ofiara zostawała z poczuciem obrzydzenia, wstydu i obietnicą zemsty w jakiejś mglistej przyszłości.

Uprawiano ten dziwny sport bezkarnie, ale nie uprawiał go byle kto. Szczyp stanowił przywilej wieku. Kto wie, czy prawo do szczypu nie było nagrodą za przebytą za młodu martyrologię. Szczypali wujkowie po sześćdziesiątce - ci sami, którzy cmokali 'miłe panie' po rękach, oraz ciocie, które cmokanie uważały za należny sobie hołd. Cmokali, szczypali, po czym wspominali - Powstanie i (ściszonym głosem) getto, i stalinizm. I wzdychali, że końca komuny raczej nie doczekają (mieli rację).

Szczyp polski jest w zaniku, tymczasem stanowi on ważny element narodowej tradycji, pamiątkę z tych pięknych czasów, gdy Polska była Polską, a dzieci i ryby głosu nie miały. Szczypiący mnie za Gierka prawujkowie i cioteczne niby-babcie wspominali zapewne własne szczypy sanacyjne, a wraz z nimi Pana Marszałka i zacnych wujów i cioteczki, których szczypano jeszcze za cara. Kogo nie wykończyli Hitler i Stalin, ten pielęgnował tradycję, szczypiąc kolejne pokolenia.

Szczególny wstręt budziły szczypy z zawijasem (zostawiały na policzku ślad). Pamiętam też nachalne łaskotki (słowo 'molestowanie' wtedy jeszcze nie było w użyciu, a szkoda), mokre całusy (w komplecie - mdlący zapach potu, papierosów i perfum) oraz żartobliwe i mniej żartobliwe pogróżki dotyczące pasów, klapsów oraz lań, które ewentualnie można by 'komuś' spuścić. Rodziców miałam w porządku. Tym bardziej dotykały mnie brutalne reguły gry obowiązujące wśród dalszych i bliższych niekoniecznie spokrewnionych krewnych. Czytywałam namiętnie Korczaka, który w dzieciach widział po prostu ludzi, tyle że obdarzonych nieco większą od dorosłych wrażliwością. Wobec mrocznej potęgi Kajtka Czarodzieja, wobec politycznych dylematów Króla Maciusia kultura szczypów wydawała się czymś zdumiewającym. Ale Korczak uchodził w swoim pokoleniu za dziwaka, a w późniejszych - za marzyciela.

Szczyp to część większej całości, która polega z grubsza na tym, że dzieci traktuje się jak własność, kłopotliwą inwestycję na starość. A relacja dorosły - dziecko to relacja władzy całkiem wypłukana z szacunku (szanuj ojca swego...). Kiedyś nam się bachor odwdzięczy za nasze hojne dary, a na razie można go traktować jak rzecz lub zwierzątko.

Zastanawiające, że w kulturze opartej rzekomo na regule miłości bliźniego większym bliźnim do niedawna przysługiwało prawo do bicia mniejszych bliźnich (zakaz stosowania kar cielesnych wszedł równo rok temu). Lubię barszcz z uszkami, czasem też robię macebraja ku czci szczypiącej mnie za młodu cioci Stefy. Ale samego szczypa jakoś odżałuję. Niech już szczyp i wszystko, co za szczypem się wlecze, przejdzie do historii.

Podziel się

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (9)

  • acqh

    0

    Rzeczywiście było coś takiego.
    Ale pamiętam coś gorszego. Pierwsza klasa szkoły podstawowej i furia nauczycielki : chwyta za oba policzki ucznia i potrząsa nim tak mocno, że prawie unosi nad podłogą, potem seria uderzeń kijem po obu dłoniach.
    To była codzienność, za wszystko: szeptanie na lekcji, brak pracy domowej itd.

  • kochanic.a.francuza

    Oceniono 2 razy 0

    Zawsze podejrzewalam, ze takie inteligenckie srodowiska to bydelko, tak czulam. A teraz jest internet, czyta sie prawdziwe historie i widze, ze mnie przeczucie nie mylilo.
    Pochodze z prostej rodziny, nigdy mnie za policzki nie szargano, zaden wuj mnie nie gilgotal, nigdy nikt mnie nie uderzyl, ani nie krzyczal. Nigdy nie uslyszalam slowa krytyki na swoj temat.

  • bura-tino

    Oceniono 2 razy 0

    Autorce chyba zabrakło weny twórczej, a coś trzeba było napisać, więc napisała same głupoty, wymyślone bzdury z tymi szczypami. W moim rodzinnym domu bywało dużo różnych osób, trochę wykształconych, zdecydowana większość prostych, ale nikomu nie przychodziło do głowy coś tak głupiego jak szczypanie dzieci. Jedyna głupia rzecz jaką pamiętam u dorosłych, to czasami chcieli, żeby dziecko powiedziało wierszyk albo zaśpiewało, ale nie przesadzali z tymi żądaniami.

  • milamilo

    0

    jakaż to ironia, że szczyp polski tradycyjny do Pani Graff potomkiem wraca.

  • znudzona_japonistka

    Oceniono 1 raz 1

    @misself
    No, ja to myślę, że autorce szczyp nie aż tak pieszczotliwie się kojarzy.
    >>Szczyp zajmował dziwne miejsce wśród gestów - gdzieś między przemocą a czułością. Dorośli uważali go za czułość, zaś dzieci wiedziały, że to przemoc, ale nie miały jak tej wiedzy dorosłym przekazać, bo nikt ich o zdanie nie pytał. <<
    Poza tym, w mojej rodzinie muka była właśnie tak "pieszczotliwie" rozdzielana między młodsze rodzeństwo, które zazwyczaj pałęta się bez celu pod nogami. Czyli - muka jako wyraz uznania, akceptacji w grupie i/lub szorstkiej czułości. Tak mi się kojarzy.
    Chociaż przyznam, plaskacze i "kto się wypina tego wina" zawsze były złośliwe i brutalne. :D W końcu cała w tym zabawa!
    Byłam szczęśliwym dzieckiem, bo poza klapsami wszystkie inne przejawy przemocy wychodziły od moich rówieśników. Aż drżę na myśl o szczypie, brrr...

  • misself

    0

    Zarówno muka, jak i plaskacze i inne takie były obliczone na dokuczenie komuś - a pani Agnieszka pisze o szczypie z założenia pieszczotliwym! Mnie to na szczęście jakoś ominęło, moja rodzina ograniczała się do krytyki mojego wyglądu i porównywania z dzieciństwem ("byłaś takim ślicznym dzieckiem...") - czyli szczypy werbalne. Ale na szczęście to się powolutku zmienia, wizja pana Korczaka staje się rzeczywistością w wielu domach.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX