Ania z politologii przyznaje: - Kiedy zaczynaliśmy
studia od jednego z wykładowców usłyszeliśmy "witam przyszłych sprzedawców, bo tylko taką pracę znajdziecie po studiach".
Wojewódzki Urząd Pracy w
Lublinie nie wie ilu absolwentów z dyplomem wyższej uczelni lada chwila zacznie szukać pracy w regionie. Nikt takich statystyk nie prowadzi, ale z góry wiadomo, że nie będzie dobrze. W urzędach pracy już zarejestrowanych jest ponad 10 tysięcy absolwentów ubiegłorocznych (to 8 proc. wszystkich bezrobotnych na Lubelszczyźnie). A pierwsza fala świeżych magistrów i licencjatów przyjdzie do pośredniaków w lipcu, druga - we wrześniu.
- Moja przyszłość to jedna wielka niewiadoma. Wiem, że mam małe szanse na zdobycie pracy w zawodzie, szczególnie na Lubelszczyźnie. Zaczynam się zastanawiać czy obrona mojej pracy magisterskiej ma sens. Pierwsze próby znalezienia pracy w zawodzie podjęłam zaraz po skończeniu licencjatu, próbuję do dziś. Boję się, że tytuł magistra nic nie zmieni. Zaczynam poważnie zastanawiać się nad wyjazdem za granicę, do tej pory utrzymują mnie
rodzice, ale chcę się usamodzielnić. W tym celu dwa miesiące temu zaczęłam robić certyfikat z angielskiego. Chciałabym pracować w zawodzie, ale widzę, że może to być trudne. Nie orientowałam się czy polski magister ma szanse dostania pracy w angielskiej szkole czy placówce wychowawczej, ale liczę na to i z tym wiążę moją przyszłość. Nie chcę skończyć na zmywaku - mówi Katarzyna, studentka pedagogiki na UMCS.
Ewelina, studentka pielęgniarstwa na lubelskim Uniwersytecie Medycznym też szuka pracy w zawodzie: - Dotąd moje szukanie pracy ograniczało się do odwiedzenia lubelskich szpitali i zostawienia CV. Nikt nie odpowiedział. Na razie rozglądam się tylko w Lublinie, ale po studiach planuję wyjechać do Wrocławia. Praca za granicą mnie nie interesuje - mówi.
Tomek i Radek z weterynarii są większymi optymistami: - Wybrałem ten kierunek ze względu na ojca. Ma własną klinikę weterynaryjną i na pewno będę z nim pracował. Nie szukam innej pracy - mówi Tomek. A Radek zapewnia, że dzięki dofinansowaniu rodziców otworzy własną klinikę dla zwierząt.
Bezrobocia nie boi się też Łukasz z 3 roku ratownictwa medycznego: - Kierunek wybrałem, bo bardzo mi się podoba ta praca, chciałbym pracować na szpitalnym oddziale ratunkowym, albo jeździć w karetce. O pracę po tym kierunku nie jest trudno, wystarczy zanieść CV do kilku szpitali, a w którymś na pewno mnie przyjmą. W czasie pracy planuję zaocznie skończyć magisterkę z ratownictwa medycznego - deklaruje Łukasz.
Agnieszka z 5 roku budownictwa i Rafał, który kończy mechanikę i budowę maszyn, szukają firm w internecie i wysyłają tam swoje CV. Rafał ma nadzieję, że pracę znajdzie szybko, choć nie ma doświadczenia zawodowego, a to częsty warunek, stawiany przez pracodawców.
Małgorzata Sokół, szefowa Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Lublinie zapewnia, że praca i na miejscu, i za granicą jest w zawodach medycznych, usługach pielęgniarskich i rehabilitacyjnych. - Na oferty mogą też liczyć informatycy,
analitycy rynku, absolwenci bankowości, inżynierowie budownictwa i absolwenci hotelarstwa - wylicza Małgorzata Sokół. - Niestety, mamy za dużo humanistów, pedagogów... - nie ukrywa dyrektor WUP.
Problem zaczyna się już po maturze, gdy młodzi ludzie wybierają co będą studiować. Pokazał to opublikowany miesiąc temu raport, w którym na zlecenie WUP przeanalizowano perspektywy młodych ludzi na rynku pracy Lubelszczyzny. - Z badań wynika, że młodzi ludzie nie planują przyszłości, kierunek studiów wybierają przypadkowo, pod wpływem kolegów albo rodziców. Bez wiedzy o tym jakie zawody są w ich regionie poszukiwane. Ten brak orientacji utrzymuje się także później, bo już w trakcie studiów uważają, że praca dla nich będzie, podczas gdy w rzeczywistości nie mogą na nią liczyć - podkreśla Małgorzata Sokół.
W efekcie na Lubelszczyźnie jest więcej niż w innych regionach absolwentów kierunków humanistycznych, a zdecydowanie mniej osób po studiach technicznych czy ekonomicznych.
Co w tej sytuacji? Humaniści mają cztery możliwości - emigrację, zmianę zawodu, czyli przekwalifikowanie, zdobycie płatnego stażu albo założenie własnej firmy. Wszystkie te rzeczy wymagają aktywności i sporej determinacji.
Kursy, dzięki którym można zdobyć nowy zawód, organizują powiatowe urzędy pracy, a także - o czym warto pamiętać - robią to dzięki pieniądzom unijnym liczne fundacje czy stowarzyszenia.
Kto jednak będzie chciał pozostać przy swoim zawodzie może jeszcze spróbować walczyć o staż refundowany z urzędu pracy. Niedawno pojawiła się wprawdzie informacja, że pieniądze na staże skończyły się, ale w ciągu miesiąca powiatowe urzędy pracy mają dostać dodatkowe fundusze na ten cel z rezerw resortu pracy. Na pewno jednak nie wystarczy dla każdego, bo w sumie
budżet na staże jest znacznie mniejszy niż w latach ubiegłych.
Ale jest jeszcze jedna furtka - własna firma. Zanim jednak pobiegniemy ją zarejestrować, Małgorzata Sokół podpowiada, żeby porozmawiać z doradcą zawodowym w urzędzie pracy. On pomoże odkryć predyspozycje przyszłego przedsiębiorcy i poradzi jaką działalność możemy prowadzić. Bo dla jednego strzałem w dziesiątkę będzie własne przedszkole, a dla kogoś innego salon manicure, albo warsztat samochodowy.
- Będą w tym roku jeszcze pieniądze na zakładanie własnej działalności, Lubelskie dostanie 10 mln zł z funduszy unijnych - zapowiada Małgorzata Sokół.
Pieniądze nie będą leżały w urzędach pracy, trafią do firm, które będą rekrutować przyszłych przedsiębiorców, szkolić ich, a na koniec przyznawać im dotacje. Absolwenci muszą więc uważnie śledzić informacje na ten temat, bo nabory dla chętnych do założenia firmy zaczną się już w czasie wakacji.