Jest rok 1987. Hrabina Maria Helene Françoise Izabel von Maltzan otrzymuje medal Sprawiedliwej wśród Narodów Świata. W czasie wojny uratowała życie kilkudziesięciu Żydom. Ambasador Izraela w Niemczech chce z tej okazji urządzić ogromną fetę. Ma pecha. Zaproszenie na przyjęcie przychodzi do hrabiny dzień po ataku Izraela na arabskie osiedla w Libanie. Maria von Maltzan odmawia udziału w uroczystości. Pisze do ambasadora: 'Całe życie walczyłam o prawo do życia w pokoju wszystkich ludzi, niezależnie od koloru skóry i wyznania. Nie dostrzegam, by Izrael miał z tymi ideami cokolwiek wspólnego'.
To nie jest dobra okolica Mieszka wtedy na berlińskim Kreuzbergu, w dzielnicy, w której porządni Niemcy boją się pokazywać, pełnej zaniedbanych kamienic, gdzie jedno WC na korytarzu przypada na osiem mieszkań. Wśród punków, komunistów, emigrantów z Turcji, Jugosławii i Polski. Gay Block i Malka Drucker, filmowcy dokumentujący historię Holocaustu, jadą do Marii na rozmowę o przeszłości. Taksówkarz prosi, żeby sprawdzili adres, pod który chcą jechać. - To nie jest dobra okolica - uprzedza. 'Wkrótce mieliśmy się przekonać, że hrabina von Maltzan, która urodziła się w ogromnym majątku na Śląsku, żyje w tureckich slumsach. Ale choć kamienice wokół są zrujnowane i ograbione, jej dom pozostał nietknięty' - wspominali później. Maria nie musi się bać. Mieszkańcy wykluczonej dzielnicy wiedzą, że jest po ich stronie. Ma już osiemdziesiąt lat, ale kiedy do slumsów wpada policja, pałując pozbawionych praw wyrzutków, wychodzi na ulicę i protestuje. - A co, może podobają się pani kolorowi? - słyszy kiedyś od policjanta w pełnym rynsztunku. - Tak - odpowiada. - Wolę kolorowych niż ludzi z zakutymi łbami.
Jest weterynarzem. W klinice założonej w wyklętej dzielnicy za darmo leczy psy i koty swoich wykluczonych sąsiadów. Stać ją, bo wcześniej prowadziła lecznicę w pobliżu Kurfürstendamm, w dzielnicy luksusowych sklepów i hoteli. Opiekowała się pupilami celebrytów i lokatorek domów publicznych z okolic Potsdamer Platz, więc pieniędzy jej nie brakuje. Przez całe życie była niepokorna. Rewolucjonistka i awanturnica - pisali o niej niemieccy dziennikarze.
III Rzesza wolna od Żydów W maju 1943 roku minister propagandy Goebbels ogłasza, że III Rzesza jest wolna od Żydów. To nieprawda, Żydów wciąż jest w Niemczech wielu, hrabina Maria von Maltzan wie o tym najlepiej. Ale oznacza to też, że jeśli nie mają pewnej kryjówki, powinni uciekać z Niemiec jak najszybciej. Maria współpracuje z kościołem szwedzkim, który organizuje wywózkę z Berlina rzeczy należących do obywateli neutralnej Szwecji. Meble ładowane są na stacji w Berlinie do plombowanych wagonów. Pociąg rusza w nocy, a za Berlinem przekupieni kolejarze zdejmują plomby i umieszczają w wagonach Żydów. Zadaniem Marii jest doprowadzanie grup uciekinierów na miejsce przeładunku. Jesienią 1944 roku na Detmolder Strasse 11, gdzie mieszka, trafiły dwie dziewczynki: Tamara i Lucie. Niemcy likwidowali obóz dla rosyjskich dzieci (w dokumentach ukryto, że były Żydówkami) i przydzielali je berlińskim rodzinom jako siłę roboczą. Sióstr nikt nie chciał, bo młodsza miała tylko 7 lat. Maria zdecydowała się wziąć obydwie. Zostały u niej aż do końca wojny. Pod koniec tego samego roku do drzwi jej mieszkania zapukał dwudziestoletni Wolfgang Hammerschmidt, pół Żyd, pół Niemiec. Gestapo obiecało mu ocalenie w zamian za adresy dziesięciu ukrywających się Żydów. Uciekł podczas przeszukiwania domu. Maria bała się, że ktoś go śledził, ale pozwoliła zostać. Był u niej do końca wojny. Tamara i Lucie wróciły w 1945 roku do ZSRR. Maria dowiedziała się tylko, że zostały adoptowane przez rodzinę jakiegoś rosyjskiego oficera. 'Pokładam w Bogu nadzieję, że los był dla nich łaskawy' - napisała we wspomnieniach. Hans Hirschel, któremu także uratowała życie, wnioskując po latach o tytuł Sprawiedliwej Wśród Narodów Świata dla Marii, napisał, że ocaliła co najmniej sześćdziesięciu Żydów.
