http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Amerykański sen

Katarzyna Bosacka
15.06.2010 , aktualizacja: 20.06.2010 11:56
A A A Drukuj
Zanim Sandra Bullock przyjęła rolę Leigh Anne Tuohy, która adoptowała bezdomnego czarnoskórego 16-latka, odrzucała ją dwukrotnie. Oparty na faktach film 
'The Blind Side' przyniósł jej Oscara. 
Na zdjęciu z odtwórcą roli Big Mike'a 
Quintonem Aaronem Fot. East News Zanim Sandra Bullock przyjęła rolę Leigh Anne Tuohy, która adoptowała bezdomnego czarnoskórego 16-latka, odrzucała ją dwukrotnie. Oparty na faktach film 'The Blind Side' przyniósł jej Oscara. Na zdjęciu z odtwórcą roli Big Mike'a Quintonem Aaronem
To opowieść o zwyczajnych białych rodzicach i ich nadzwyczajnym czarnoskórym synu. O Sandrze Bullock, która straciła męża, ale zyskała szacunek i syna. O ukochanym przez Amerykanów filmie, na którym płakały całe pokolenia. I jak to zwykle tu, za oceanem, bywa - o wielu milionach dolarów. O filmie 'The Blind Side' pisze z Waszyngtonu Katarzyna Bosacka

Fot. BE&W
ZOBACZ TAKŻE
To jedna z najpiękniejszych historii, jakie Ameryka kiedykolwiek poznała. Opowieść o wyjątkowych, silnych, kobietach. O zwyczajnych białych rodzicach i ich nadzwyczajnym czarnoskórym synu. O Sandrze Bullock, która straciła męża, ale zyskała szacunek i syna. O ukochanym przez Amerykanów filmie, może nie arcydziele, ale filmie, na którym płakały całe pokolenia. I jak to zwykle tu, za oceanem, bywa - o wielu milionach dolarów.



Mike

Historia zaczyna się w 2002 r. nad rzeką Missisipi w stanie Tennessee w mieście Elvisa Presleya - Memphis. Wtedy - najniebezpieczniejszej aglomeracji w Ameryce. W błękitnych wieżowcach w centrum miasta panowie w białych kołnierzykach i panie w eleganckich kostiumach stukają w klawiatury płaskoekranowych komputerów największych za oceanem firm: FedEx, International Paper czy Thomas and Betts, a po pracy jadą najlepszymi samochodami do swoich bogatych podmiejskich domów. W biednych dzielnicach panuje bezrobocie, rośnie odsetek zabójstw, trwa krwawa wojna gangów o wpływy ze sprzedaży narkotyków. Latem tego roku Tony Henderson - mieszkaniec Hurt Village, biednej dzielnicy Memphis, mechanik samochodowy, a popołudniami trener koszykówki pracujący z dzieciakami społecznie - usiłuje zapisać do jednej z najlepszych prywatnych szkół średnich w mieście swojego syna Stevena. Chce spełnić w ten sposób życzenie, które na łożu śmierci wypowiedziała jego matka, babcia chłopca. W tym czasie u Hendersona pomieszkuje sympatyczny i spokojny kolega Stevena - 16-letni Michael Oher nazywany ze względu na posturę Big Mikiem. Ojciec stara się przekonać dyrektora elitarnego Chrześcijańskiego Liceum Briarcrest, do którego uczęszczają dzieci zamożnych białasów, że skoro na sztandarach szkoły mają wypisane: 'Dzięki Bogu wszystko jest możliwe', by przyjął na nieodpłatną naukę obu chłopców, którzy - co w Ameryce ma duże znaczenie - świetnie grają w koszykówkę. Dyrektor bez mrugnięcia okiem zgadza się przyjąć Stevena - chłopiec ma przyzwoite stopnie, dobrą frekwencję. Co do Michaela ma ogromne wątpliwości. W końcu za gorącą namową trenera szkolnej drużyny koszykarskiej, który widzi w Big Mike'u utalentowanego sportowca, zgadza się go przyjąć. Jednak - zaznacza wyraźnie - na próbę.

