Nie strzelaj od drzwi, czyli portret z klimatem w tle
Magdalena Grzebałkowska
2009-10-28, ostatnia aktualizacja 2009-10-29 13:16
Esencja portretu to atmosfera. Buduje ją więź powstała na tę krótką chwilę między fotografem i jego modelem. Z Adamem Golcem fotoreporterem "Gazety Wyborczej" rozmawia Magdalena Grzebałkowska

Fot. Adam Golec / AG
Krystian Lupa ucharakteryzowany na Andy'ego Warhola podczas próby swojego przedstawienia. Skąpe światło pochodzi ze sceny. Reżyser pozwolił mi obserwować swoją pracę bez żadnych ograniczeń

Fot. Adam Golec / AG
Mój syn Szymon leży po kąpieli na kuchennym stole. Światło wpada przez duże okno przesłonięte rzymską roletą z białego
materiału

Fot. Adam Golec / AG
Wisława Szymborska. Na spotkanie czekałem 13 lat. Pani Wisława jest w swojej masce, mówiącej coś ważnego o charakterze poetki, która nie lubi być fotografowana. Ważnym atutem zdjęcia jest kolor
ZOBACZ TAKŻE
- Zdjęcie od Nasierowskiej (17-11-09, 01:10)
- Ucho, ręka, nos, czyli co potrafi czterooki (09-10-09, 15:48)
- Najpierw pstrykaj, potem myśl czyli poradnik fotografa miejskiego (27-10-09, 13:47)
- 15 tajskich świątyń, czyli jak nie zamęczyć gości (18-10-09, 11:15)
SERWISY
Magdalena Grzebałkowska: Długo namawiałeś Wisławę Szymborską na ten portret?
Adam Golec: Trzynaście lat. Pierwszy raz sfotografowałem ją w dniu, kiedy ogłoszono, że otrzymała Nagrodę Nobla. Pojechałem do pensjonatu, gdzie odpoczywała, zrobiłem jej zdjęcie, które później było wielokrotnie publikowane.
Od tamtego momentu czyniłem zabiegi, by spotkać się u niej w domu. Nie zależało mi na fotografowaniu pani Szymborskiej na spotkaniach autorskich. Na początku marca tego roku zgodziła się mnie przyjąć.
Bałeś się tego spotkania?
- Byłem przekonany, że spotkam się z rezerwą i dystansem, bo Wisława Szymborska nie znosi być fotografowana.
Ale to było fantastyczne spotkanie, choć samo fotografowanie trwało jedenaście minut. Potem przez godzinę piliśmy kawę. Poetka zrobiła zdjęcie także mnie.
Czym jest portret? Fotografia człowieka od czubka głowy do piersi, jak portret przodka?
- Nie. W takiej sytuacji moglibyśmy zadowalać się zdjęciami z dowodów osobistych. Jestem zawodowym fotografem, swoimi portretami muszę ilustrować teksty: publicystykę, wywiady, reportaże. Zbieram do kadru jak najwięcej kontekstu mówiącego o portretowanym i z tego buduję tło.
Artystę walczącego o pozostawienie organów Hasiora na przełęczy Snozka, koło Czorsztyna, zabrałem pod tę rzeźbę. Nagle wiatr rozwiał jego włosy tak, że przypominały kształtem piszczałki organów. Do mnie należało to zauważyć i szybko sfotografować.
A jak ktoś chce sfotografować swoją babcię, która jest bardzo wierząca? To na jakim tle ma ją umieścić - radia czy figurki Matki Boskiej?
- W portrecie domowym nie musimy się trzymać takich ryzów. Zdjęcie babci możemy ograniczyć do samej twarzy, bo pięknie się zestarzała.
Zaprzyjaźniasz się z portretowanymi ludźmi?
- To za dużo powiedziane. Lubimy się wzajemnie, ale staram się nie stwarzać wielkiej przyjaźni, bo zapominam wtedy o zdjęciach.
Jak ich oswajasz?
- Nie przychodzę do kogoś z otwartym aparatem i nie strzelam zdjęć od drzwi. Bo bez względu na to, jak ktoś ci jest przychylny, takie zachowanie stworzy napiętą atmosferę i postawi cię na przegranej pozycji. Osoba fotografowana zamknie się w sobie i trzeba będzie dużo czasu, żeby ją na nowo przekonać do siebie. Przeważnie więc wypijam u kogoś herbatę.
Gdy chciałem zrobić zdjęcie Krystianowi Lupie, chodziłem na próby spektaklu, który przygotowywał, przyglądałem się. Z czasem Lupa zapomniał o mnie, chodził boso po widowni, jak to ma w zwyczaju, nie zauważał mnie, a ja mogłem robić wszystko. To najlepsze, co może spotkać fotografa. A gdy portretowałem ministra Klicha, siedzieliśmy dwie godziny, rozmawialiśmy. Miałem najpierw pomysł, żeby go sfotografować z szachownicą, na której chciałem ustawić jakieś klasyczne otwarcie do znanej szachistom rozgrywki. Ale okazało się, niestety, że swoje szachy minister Klich oddał na aukcję Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Podczas naszej pogawędki wpadła mi w oczy jego szabla i to z nią zrobiłem mu zdjęcie.