Ekscelencja musi się postarać Urodziła się w 1909 roku w Miliczu na Dolnym Śląsku, 50 km od Wrocławia. Była siódmym dzieckiem Andreasa i Elizabeth von Maltzan, właścicieli wielkiego kompleksu stawów rybnych (ponad 8 tys. ha powierzchni), zaopatrujących w karpie dwór królewski w Berlinie. Von Maltzanowie byli jednym z najbogatszych śląskich rodów. Przybyli do Milicza z Meklemburgii, na pamiątkę dawnych posiadłości nosili przydomek zu Wartenberg und Penzlin. Wartość zgromadzonych w pałacu dzieł sztuki (m.in. obrazów Cranacha i Wouwermana), instrumentów z pracowni Stradivariusa i Amatiego oraz uważanego za jeden z największych w Europie zbioru miedziorytów szacowano przed I wojną na 13-14 milionów marek w złocie. Bywali w Miliczu książęta i królowie. W 1813 roku zatrzymał się car Aleksander I, jadący na spotkanie z królem Prus Fryderykiem Wilhelmem III by uzgodnić warunki koalicji antynapoleońskiej. Maria nie była dzieckiem planowanym. Od poprzedniego połogu matki upłynęły cztery lata, rodzice po pięciu córkach doczekali się wreszcie upragnionego dziedzica majątku i nie zamierzali mieć więcej dzieci. Ale wydarzył się wypadek. Służący potknął się i oblał Elizabeth naftą z zapalonej lampy. Poparzona skóra nie chciała się goić i milicki medyk doktor Trotschmann uznał, że pomóc może tylko kolejna
ciąża. - Ekscelencja musi się jeszcze raz postarać - zakomunikował hrabiemu.
'Owocem tych starań jestem ja' - napisała w swoich wspomnieniach Maria. Była oczkiem w głowie ojca. Tylko jej wolno było przerwać mu lekturę, gdy zbliżała się pora posiłku. Reszta rodzina musiała czekać głodna, aż hrabia skończy czytać. Matka była surowa dla wszystkich dzieci, ale dla najmłodszej córki szczególnie. Maria miała 12 lat, kiedy umarł ojciec. Usłyszała od matki, że teraz koniec tego dobrego i będzie musiała się podporządkować. Kilka lat później, kiedy zapyta matki, dlaczego nie pozwoliła jej wziąć udziału w uroczystym przejęciu rodzinnego majątku przez brata Carlosa, usłyszy: - Popatrz na siebie, może wtedy zrozumiesz, że czegoś takiego nie trzyma się chętnie w domu. Pod koniec życia powie, że jej sprzeciw wobec zła podczas wojny wziął się stąd, że była tak bardzo wściekła na niesprawiedliwą matkę.