16 lat. Stopnie D i F (polskie jedynki i dwójki). Poziom inteligencji 80 (dużo poniżej przeciętnej), w skali Gaussa na 9. centylu. Poziom zdolności do nauki - 6. centyl. Liczba nieobecności w ostatnim roku szkolnym - 46. Liceum Briarcrest w całej swojej historii nie widziało jeszcze ucznia, który w testach na inteligencję miałby jednocyfrowy wynik (w siatce centylowej) i aż tyle nieobecności. W ciągu dziewięciu lat Michael Oher 11 razy zmieniał szkołę. Powtarzał pierwszą, a potem i drugą klasę podstawówki. Przez następne półtora roku do szkoły nie chodził w ogóle, a później nauczyciele szkół publicznych 'przepychali' go z klasy do klasy, by pozbyć się kłopotu.

Kiedy przyszedł do liceum Briarcrest, prawie się nie odzywał, czytając, dukał, robił potworne błędy ortograficzne, nie miał pojęcia, co to jest komórka, czasownik czy ocean. Nie potrafił nawet dobrze się przedstawić i podać ręki. Nie pamiętał, jakie imiona mają jego bracia i siostry. - W całym swoim życiu nie nosił książek, zeszytów, nigdy nie odrabiał pracy domowej. Nie miał też pojęcia, jak wygląda prawdziwa szkoła. Był kompletnie białą kartą - wspomina jego nauczycielka Jennifer Graves.

Tylko jeden wynik był niezwykły. Testy psychologiczne pokazały, że Michael ma niebywale rozwinięty instynkt obronny i samozachowawczy. Trudno się dziwić. Jako jedno z dwanaściorga dzieci matki uzależnionej od cracku (taniej, silnie działającej kokainy) i prawie nieznanego mu ojca, którego zastrzelono i zrzucono jego ciało z mostu do rzeki Missisipi, wychowywał się na ulicy. Wielki, zagubiony, małomówny. Gdy się na niego patrzyło, na myśl przychodził Byczek Fernando, który choć ogromny i rogaty, cenił sobie spokój.

W wieku 16 lat Michael Oher mierzył już 188 cm, ważył 160 kg, dużo jadł, był trudny w utrzymaniu, zmieniał domy opiekuńcze, spał kątem u ludzi - na podłodze, na gankach ich domów, w altanach, żebrząc o jedzenie. - Spokojnie mogłem nie chodzić do szkoły, wybrać ulicę i przesiadywanie z koleżkami od narkotyków, ale chciałem w życiu zostać kimś. To była najlepsza rzecz, jaka mogła mnie wtedy spotkać - mówi dzisiaj Michael Oher o przyjęciu go do liceum Briarcrest.

Mamma

- Zawróć, zawróć natychmiast! - krzyknęła nagle do męża, kiedy w zimny listopadowy wieczór, jadąc luksusowym bmw, ujrzała go idącego poboczem jezdni. Była prawie noc, padał śnieg, a on trząsł się ubrany jedynie w T-shirt i krótkie spodenki. Jej mąż Sean od razu rozpoznał w nim chłopca olbrzyma, któremu od jakiegoś czasu opłacał obiady w szkole (córka doniosła mu, że ma nowego kolegę w klasie, którego na początku wszyscy się bali, ale on jest sympatyczny, no i chodzi głodny). Sean zawrócił więc, a Leigh Anne Tuohy poszła z nim pogadać. Kiedy powiedział jej, że idzie do sali gimnastycznej, nie uwierzyła. Liceum dawno było już zamknięte, wszyscy szykowali się do najważniejszego w Ameryce święta rodzinnego - Dnia Dziękczynienia. - Wiem, że nie ma tam już żadnych zajęć, ale przynajmniej jest ciepło - odparł.

