''Jestem po czterdziestce i niedawno urodziłam
dziecko. Moi bliscy nigdy nie wytykali mi wieku, nikt też nie kwestionował moich motywacji czy rodzicielskich kompetencji. Zdaję sobie sprawę z tego, jak wielkie mam szczęście, i jestem świadoma, że gdybym z macierzyństwem poczekała trochę dłużej lub żyła w innej epoce, zostałabym uznana za wariatkę i symbolicznie spalono by mnie na stosie''. Lisa Miller, publicystka ''New York Magazine'' próbowała w ten sposób wytłumaczyć się z siedmiostronicowego tekstu zatytułowanego ''Rodzice w pewnym wieku. Czy jest coś niestosownego w byciu ciężarną 53-latką?''. Miller próbowała dowieść, że nikt nie ma prawa decydować o kobiecym brzuchu bez względu na jego wiek i kształt, za co wytargano ją za uszy. Jak się okazuje, ciąże w wieku 50+ nawet w liberalnym Nowym Jorku pozostają wciąż tematem tabu. Mało kto poza badającymi problem naukowcami wie, że kwestia dojrzałego rodzicielstwa staje się jednak tak popularna jak do niedawna modne było bycie singlem. Liczba matek seniorek wzrasta z roku na rok, a Amerykanów zaawansowany wiek ciężarnych i śmieszy, i straszy.
Autorce tekstu dostało się przy okazji za okładkę, z której spogląda na nas dama w zaawansowanym wieku pozująca na Demi Moore ze słynnego zdjęcia wykonanego na początku lat 90. przez Annie Leibovitz.
Lisa Miller opisuje romantyczną historię Ann Maloney i jej partnera Johna Rossa, który w czasie ich pierwszych wspólnych doświadczeń seksualnych wyznał Ann, że ma ona ciało młodej dziewczyny i powinna zdecydować się na dziecko. Ona miała wówczas 47 lat, on - 54. Ona nigdy nie miała
dzieci, choć pragnęła je mieć. Była rozwódką z imponującym zwrotem w karierze - z architektki wnętrz stała się psychiatrą, co wymagało od niej lat nauki i praktyki zawodowej. On - również rozwodnik, ojciec 35-letniego syna. Oboje mimo dojrzałego wieku byli gotowi stworzyć nową rodzinę. Odrzucając z góry perspektywę wieloletnich starań o dziecko, rozpoczęli drogę do rodzicielstwa od analizy nowoczesnych technologii medycznych. Mimo że jeden z najlepszych nowojorskich szpitali, opierając się na statystykach dających jedynie 60 proc. szans na przeżycie zarodka i donoszenie ciąży w wieku Ann, próbował ją od tego odwieść, jej nie przyszło nawet do głowy, by mogła być za stara na zostanie matką. W 2001 roku Ann Maloney urodziła zdrową córeczkę. Trzy lata później, w wieku 52 lat, została mamą po raz drugi.
Słupki w góręHistoria Ann i Johna nie jest jednak odosobnionym przypadkiem. Badania wykazują, że wiek kobiet ciężarnych wzrasta. W krajach europejskich średni wiek kobiety ciężarnej to 30 lat. W Stanach Zjednoczonych 25 (to duży wzrost w porównaniu z latami 70., kiedy w ciążę zachodziło się przeciętnie w wieku 21 lat). W samym Nowym Jorku mamą nie zostaje się przed 27. rokiem życia. Według badań Amerykańskiego Centrum Kontroli Chorób w 2008 roku w Stanach Zjednoczonych ponad 8 tys. kobiet w wieku 45 lat urodziło dziecko. To dwukrotnie więcej niż w 1997 roku. Ponad pół tysiąca dzieci urodziły kobiety powyżej 50. roku życia, co dało w tym rankingu wzrost o 400 proc.! Statystyki wskazują również, że mimo szalejącego kryzysu ekonomicznego aż 17 proc. urodzeń nastąpiło w rodzinach, w których średnia wieku kobiet wynosiła 48 lat.