Do Pekinu przez Tempelhof Po śmierci ojca trafiła do szkoły z internatem w Cieplicach pod Jelenią Górą. - To jest Maria von Maltzan, której ojciec był oficerem, czyli zorganizowanym przestępcą - przedstawia dyrektorka dziewczynkę innym dzieciom. Wytrzymała rok. Chłopcu, który żywcem obciął nogi ulubionej traszce, wbiła w udo przemycony do szkoły kozik. Zostaje zamknięta w kozie i musi przeprosić ojca kolegi. - Ale prywatnie panu powiem - mówi mu - że szkoda mi pana, bo jest pan ojcem przyszłego przestępcy. Wylatuje ze szkoły i trafia na pensję w Berlinie, gdzie wbrew matce przygotowuje się do matury. Elizabeth von Maltzan wolałaby, żeby córka szybko wyszła za mąż, najlepiej za kogoś równego jej pochodzeniem, i zniknęła jej z oczu.
Żeby dostać się do liceum, musiała zdać trwające cztery tygodnie egzaminy. Jedno z pytań brzmiało: Jak dotrzeć z Berlina do Pekinu? Koleżanka prymuska, żeby się popisać, wybrała statek i zawinęła po drodze do pięćdziesięciu portów. Maria napisała: 'Biorę taksówkę na Tempelhof i stamtąd lecę przez Moskwę, Omsk i Tomsk do Pekinu'. Rozbawiła nauczyciela, zdała. Zrobiła maturę i w 1927 roku podjęła studia we Wrocławiu. Matka i brat zgodzili się, ale pieniędzy dawali Marii tak mało, że musiała utrzymywać się sama. Studiowała botanikę, zoologię i antropologię, bo wymarzona weterynaria to byłoby dla matki już zbyt wiele.
Na studiach wstąpiła do socjaldemokratycznego zrzeszenia studentów. Wybór był trudny, bo przedstawiciele rosnącej w siły NSDAP w tym samym czasie zaproponowali Marii, żeby werbowała nowych członków do ich partii. Oferowali nawet samochód. Było dla nich oczywiste, że ktoś kto nazywa się von Maltzan, musi być z nimi. Tym bardziej, że jedyny brat Marii od początku poparł nazistów. - Ty się chyba z karnawału urwałeś - powiedziała, gdy pierwszy raz zobaczyła Carlosa w hitlerowskim mundurze. Ale brata dowcip wcale nie rozbawił. Kiedy w 1940 roku zginął podczas szturmu na linię Maginota, jedna z sióstr napisała do Marii: 'Twój brat poległ za Ciebie'. Odpisała: 'Chyba za Hitlera'.
Niech się pani przyzna Po roku studiów musiała zmienić Wrocław na Monachium, bo matka i brat uznali, że to jedyny sposób, by rozdzielić Marię ze starszym mężczyzną, z którym miała romans. W Monachium patrzyła na rozkwitający nazizm. Poznała jezuitę Friedricha Muckermanna i nawiązała kontakt z antyhitlerowską opozycją. Pracowała w rozgłośni radiowej i przemycała za granicę informacje o sytuacji w Niemczech. W 1935 roku wyszła za komika Waltera Hillbringa, który w monachijskich kabaretach śpiewał piosenki Kurta Tucholsky'ego, zakazanego po dojściu do władzy Hitlera. Podczas przyjęcia weselnego przestrzeliła oczy w portrecie Führera, ale zaprzyjaźniony malarz zdążył naprawić płótno, zanim ktoś się zorientował. Małżeństwo z Hillbringiem nie przetrwało długo i Maria wróciła do Berlina. Pracowała w wydawnictwie, trochę pisała dla radia i przechowywała Niemców, którzy przeszli przez hitlerowskie obozy. W 1938 roku, krótko przez zajęciem przez Niemcy czeskich Sudetów, została aresztowana. Podczas pobytu w czeskim uzdrowisku zapytała o swojego szwagra, feldmarszałka Reichenaua, który miał przebywać w okolicy. Trafiła do aresztu oskarżona o szpiegostwo, a brutalne przesłuchanie pozbawiło ją resztek złudzeń. - Niech się pani przyzna - wrzeszczał esesman, grożąc jej rewolwerem. - Ach, więc to w ten sposób produkuje się te słynne trupy, które Czesi przerzucają przez granicę - ironizowała. Antyżydowskie rozruchy w Noc Kryształową tylko potwierdziły najgorsze obawy. ' przeraziły mnie płonące synagogi; plądrujący SA-mani, śmiejąc się, wrzucali w ogień zwoje Talmudu i bili rabinów' - wspominała. Żeby uniknąć przymusowego zapisania do Nationalsozialistische Frauenschaft, kobiecej przybudówki NSDAP, wstąpiła do Niemieckiego Czerwonego Krzyża.