Zabrała go do domu. Nakarmiła. Dała świeżą pościel. I tak już został. - Jest coś w instynkcie macierzyńskim, co ci mówi: 'zawróć'. Zawróć i pomóż. Po świętach poszłam do szkoły i pytałam, kim jest ten chłopiec, dlaczego nie ma długich spodni i kurtki w listopadzie, kto się nim zajmuje. Nie dostałam żadnych odpowiedzi. Było jasne, że w jego życiu nie ma nikogo - wspomina Leigh Anne Tuohy, od ośmiu lat matka Michaela Ohera. - Adopcja, przyjęcie go do naszej rodziny odbyły się naturalnie, nikt tego nie planował, to się po prostu stało. Ludziom trudno w to uwierzyć. Całe nasze życie rodzinne jest postawione na głowie. Mój mąż jest zaradnym biznesmenem zarządzającym siecią przeszło 80 restauracji [m.in. Taco Bell. Kentucky Fried Chicken - przyp. KB], a także komentatorem sportowym relacjonującym mecze drużyny NBA Memphis [Grizzlies - drużyna koszykarzy; Sean Tuohy w latach 80. był gwiazdą koszykówki Uniwersytetu Missisipi]. Nagle więc oznajmia mi, że potrzebuje pięciu garniturów, bo rusza z drużyną w trasę. To jest w tym momencie ważne. Cokolwiek jest potrzebne w tej chwili, trzeba to załatwić, pchnąć do przodu. Dorzućmy do tego córkę [16-latkę Collins], która jest gimnastyczką, mistrzynią stanu w akrobacjach na drążku i ma zajęcia z olimpijczykami w sąsiednim stanie Arkansas, więc dwa dni w tygodniu ją tam wozimy. Do tego doszedł Michael z jego nieprawdopodobnymi zdolnościami atletycznymi, który w pewnym momencie uprawiał trzy dyscypliny sportowe. I jest jeszcze Sean junior (wtedy ośmiolatek), którego musisz zabierać na te wszystkie przejażdżki i który zawsze pomaga w potrzebie. Nasze życie zawsze było zwariowane. Co mogliśmy powiedzieć Michaelowi? Chyba tylko to, że jeśli ma ochotę wskakiwać na tę gorącą patelnię, to proszę bardzo!

Wskoczył. - Po raz pierwszy w życiu poczułem, że jestem komuś potrzebny, dla kogoś ważny, że ktoś mnie pokochał - mówił potem w wywiadach, których udziela z rzadka i niechętnie.

'Dzięki za kartkę bożonarodzeniową, ale ten wielki czarny chłopiec na waszym zdjęciu rodzinnym to ogrodnik koszący wam trawę?' - nie mógł się nadziwić jeden z kuzynów. 'Czy nie boisz się mieć pod jednym dachem ślicznej 16-latki i chłopaka w tym samym wieku, w którym budzą się instynkty seksualne?' - pytały Leigh Anne koleżanki. 'Proszę bardzo, kolejna historyjka, jak to bogaci biali republikanie pomagają biednym czarnuchom' - zdarzało się jej usłyszeć i taką opinię. Albo jeszcze inną: 'Czego się nie robi dla rozgłosu i pieniędzy. Dobrze wiedzieli, że chłopak jest zdolny i ma wielką karierę sportową przed sobą'.

Leigh Anne sama siebie nazywa 'twardą Amerykanką z Południa'. Jej własny mąż mówi o niej, że mimo iż ma 158 cm wzrostu, to i tak wszyscy się jej boją, łącznie z nim. Leigh Anne odpowiedziałaby im jakoś tak: 'Zostawcie moją rodzinę i mojego syna w spokoju. I wstydźcie się, wstydźcie się wszyscy!'. Owszem, pierwszej nocy Leigh Anne była niespokojna, nawet przeszło jej przez myśl, że zabrany z ulicy Big Mike może coś wynieść z ich luksusowego domu, jednak natychmiast ją odegnała. - Mieliśmy szczęście, ten dzieciak był nieprawdopodobnie dobrze ułożony, to my go zepsuliśmy - śmieje się Sean, dziś ojciec Michaela. - Wszyscy mówią, że zmieniliśmy jego życie. To nieprawda, to on zmienił nasze - dodaje Leigh Anne.

