http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif
A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum

15 tajskich świątyń, czyli jak nie zamęczyć gości

Magdalena Grzebałkowska
2009-10-18, ostatnia aktualizacja 2009-10-29 13:16

Żeby nie wiem jak ciekawe były wakacje, przyjaciele są w stanie obejrzeć tylko 25 odbitek lub sto slajdów. Z Adamem Kozakiem, fotoreporterem "Gazety Wyborczej", rozmawia Magdalena Grzebałkowska

Problemem nie jest liczba zdjęć zrobionych, tylko pokazywanych znajomym. Nie ma nic złego w zrobieniu tysięcy zdjęć w podróży, trzeba jednak zrobić solidną selekcję.
Problemem nie jest liczba zdjęć zrobionych, tylko pokazywanych znajomym. Nie ma nic złego w zrobieniu tysięcy zdjęć w podróży, trzeba jednak zrobić solidną selekcję.
Magdalena Grzebałkowska: Moi przyjaciele przywieźli z podróży po Tajlandii osiem tysięcy zdjęć i zaprosili nas na pokaz. Nie byliśmy w stanie wszystkich obejrzeć.

Adam Kozak: Nawet doświadczony fotoedytor nie podjąłby się takiego zadania.

Może jest jakaś zasada? Robić tylko jedno zdjęcie w jednym miejscu, jak kiedyś aparatem analogowym. Albo strzelić dziesięć z rzędu, ale potem dziewięć skasować?

- Problemem nie jest liczba zdjęć zrobionych, tylko pokazywanych znajomym. Nie ma nic złego w zrobieniu kilku tysięcy zdjęć w podróży, poza tym że w czasie wycieczki będziemy patrzeć głównie przez wizjer aparatu. Ale z tych dziesięciu strzelonych z rzędu trzeba będzie jednak wybrać jedno.

Ale które, jeśli wszystkie są niemal identyczne?

- Zimą sfotografowałem swojego syna, jak zjeżdża z góry na oponie. Zrobiłem z rzędu dziesięć klatek. I tylko na jednym widać, że mały jest naprawdę rozbawiony. Właśnie to wybiorę. Henri Cartier-Bresson opisywał taką szczególną chwilę pojęciem decisive moment. Inie chodzi o to, żeby wybór padł na zdjęcie, na którym ludzie są najładniejsi. Musi to być fotografia, gdzie widać emocje, a fotografowani są jak najbardziej naturalni.

Co powinni zrobić moi przyjaciele, by odnieść sukces towarzyski?

- Najpierw ostrą selekcję zdjęć. Z pewnością będą chcieli pokazać miejsca, które zwiedzili. Byli w piętnastu świątyniach? Niech nie pokazują wszystkich! Chyba że organizują pokaz dla specjalistów od świątyń. Ale im nie powinni pokazywać zdjęć z plaży. Normalnym znajomym niech pokażą kilka zdjęć zabytków, przeplatając je fotografiami samych siebie i miejscowej ludności. Świetnym urozmaiceniem są fotki tego, co się działo wokół, na ulicach. Niech nie wyrzucają wszystkich zachodów słońca jako zdjęć błahych i banalnych, bo one mają jakiś ładunek emocjonalny.

W Tajlandii zwiedzili wioskę tubylców. Zrobili tam mnóstwo zdjęć, chcieliby przygotować stamtąd fotoreportaż.

- Głównym zadaniem fotoreportażu jest opowiedzenie jakiejś historii. Znani i cenieni fotoedytorzy powtarzali zawsze, że tym lepszy jest fotoreportaż, im mniej zdjęć zawiera. Tak naprawdę wystarczy dziesięć fotografii. Bo reszta to wodolejstwo. Reportaż z tajskiej wioski ma nam pokazać, co ciekawego zobaczyliśmy, kto tam mieszka, jak żyje, w co się ubiera, co je i czy my nawiązaliśmy jakiś kontakt z tubylcami. To warstwa treściowa. Oprócz tego jest jeszcze warstwa formalna.

