http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Śmierć po przecenie

Katarzyna Bosacka
26.01.2010 , aktualizacja: 21.01.2010 18:15
A A A Drukuj
Co się dzieje z pozostałymi po wyprzedażach ciuchami? Najłatwiej pociąć je i zniszczyć, po czym wyrzucić na śmietnik
Cynthia Magnus pokazuje jeden z setek pociętych T-shirtów, który znalazła na śmietniku w Nowym Jorku
Fot. Fotolink
Cynthia Magnus pokazuje jeden z setek pociętych T-shirtów, który znalazła na śmietniku w Nowym Jorku
ZOBACZ TAKŻE
GALERIA ZDJĘĆ
'Jeśli nie nosisz już swoich rzeczy, oddaj je organizacjom, które przedłużą im życie' - radzi na swojej stronie internetowej szwedzka firma H&M. Daje też inne ekowskazówki: wybieraj biodegradowalne proszki do prania, nie korzystaj z pralni chemicznych ani powszechnych w USA pożerających prąd suszarek. 'Nasza firma, by zmniejszyć negatywny wpływ na środowisko, pracuje nad obniżeniem ilości energii potrzebnej do produkcji i transportu naszych ubrań' - zapewnia. Czy dlatego - jak ujawnił ostatnio 'New York Times' - zamiast transportować niesprzedaną odzież do ośrodków pomocy społecznej czy firm zajmujących się odzyskiem, wyrzuca ją na śmietnik? Na niszczeniu nowej odzieży i butów został też przyłapany amerykański gigant Wal-Mart. Do jego hasła 'Zawsze niskie ceny' Amerykanie dodają dziś: 'Zawsze niskie poczucie człowieczeństwa'.



Ciachu i do piachu

O tym, że sklepy, hotele i restauracje wyrzucają tony niesprzedanego jedzenia, wiedzą wszyscy. Szczególnie dobrze zaś freeganie - przeciwnicy konsumpcyjnego stylu życia, przymusu zakupów, marnotrawstwa i wszelkich jednorazówek, którzy zbierają wyrzucone na śmietnik dobra, w tym także jedzenie, i nadają im nowe życie. Jeśli jednak do tej pory żyliśmy w przekonaniu, iż pozostałe po wyprzedażach ciuchy, buty, torebki czy akcesoria trafiają do outletów czy w najgorszym razie do organizacji niosących pomoc ubogim, to ostatnie fakty ujawnione przez prasę amerykańską pokazały, jak naiwne są nasze wyobrażenia.



Awantura zaczęła się jeszcze przed świętami, kiedy to Cynthia Magnus, studentka Uniwersytetu Miejskiego w Nowym Jorku, odkryła na 35. Ulicy przy tylnych wejściach dwóch sklepów znajdujących się niemal obok siebie - Wal-Mart i H&M - wielkie, zupełnie nowe plastikowe torby. Nie wyglądały one jak zwyczajne śmieci, więc zaciekawiona zajrzała do środka. W środku były setki nowych, lecz z rozmysłem zniszczonych koszulek, spodni i bluz z kapturem zaopatrzonych w metki z obniżonymi cenami. Rękawiczkom obcięto palce, ciepłe skarpety nie miały pięt, buty pozbawiono podeszew. Marynarki przecięto wzdłuż tak, że wystawała z nich fizelina. Miały metki z cenami: 59, 79 i 129 dol. Na śmietnik wyrzucono też setki nowiutkich plastikowych wieszaków na ubrania.



Poruszona odkryciem studentka napisała do centrali H&M e-mail z prośbą o wytłumaczenie. Zaoferowała też pomoc w skontaktowaniu firmy z organizacjami charytatywnymi. Kiedy jednak nie dostała żadnej odpowiedzi, zadzwoniła do 'New York Timesa', który na początku stycznia napisał o jej wzbudzającym wiele kontrowersji odkryciu. W mediach, na forach internetowych i FaceBooku zawrzało. Znani z konsumpcyjnego stylu życia i rozrzutności, ale też z wielkiego serca i dobroczynności Amerykanie do dziś nie mogą zrozumieć, jak w mieście, w którym działa jedna z najbardziej znanych w Ameryce organizacji pomocowych - Nowojorski Bank Ubrań (New York Clothing Bank), który od przeszło 20 lat zbiera niepotrzebne osobom prywatnym, ale także sklepom ubrania, zabawki, pomoce szkolne i rozdaje je bezdomnym i najuboższym - mogło dojść do takiego marnotrawstwa. Dlaczego w kraju, w którym istnieje gęsta sieć tzw. outletów (np. Marshall, TJ Max), czyli sklepów sprzedających końcówki ubrań różnorodnych firm, po prostu się je niszczy i wyrzuca? Dlaczego w dobie kryzysu, kiedy potrzebujących jest szczególnie wielu, dochodzi do takich bulwersujących wypadków?