Na początku spał na kanapie, później Leigh Anne, jak na dekoratorkę wnętrz prowadzącą własną firmę przystało, urządziła mu pokój, kupiła nowe ubrania i pierwsze w jego życiu własne łóżko - obszerne, mocne, by wytrzymało ciężar gigantycznego nastolatka. Do pomocy w nauce zatrudnili korepetytorkę, pracującą z Michaelem codziennie po szkole do 11.30 w nocy. Collins pomagała, jak mogła, razem rozwiązywali zadania, robili projekty naukowe, kuli algebrę. Sean junior - odpowiedzialny w rodzinie za potrzebną zmęczonemu umysłowi rozrywkę - tylko czekał na wspólne chwile spędzane z bratem na grze w piłkę czy w strzelanki na komputerze. Zaczęli głośno czytać mu książki, których nikt nigdy mu nie czytał. Powoli nadrabiali braki w jego dzieciństwie. Po pół roku Michael zaczął błyskawicznie poprawiać się w nauce.

- Niesamowite jest to, co się stało z jego umysłem. On nagle się obudził. W ostatnim roku nauki w liceum Michael znalazł się wśród najlepszych uczniów - tłumaczy Michael Lewis, autor książki 'The Blind Side: Evolution of the Game', od której wszystko się zaczęło. Książka stała się bestsellerem, a potem posłużyła za scenariusz filmu 'The Blind Side', w którym Sandra Bullock zagrała Leigh Anne i dostała za to Oscara.

Sandy - szkolny klown

Tę rolę odrzucała trzy razy. Nie wiedziała, jak zagrać. Nie pasowała jej wizja chrześcijańskiej konserwatystki, republikańskiej wyelegantowanej mamuśki noszącej broń przy sobie, która tak otwarcie mówi o swojej wierze. - Podobał mi się scenariusz, ale nie rozumiałam jej, nie rozumiałam tej kobiety. Wtedy reżyser namówił mnie, bym do niej pojechała. Na początku trochę mnie przeraziła, bo wcale nie była 'mizi-mizi', ani miła, ani cieplutka, ale twarda i konkretna. W dodatku, witając się ze mną, wytrząsnęła broń ukrytą w rękawiczce. Naprawdę tak było! Powiedziałam jej, że skoro przez najbliższe trzy miesiące mam się w nią wcielać, to musimy zawrzeć układ, który pozwoli nam współpracować, bo przecież chyba nie chce, bym zagrała ją ohydnie, prawda? - wspominała Sandra Bullock w wywiadzie promującym film. Na jednym spotkaniu się nie skończyło.

Leigh Anne obwiozła Sandrę i reżysera filmu Johna Lee Hancocka po Memphis, pokazała im sąsiedztwo, szkołę Briarcrest, a nawet kościół, do którego co niedziela chodzi z rodziną (- Poczułam, że wiara nie jest dla nich tylko hasłem na sztandarach - powiedziała potem Bullock). Kostiumolodzy przebadali jej szafę, spisali ulubione kolory, fasony i marki ubrań. Charakteryzatorki zrobiły listę kosmetyków, których używa, a nawet wypytały jej fryzjerkę o rodzaj farby, którą rozjaśnia włosy. Kupiono jej tę samą biżuterię i identyczny zegarek. W ciągu wielu godzin spędzonych razem aktorka powoli wchodziła w życie Leigh Anne. Obserwowała, jak zwraca się do męża, jak wydaje polecenia pracownikom swojej firmy wnętrzarskiej, gdzie robi zakupy, w jaki sposób rozmawia z dziećmi, jak sobie radzi z codzienną krzątaniną.

Bo skąd Sandra Bullock mogła wiedzieć, jak to jest być matką trójki dzieci 24 godziny na dobę? Jak to jest być kimś, kto umie zapanować nad całym bałaganem rodzinnym - kalendarzem, budżetem, zajęciami dzieci, zakupami, jedzeniem, lekarzami, psami, korepetycjami, pracą domową, telefonami dzwoniącymi nieustannie? Bullock swoich dzieci nie ma. To znaczy wtedy ich nie miała. Dziś też nie ma już męża ani kontaktów z jego dziećmi. - Tak mi jej szkoda, to taka kapitalna dziewczyna - ubolewała ostatnio Barbara Walters w swoim programie 'The View', komentując doniesienia prasy, która wciąż nie może doliczyć się wytatuowanych kochanek jej prawie byłego - bo w kwietniu aktorka złożyła papiery rozwodowe - męża. Rzeczywiście, przeglądając archiwa medialne, trudno znaleźć kogokolwiek, kto mówiłby o Sandrze Bullock źle.

Podziel się