Jeśli chodzi o adopcję,
rodzice prawie jednej czwartej adoptowanych w Ameryce dzieci statystycznie są w wieku 45 lat.
Kobiety po czterdziestce ze względów medycznych coraz częściej decydują się na zapłodnienie metodą in vitro lub korzystają z usług surogatek, których numery telefonów wdzięczą się w popularnych portalach dla przyszłych rodziców. Usługi tego typu na rynku amerykańskim nie są jednak tanie. Zespół zarodków to koszt 25-35 tys. dol. w zależności od statusu dawcy. Koszt zatrudnienia surogatki to około 100 tys. dol. Najtańsza okazuje się adopcja. Rodzicem można zostać już za 20 tys. Chętnych na wydanie pieniędzy jednak nie brakuje. Annie Leibovitz została mamą bliźniaków w wieku 56 lat, partnerka Johna Travolty urodziła syna, będąc panią przed pięćdziesiątką, Monica Bellucci po raz drugi została mamą, mając lat 46.
Baba u lekarzaEmocje starających się o dziecko dojrzałych partnerów często chłodzi wiedza lekarza prowadzącego ciążę i przemawiające na niekorzyść seniorów statystyki. Prawie każdy amerykański lekarz przypomina, że
ciąża powyżej 35. roku życia traktowana jest jako ciąża zagrożona. Często towarzyszą jej m.in.
cukrzyca ciążowa lub nadciśnienie, co negatywnie wpływa na rozwój płodu. Co piąta tego typu ciąża wiąże się z przedwczesnym urodzeniem dziecka. Wcześniaki przechodzą czasem komplikacje, włączając w to opóźnienia w rozwoju umysłowym i wady genetyczne. W przypadku kobiet po czterdziestce bądź tych, których partner jest po pięćdziesiątce, istnieje duże ryzyko urodzenia dziecka autystycznego lub w ogóle niedonoszenia ciąży.
Starzejącym się rodzicom noworodków zarzuca się egoizm. Monica Morris, autorka książki ''Dzieci ostatniej szansy'', przyznaje - co dość oczywiste - że 60-latkowie, którzy właśnie zostali rodzicami, mają małe szanse na poznanie swoich wnuków, a ich własne dzieci, zamiast uczyć się do egzaminów, będą zmuszone opiekować się starzejącymi się i wymagającymi opieki rodzicami. ''Każdy, kto ma dzieci, wie, że bycie rodzicem to historia, która dzieje się w realu, non stop, 24 godziny na dobę. I zawsze można zmęczyć się jeszcze bardziej. Bycie rodzicem noworodka to ciężka robota, to nieustanne pochylanie się, kucanie, wstawanie, podnoszenie i jeszcze raz wstawanie. To przewijanie, karmienie, ponowne przewijanie i znów karmienie. I absolutny, absolutny, absolutnie permanentny brak snu. Jak ci staruszkowie mogą to pociągnąć? A gdy dziecko dorośnie, chce biegać, bawić się, jeździć na rowerze i kopać piłkę. Jak tata po pięćdziesiątce może dotrzymać kroku synowi, skoro jego kondycja fizyczna słabnie w każdej dekadzie o 15 proc.? Jak 65-latka może przetrwać okres dojrzewania swoich dopiero dorastających dzieci? To, że żyjesz, nie oznacza, że jesteś zdrowa i tryskasz energią'' - przyznaje Lisa Miller.
Recepta na długowiecznośćObrońcy rosnącej tendencji do późnego macierzyństwa powołują się na badania doktora Thomasa Perlsa z uniwersytetu w Bostonie, który pokusił się o stwierdzenie, że kobiety rodzące dzieci po czterdziestce mają czterokrotnie większe szanse, by cieszyć się długowiecznością. Dr Perls wykazuje związek długowieczności z rodzicielstwem i łączącymi się z nim odpowiedzialnością oraz licznymi obowiązkami organizacyjnymi, logistycznym etc. Tego typu aktywności zwykle brakuje przeciętnym emerytom, którzy zapadają w sen zimowy.