Zdjęcia powinny różnić się planami, poszczególne sekwencje muszą układać się jak sceny z włoskich westernów. Na początku widzimy szeroki plan prerii z malutką sylwetką jeźdźca na horyzoncie. W naszym przypadku będzie to pejzaż z wioską. Kolejne ujęcie to najczęściej zbliżenie na twarz jeźdźca. Leje się z niego pot, przelatuje mucha. U nas to portret tubylca.

Trzecie ujęcie -widzimy jeźdźca, za nim na koniu ciało postrzelonego przyjaciela. My w tym miejscu dajemy plan średni przedstawiający nas wśród mieszkańców wsi. Potrzebne są detale, zbliżenia na biżuterię kobiet, tatuaże mężczyzn, materiały, fragmenty budynków. Im bardziej zróżnicujemy plany, tym nasz pokaz będzie ciekawszy. Najwięcej niech będzie planów średnich, gdzie widać całą sylwetkę, ale w zbliżeniu, dobrze jest mieć plan amerykański, z sylwetką od kolan w górę.

Musimy zachować ciągłość narracji. Dobrym testem jest próba ustnego opowiedzenia historii o pokazywanych zdjęciach. Jeśli sami możemy płynnie przechodzić z opowieścią od jednego zdjęcia do drugiego, to będziemy w stanie przyciągnąć uwagę naszych widzów.

Jeśli zdecydujemy się pokazywać zdjęcia w kolorze, to trzymajmy się tego. Jeśli wybierzemy czarno-białą formę prezentacji, też bądźmy konsekwentni.

Jaka jest granica zanudzenia gości, czyli ile zdjęć można im pokazać podczas jednego spotkania?

- Przygotowałem kiedyś zabójczy pokaz. Znajomi przywieźli z wyprawy do Indii kilka tysięcy zdjęć. Były naprawdę dobre. Wybrałem z nich kilkaset, podłożyłem muzykę i puściłem zaproszonym gościom. Pokaz trwał pół godziny i podobał się tylko dwóm osobom - autorom zdjęć. Reszta była zniechęcona, bo trwało to stanowczo za długo.

Myślę, że pięć, dziesięć minut to maksymalny czas pokazu dla ludzi, którzy nie byli z nami na wyjeździe. Jeśli pokazujemy zdjęcia na ekranie, wyświetlajmy je najwyżej przez pięć sekund. Czyli przygotujmy pokaz złożony z około stu zdjęć, bo przy ciekawszych możemy zatrzymać się nieco dłużej. Jeśli zdjęcia spodobają się gościom, będą zadawać pytania albo nawet poproszą o ponowny pokaz. To będzie właśnie sukces.

Na czym wyświetlać zdjęcia?

- Jeśli będzie to monitor zwykłego komputera, to nie można pokazywać fotografii zbyt dużej liczbie osób. Bo ci z boków zobaczą przekłamane kolory i ciemne plamy, znudzą się jeszcze szybciej. Ale dziś nie ma problemu, żeby nagrać zdjęcia na płytę i wyświetlić w telewizorze. Niezwykle efektowne są fotografie pokazywane na ekranach dużych telewizorów. Dobrze jest ułożyć zdjęcia w pokaz slajdów.

Jest dużo programów komputerowych, które do tego służą. Część można ściągnąć za darmo z internetu.

Brak komentarzy

Napisz do nas

Czekamy na pomysły, opowieści, opinie, uwagi o piśmie i serwisie wysokieobcasy.pl

  • Za rzeczką jest już inny kraj

    Rozmowa z Marią Mileńko, laureatką międzynarodowego konkursu 'I love Europe'

  • Różowy sposób myślenia

    Pink Stinks to nowy ruch społeczny, który sprzeciwia się seksualizacji dziewczynek i uprzedmiotowieniu kobiet. Działa w Wielkiej Brytanii i Polsce, a jego zwolennicy nawołują: ...