Życie za pończochy Po wybuchu wojny skierowano ją do cenzurowania listów. Znała języki, więc miała szukać szpiegów. Podejmuje kolejne studia, wymarzoną weterynarię. Indeks chroni przed wyjazdem na front. Z cenzury wyrzucono ją, gdy wydało się, że ostrzega autorów trefnych listów, żeby powściągnęli języki. Pierwsi Żydzi, których ukryła w swoim berlińskim mieszkaniu przy Detmolder Strasse 11, byli znajomymi pisarza Hansa Hirschela. Potem zamieszkał u niej sam Hans. Musiała wykarmić trzech mężczyzn i siebie z jednej kartki żywnościowej. Botho-Max Holländer mimo zakazu opuszczał kryjówkę na Detmolder Strasse, żeby spotykać się z kochanką. To było niebezpieczne dla niego, dla Marii i dla reszty ukrywających się. Wyrzuciła go. Później dowiedziała się, że wpadł w ręce gestapo i zginął. 'Ta wiadomość przepełniła mnie żalem, ale nie czułam się winna' - napisała. Wśród ludzi, których ratowała, byli też członkowie nielegalnej Partii Komunistycznej. Co jakiś czas dostawała za to pieniądze. I jedwabne pończochy, o które w wojennych Niemczech było trudno. Zaszła z Hirschelem w ciążę, ale dziecko zmarło w szpitalu, gdy w wojennym Berlinie wyłączono prąd. Być może wtedy po raz pierwszy sięgnęła po narkotyki. Były dni, gdy godzinami snuła się po mieszkaniu i nie dało się z nią rozmawiać, zapamiętał Hammerschmidt. Pracowała w klinice weterynarii, więc miała dostęp do leków.
Major Armii Czerwonej W maju 1945 roku do Berlina weszli Rosjanie. Potrzebowali weterynarza, który wyleczyłby konie, które przygnali. Sąsiadka, nazistka, która przez całą wojnę podejrzewała, że Maria kogoś ukrywa, podała im jej nazwisko. ' zapewne w nadziei, że coś mi się stanie' - napisała Maria von Maltzan. Żeby mogła bezpiecznie poruszać się wśród żołnierzy, otrzymała stopień majora Armii Czerwonej. To i bulterier, który wszędzie jej towarzyszył, chroniło ją od gwałtu. Któregoś dnia została wezwana do siedziby NKWD. Musiała przejrzeć setki donosów, które składali na siebie Niemcy. Oddzielić oskarżenia fałszywe od prawdziwych. Gdy zaczęły się procesy denazyfikacyjne, była wzywana na świadka. Nie miała skrupułów przed wydawaniem nazistów sądom. Częściej pozytywne świadectwo wystawiał im Hans. Ale kiedy o schronienie poprosił znajomy Białorusin, którego NKWD ścigało nawet w Berlinie, ukryła go, a potem pomogła mu uciec. Dostała zgodę na otwarcie kliniki weterynaryjnej, opiekowała się zwierzętami Rosjan, a gdy część Berlina, w której mieszkała, znalazła się w brytyjskiej strefie okupacyjnej - Anglików. Coraz częściej sięgała po narkotyki. W 1947 roku wyszła za Hansa, ale była sama. Hirschel nie mógł otrząsnąć się po zagładzie. Małżeństwo przetrwało tylko dwa lata. Z Marią było coraz gorzej, sama zaczęła produkować narkotyki.
Znalazłam się na dnie