Winna jest konsumpcja

To konsumpcja jest napędem ekonomicznym społeczeństwa Zachodu - wśród głosów oburzenia na forach internetowych pojawiają się refleksje, iż takie zachowania producentów wymusza model współczesnej ekonomii. Im więcej konsumujesz, tym więcej dóbr jest wytwarzanych i sprzedawanych. Ci, którzy je wytwarzają i wprowadzają na rynek, zarabiają tylko wtedy, gdy sprzedają, wtedy też produkują więcej, zatrudniają więcej, płacą więcej podatków. Jednym z warunków napędu ekonomicznego jest marnotrawstwo - wyrzucanie na śmietnik dóbr wyprodukowanych i niesprzedanych, po to by móc spokojnie produkować i sprzedawać dalej.



- Dla mnie to nie nowina - pisze inny internauta, który dowodzi, że sklepy, zamiast rozdawać niesprzedane produkty, wolą je zniszczyć w obawie przed powszechnymi w USA procesami sądowymi. - Pracowałem kiedyś w Targecie (popularna w USA sieć supermarketów z ubraniami i wyposażeniem wnętrz). Każdego dnia rano zbieraliśmy po całym sklepie dwa-trzy wózki przeterminowanych, niesprzedanych czy uszkodzonych produktów, które musiały być wyrzucone przed południem. Wszystko, co zwracali klienci, było wysyłane do firmy niszczącej, bez żadnych pytań. Powód? Jeśli zostałoby to rozdane pracownikom lub ponownie sprzedane, a okazałoby się, że w jakiś sposób było zepsute, uszkodzone czy zainfekowane, dla firmy oznaczałoby to jedno - sprawy w sądzie i wysokie odszkodowania. W sumie ja to rozumiem, ale mogli przecież dawać nam do podpisania papier, że się na to zgadzamy, i byliby kryci. Chętnie bym sobie wziął niejedną rzecz, którą z bólem serca odnosiłem do zniszczenia.



- Pracowałem w fabryce produkującej głośniki pod markami Kicker, JL Audio, JBL, Pioneer... - wtóruje mu inny. Wiele z nich (uszkodzonych, niepotrzebnych) wyrzucaliśmy. Pamiętam, jak rodzina pewnego nastolatka, który grzebał w śmietnikach przyfabrycznych, zaskarżyła firmę za to, że on do tego śmietnika wpadł i doznał uszczerbku na zdrowiu. Żądali 2,5 mln dol. odszkodowania! Teraz fabryka niszczy wszystko, co wyrzuca do kosza.



Dyskusja nie milknie. Niektórzy byli pracownicy Wal-Marta piszą, że w ich sklepach najpierw 'obniżano ceny towarów do minimum, a potem oddawano je organizacjom charytatywnym. Każdy sklep, nawet w ramach tej samej sieci, jest zarządzany inaczej. Wiele zależy od menedżera'. Poza tym wiele firm w obawie o dewaluację marki nie oddaje ubrań do sprzedaży w outletach. Nie jest dobrze widziane, by końcówki serii drogich snobistycznych marek były wyprzedawane za grosze czy, co gorsza, rozdawane biedocie. Jednak wiele firm z najwyższej półki sprzedaje swoje ciuchy w outletach jako 'no name, no logo', obcinając metki.



Po tygodniu od publikacji odezwały się w końcu rzeczniczki prasowe Wal-Marta - Melissa Hill - oraz H&M - Nicole Christie. Obie zapewniały, że nie mają pojęcia, jak doszło do marnotrawstwa w ich firmach oraz że zostanie to skontrolowane. Obie też przypominały, iż ich firmy co roku oddają tysiące rzeczy potrzebującym. W imieniu całej firmy H&M biła się w piersi jej rzeczniczka. - To się nigdy nie powtórzy - obiecała. Na moje pytanie, co w Polsce się dzieje z niesprzedanymi w sklepach H&M ubraniami, Filip Pietkiewicz-Bednarek z H&M Polska powiedział: - Wszystkie ubrania dostarczane do sklepów są sprzedawane, czasem w cenach wyjątkowo atrakcyjnych dla naszych klientów. Na stronie internetowej firmy można przeczytać, że w 2009 r. oddała ona przeszło 500 tys. ubrań organizacjom takim jak Czerwony Krzyż czy Pomocne Ręce. I komu tu wierzyć?



Podziel się