http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Polska Wigilia w oczach obcokrajowców

Iga Dzieciuchowicz, Marcelina Paul
21.12.2005 , aktualizacja: 21.12.2008 20:04
A A A Drukuj
Lin Wei-Yun z Tajwanu Fot. Mateusz Skwarczek / AG Lin Wei-Yun z Tajwanu
Lin Wei-Yun pójdzie na pasterkę. Tharanga Nayanajith Samarakoon vel Sammy nie przepada za polską "czerwoną zupą". Awiszaj Hadari polubił dzielenie się opłatkiem. Jak święta Bożego Narodzenia spędzają w Krakowie obcokrajowcy?
Awiszaj Hadari z Izraela
Fot. Mateusz Skwarczek / AG
Awiszaj Hadari z Izraela
Lilik Setiawati z Indonezji
Fot. Mateusz Skwarczek / AG
Lilik Setiawati z Indonezji
Tharanga Nayanajith Samarakoon z Cejlonu
Fot. Mateusz Skwarczek / AG
Tharanga Nayanajith Samarakoon z Cejlonu
Mathieu le Feuvrier
Fot. Mateusz Skwarczek / AG
Mathieu le Feuvrier
Lin Wei-Yun pachnie wiśniowym sadem - co chwila zawija w bibułkę smakowy tytoń i przypala skręconego papierosa. Pochodzi z Tajwanu. - Im dłużej tu jestem, tym intensywniej przeżywam te święta. Czuję się coraz bardziej jak Polka - mówi, zaciągając się dymem. Do Polski przyleciała z Anglii trzy zimy temu. Studiowała teatrologię, aż któregoś dnia zobaczyła plakat reklamujący polski spektakl i postanowiła, że pozna nasz kraj, tradycje i nauczy się języka. Tegoroczne święta Wei spędzi z rodziną swojego narzeczonego Pawła. Razem przygotują tradycyjną polską kolację, potem będą śpiewać kolędy i pójdą na pasterkę.

Namiastką chińskiej kultury będą dla niej w te dni przysłane przez mamę ciastka ananasowe - specjalność Tajwanu. Wei porównuje polskie święta do wigilii Nowego Roku w Chinach. - Siadamy przy okrągłym stole, ubieramy się na czerwono, a na ścianach domu przyklejamy czerwony papier, na którym piszemy słowa-zaklęcia.

Wei napisze słowo "wiosna". Według ludowych wierzeń takie słowa mają przynieść pomyślność w kolejnym roku.

Ech, to polskie strange food!

Tharanga Nayanajith Samarakoon vel Sammy studiuje w krakowskiej Szkole Artystycznego Projektowania Ubioru. Jak większość Cejlończyków jest buddystą i polska Wigilia to dla niego dziwne przeżycie. Mimo to podoba mu się, że Polacy obchodzą ją tak uroczyście. Pierwszą spędził rok temu w Warszawie. Organizował ją ks. Edward Osiecki, misjonarz ze Zgromadzenia Ojców Werbistów. - Nie wiedziałem o co chodzi z dzieleniem się opłatkiem. Poza tym na stole było mnóstwo strange food, jakaś czerwona zupa na przykład - wspomina. W tym roku wybiera się do rodziny znajomego Polaka. Planuje zabrać ze sobą jakąś tradycyjną hinduską potrawę, np. kawum, które robi się z miodu, mąki i cukru.

I po co tyle tych zup?

To jednak prawda, że Francuzi są romantykami. Mathieu le Feuvrier przeprowadził się do Krakowa dla swojej dziewczyny Asi. Nie znał ani słowa po polsku, ale dostał pracę barmana w jednym z pubów, gdzie doskonalił swoje umiejętności wyniesione z francuskiej szkoły gastronomicznej. W ubiegłoroczną Wigilię serwował drinki. Mathieu przyznaje, że we Francji świąt nie przeżywa się duchowo, to raczej okazja do rodzinnego spotkania.

- Tutaj Boże Narodzenie jest bardziej autentyczne - zauważa. W tym roku Wigilię spędzi w domu rodzinnym swojej dziewczyny. Święta w Krakowie kojarzą mu się z zapachem smażonych kiełbasek i grzanego wina na Rynku. - W Wigilię brakuje mi tylko prawdziwego francuskiego jedzenia, np. saumon fumé. Polskie nie za bardzo mi smakuje... I po co tyle tych zup? - zastanawia się.

Sam zjadłem cały opłatek

Awiszaj Hadari pochodzi z Izraela, ukończył reżyserię na krakowskiej PWST. W Polsce mieszka siedem lat. Święta spędzi w miejscowości Wola Wereszczyńska z polskimi przyjaciółmi. - Na początku bardzo krępowało mnie dzielenie się opłatkiem. Nie znałem tego zwyczaju i nie bardzo wiedziałem, co mam zrobić - zjadłem sam cały opłatek. Ludzi stali gdzieś w kącie i na osobności z całego serca składali sobie piękne życzenia, byli tacy poważni, czułem się nieswojo. Ale dziś bardzo lubię ten moment - to dla mnie istota świąt - podkreśla.

Pierwsze święta w życiu

Lilik Setiawati pracuje w jednej z krakowskich korporacji. Jest buddystką i nie obchodzi świąt.

Na kilka tygodni wraca więc do rodzinnej Indonezji. Przyjaciele zaprosili ją przed wyjazdem na domową uroczystość przedświąteczną - były tradycyjne polskie potrawy i dzielenie się opłatkiem. - To były moje pierwsze święta w życiu. Gdy składaliśmy sobie życzenia byłam bardzo wzruszona. Smakował mi barszcz z uszkami, poza tym uwielbiam szpinak ze śmietaną, którego nigdy wcześniej nie próbowałam. Tylko polskie ryby nie przypadły mi do gustu - w Indonezji wyławiamy ryby prosto z morza, mają zupełnie inny smak i zawsze są świeże.

Podziel się