http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Ucho, ręka, nos, czyli co potrafi czterooki

Magdalena Grzebałkowska
2009-10-09, ostatnia aktualizacja 2009-10-29 13:16
Nikon d80 - przesłona 3.5 czas 1/2000s mała głębia ostrości dziecko ostre reszta rozmyta lekka winietka w rogach od osłony przeciwsłonecznej założonej na opak
Nikon d80 - przesłona 3.5 czas 1/2000s mała głębia ostrości dziecko ostre reszta rozmyta lekka winietka w rogach od osłony przeciwsłonecznej założonej na opak

Fotografowie, znudzeni techniką cyfrową, biorą się do eksperymentów ze starym sprzętem, przeterminowanym papierem, zużytymi filmami. Z Jerzym Nogalem, fotoreporterem i fotoedytorem "Gazety Wyborczej", rozmawia Magdalena Grzebałkowska

Kodak Baby Brownie. Zachęcam do nietypowych działań, w tym przypadku do starego aparatu
Kodaka na szerokie filmy włożyłem zwykły film nawinięty na szpulki zrobione z ołówków
Kodak Baby Brownie. Zachęcam do nietypowych działań, w tym przypadku do starego aparatu Kodaka na szerokie filmy włożyłem zwykły film nawinięty na szpulki zrobione z ołówków
Jedno ze zdjęć z wystawy LOMO w Zachęcie. cyknięte
Jedno ze zdjęć z wystawy LOMO w Zachęcie. cyknięte "na pałę". Pan właśnie podrzucił mewom ostatni okruszek chleba
Holga - efektownie zaświetla plus krzywa ramka. No po prostu artystyczne!
Holga - efektownie zaświetla plus krzywa ramka. No po prostu artystyczne!
SERWISY
Magdalena Grzebałkowska: Dużo masz aparatów?

Jerzy Nogal: Około 30. Przeważnie nie są warte więcej niż sto złotych. Część z nich: zorki, smieny, fiedy, verę, czajkę itp., trzymam w piwnicy. Żona mnie pogoniła z nimi, bo zaczęły zajmować każdy kąt mieszkania. Resztę trzymam w szafie, którą kupiłem specjalnie dla nich.

Przeczesujesz aukcje internetowe szukając sprzętu fotograficznego?

- Czasami, głównie żeby popatrzeć. Ale odwiedzam też giełdy fotograficzne, dużo dobrych komisów fotograficznych jest w Krakowie. Ostatnio przegrałem licytację w internecie na kamerę obskurę Pinhole - aparat do fotografii otworkowej. To drewniana skrzynka z dziurką o bardzo malutkim przekroju i z przewijakiem do filmu. Praca z nim to przyjemność, można nim fotografować wszystko: ludzi, krajobrazy, domy, detale. Nigdy nie wiadomo, jak zdjęcie wyjdzie, poza tym, że na pewno będą nieostrości. Fotografowałem kiedyś swój pokój kamerą obskurą - zamiast filmu naświetlałem papier fotograficzny od kilkunastu minut do pół godziny, wychodził obraz w negatywie, a potem stykowo (pod powiększalnikiem z papieru na papier) robiłem pozytyw.

A który aparat jest ulubiony w twojej kolekcji?

- To aparat mieszkowy Voigtlander, ma już z 85 lat. Dostałem go od taty, który remontował mieszkanie pewnej staruszce. Podarowała mu go. Wkłada się do niego szeroki film 120, klatka 6 x 9cm. Ma trudny wizjer, bo nie przykłada się go do oka, tylko patrzy z oddali, więc początkowo trudno utrafić kadr.

Można takie filmy dzisiaj kupić?

- Tak, bo to jest normalny film do średniego formatu.

Podobny aparat do tego, który teraz trzymasz, miał kiedyś mój tata.

- To jest LOMO Lubitel na szerokie filmy. Twój tato pewnie miał starta, to była pierwsza polska lustrzanka dwuobiektywowa wyprodukowana po II wojnie światowej. Też taki miałem, ale zbiła się w nim matówka, czyli szkiełko, na którym widzi się obraz, więc pożyczyłem od wujka lubitiela. Można je nadal kupić na aukcjach internetowych za mniej więcej 50 złotych. Startem robiłem głównie portrety i architekturę. Tu jest dodatkowa trudność przy fotografowaniu, bo w wizjerze wszystko widać odwrotnie, trzeba się przyzwyczajać. Ale to jest właśnie zabawne.

Ale to nie jest chyba to sławne LOMO, które dało początek łomografii?

- Nie, sławne LOMO są na filmy małoobrazkowe 135. Za sprawą studentów z Austrii, którzy założyli związek łomografii, stały się kultowe. Jest dziesięć zasad łomografii - pokrótce chodzi oto, że foty strzela się "na pałę". Pstrykasz, wywołujesz, a potem patrzysz, co wyszło. Teraz pojęciem łomografii określa się wszelkie fotografowanie niezbyt skomplikowanymi aparatami.

Swój pierwszy LOMO kupiłem w 1988 r. na rynku w Kutnie od Rosjanina, pieniądze wyciągnąłem od mamy.

Zrobiłem później poruszone malarskie zdjęcia w Teatrze Muzycznym w Gdyni i byłem zachwycony. Tamte radzieckie LOMO były poręczne, metalowe, ale często się psuły.

Mam też takie jakby LOMO. Plastikowy aparat ma cztery obiektywy zamiast jednego, robi cztery obrazki na jednej klatce, kolejne ekspozycje odbywają się z minimalnym opóźnieniem w stosunku do poprzedniej, można nim poruszać w trakcie fotografowania, więc każde zdjęcie jest trochę inne.

W 2000r. do Zachęty w ramach projektu "Spętani/Wyzwoleni. Sztuka austriacka XX wieku" zaproszono kilkudziesięciu miłośników aparatów LOMO, dano im filmy i tydzień na zrobienie zdjęć, a potem z efektów ich pracy zrobiono wystawę. Też brałem w tym udział, pojechałem z moim LOMO nad morze.

Często się tak bawisz?

- Lubię się powygłupiać z czterookim. Fotografuję człowieka w ruchu i nie wiem, co wyjdzie: ucho, ręka, nos. Świetna zabawa. Czasem, gdy nie wiedziałem, jaki prezent dać nowożeńcom, robiłem im zdjęcia tym aparatem, a potem z odbitek wyklejałem takie jakby tableau, tyle że ślubne. Zawsze byli zadowoleni.

Każdym aparatem można zrobić dobre zdjęcia?

- Definicja, w przypadku prasy, zależy od profilu pisma i od oczekiwań fotoedytora. Dobre, to czasem ostre, a czasem niewyraźne, efektowne albo dobrze zakomponowane i pięknie oświetlone. Wiele też zależy od tego, jaka obecnie panuje moda.

Napisz do nas

Czekamy na pomysły, opowieści, opinie, uwagi o piśmie i serwisie wysokieobcasy.pl