Prawie nie widać jego twarzy.
- Portret to nie musi być twarz. To będą też same dłonie fotografowanej babci. To będzie twarz zasłonięta maską jak u Wisławy Szymborskiej. Czesław Mozil, śpiewak, zakleił sobie usta taśmą. To był częściowo jego pomysł.
Strasznie dużo mówił, prosiłem, żeby przestał, bo będzie miał na każdym zdjęciu usta zwinięte w dzióbek. Znaleźliśmy na scenie teatru, gdzie go fotografowałem, taśmę pozostawioną przez montażystę. I on sobie nią zakleił usta.
Adam Golec: Trzynaście lat. Pierwszy raz sfotografowałem ją w dniu, kiedy ogłoszono, że otrzymała Nagrodę Nobla. Pojechałem do pensjonatu, gdzie odpoczywała, zrobiłem jej zdjęcie, które później było wielokrotnie publikowane.
Od tamtego momentu czyniłem zabiegi, by spotkać się u niej w domu. Nie zależało mi na fotografowaniu pani Szymborskiej na spotkaniach autorskich. Na początku marca tego roku zgodziła się mnie przyjąć.
Bałeś się tego spotkania?
- Byłem przekonany, że spotkam się z rezerwą i dystansem, bo Wisława Szymborska nie znosi być fotografowana.
Ale to było fantastyczne spotkanie, choć samo fotografowanie trwało jedenaście minut. Potem przez godzinę piliśmy kawę. Poetka zrobiła zdjęcie także mnie.
Czym jest portret? Fotografia człowieka od czubka głowy do piersi, jak portret przodka?
- Nie. W takiej sytuacji moglibyśmy zadowalać się zdjęciami z dowodów osobistych. Jestem zawodowym fotografem, swoimi portretami muszę ilustrować teksty: publicystykę, wywiady, reportaże. Zbieram do kadru jak najwięcej kontekstu mówiącego o portretowanym i z tego buduję tło.
Artystę walczącego o pozostawienie organów Hasiora na przełęczy Snozka, koło Czorsztyna, zabrałem pod tę rzeźbę. Nagle wiatr rozwiał jego włosy tak, że przypominały kształtem piszczałki organów. Do mnie należało to zauważyć i szybko sfotografować.
A jak ktoś chce sfotografować swoją babcię, która jest bardzo wierząca? To na jakim tle ma ją umieścić - radia czy figurki Matki Boskiej?
- W portrecie domowym nie musimy się trzymać takich ryzów. Zdjęcie babci możemy ograniczyć do samej twarzy, bo pięknie się zestarzała.
Zaprzyjaźniasz się z portretowanymi ludźmi?
- To za dużo powiedziane. Lubimy się wzajemnie, ale staram się nie stwarzać wielkiej przyjaźni, bo zapominam wtedy o zdjęciach.
Jak ich oswajasz?
- Nie przychodzę do kogoś z otwartym aparatem i nie strzelam zdjęć od drzwi. Bo bez względu na to, jak ktoś ci jest przychylny, takie zachowanie stworzy napiętą atmosferę i postawi cię na przegranej pozycji. Osoba fotografowana zamknie się w sobie i trzeba będzie dużo czasu, żeby ją na nowo przekonać do siebie. Przeważnie więc wypijam u kogoś herbatę.
Gdy chciałem zrobić zdjęcie Krystianowi Lupie, chodziłem na próby spektaklu, który przygotowywał, przyglądałem się. Z czasem Lupa zapomniał o mnie, chodził boso po widowni, jak to ma w zwyczaju, nie zauważał mnie, a ja mogłem robić wszystko. To najlepsze, co może spotkać fotografa. A gdy portretowałem ministra Klicha, siedzieliśmy dwie godziny, rozmawialiśmy. Miałem najpierw pomysł, żeby go sfotografować z szachownicą, na której chciałem ustawić jakieś klasyczne otwarcie do znanej szachistom rozgrywki. Ale okazało się, niestety, że swoje szachy minister Klich oddał na aukcję Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Podczas naszej pogawędki wpadła mi w oczy jego szabla i to z nią zrobiłem mu zdjęcie.
Prawie nie widać jego twarzy.
- Portret to nie musi być twarz. To będą też same dłonie fotografowanej babci. To będzie twarz zasłonięta maską jak u Wisławy Szymborskiej. Czesław Mozil, śpiewak, zakleił sobie usta taśmą. To był częściowo jego pomysł.
Strasznie dużo mówił, prosiłem, żeby przestał, bo będzie miał na każdym zdjęciu usta zwinięte w dzióbek. Znaleźliśmy na scenie teatru, gdzie go fotografowałem, taśmę pozostawioną przez montażystę. I on sobie nią zakleił usta.
1
2
następne »
Najczęściej czytane24 htydzień