Inny naukowiec, Richard Paulson, wskazuje także na to, że poziom aktywności umysłowej i fizycznego zmęczenia w przypadku matek 30-letnich i 50-letnich jest zbliżony, a poziom stresu - wyższy u matek młodszych.
Elizabeth Gregory, autorka książki ''Gotowe. Dlaczego kobiety decydują się na późne macierzyństwo'', podkreśla, że tym, co zdecydowanie pomaga w macierzyństwie, są stabilizacja finansowa i status społeczny, a to dotyczy przede wszystkim ludzi dojrzałych. ''Kobiety pracujące, które urodziły pierwsze dziecko w wieku 20 lat, zarabiają mniej więcej o 50 tys. dol. rocznie mniej niż ich koleżanki, które zostały matkami 15 lat później'' - dodaje.
Menopauza i kropkaWyrozumiałych i optymistycznych opinii na temat ciąży po pięćdziesiątce jest jednak jak na lekarstwo. Artykuł Lisy Miller wywołał burzę, forowicze rozszarpywali tych bardziej liberalnych, blogerzy huczeli. Nazywając postawę świadomej decyzji kryzysem wieku średniego, wielu czytelników przyznało, że "to, że można, nie znaczy, że się powinno". Nie brakuje komentarzy, że bycie mamą-babcią jest obrzydliwe, szczególnie jeśli decyduje się ona na karmienie piersią.
Krytycznym wypowiedziom wtóruje Nancy London w swojej książce ''Uderzenia gorąca i ciepłe butelki''. Mimo że sama urodziła dziecko w wieku 44 lat, nie jest zwolenniczką świadomego opóźniania ''zdolności produkcyjnych''. Zapytana przez Lisę Miller dlaczego, wyjaśnia: ''Złożoność i funkcjonalność kobiecego ciała jest pewnego rodzaju przeznaczeniem, okresem objętym datą ważności. W latach 70. chciałyśmy robić karierę, podróżować, zmieniać partnerów seksualnych. Ale w końcu powinnyśmy zauważyć, że macierzyństwo nie jest jakąś koncepcją, którą można rozpocząć i zakończyć lub wpiąć do kalendarza. Nie ma nic bardziej przerażającego, niż obudzić się po pięćdziesiątce i stwierdzić: » Ups, zapomniałam urodzić dziecko «, a potem zabrać się do roboty, by nadrobić stracony czas. To celowe stwarzanie dysharmonii zarówno dla dziecka, jak i dla rodzica''.
Może zatem, by rozwiać wątpliwości, najprościej byłoby przyjąć do wiadomości, że menopauza oznacza pewnego rodzaju deadline. Dlaczego nie uszanować takiej konstrukcji naszego ciała, które w pewnym momencie mówi ''stop''? Z całą pewnością są kobiety, które w wieku 50+ potrafią urodzić zdrowe i szczęśliwe dzieciaki. Ale jeśli trend świadomego opóźniania macierzyństwa staje się normą napędzaną przez społeczne nierozumienie jego roli, wydaje się to niepokojące.
Z drugiej jednak strony macierzyństwo można uznać za formę egoizmu niezależnie od wieku. Samolubstwo można zarzucić nastolatce w ciąży, która chce, by ktoś ją pokochał, pani przed czterdziestką, która pragnie zajść w ciążę, bo boi się, że wkrótce straci swoją ostatnią szansę, czy 30-latce, młodej, płodnej, szczęśliwej mężatce realizującej się zawodowo, która obawia się, że jeśli nie zostanie mamą, będzie się czuć niekompletna.
Reportaże, wywiady, portrety. Najciekawsze teksty roku Wysokich Obcasów">>