Aloha to nie ''cześć''. Aloha to ''miłość''. ''W jakim innym kraju powitaniem nie jest » dzień dobry «albo » jak się masz «, ale » miłość «? To powitanie to » aloha «- miłość, kocham cię, przyjmij moją miłość'' - pisał zachwycony Hawajami Jack London.
Aloha to system wierzeń, reguły, jak żyć (zapisane w prawie hawajskim), sprzężone w jednym pozdrowieniu. To okazywanie szacunku i troski. Aloha spirit - duch aloha - nakazuje harmonię serca i umysłu, docenianie dobrych rzeczy, łaskawości losu, piękna natury. Życzliwość dla rodziny i obcych.
Ale poza duchem na Hawajach wszystko inne też jest aloha: Aloha Surf Rental - wypożyczalnia desek, Aloha Bar sprzedający poke, surowego tuńczyka w sosie sojowym ze szczypiorkiem, Aloha Tatoo - buda, w której za 200 dol. można wytatuować sobie żółwia z kwiatem plumerii na skorupie. Można też zamówić w zakładzie pogrzebowym aloha pogrzeb - łodzią wypływa się na ocean (w bikini), rozrzuca prochy ukochanej osoby na rafę koralową i rzuca pachnące wieńce na wodę.
George Clooney biegnie jak ofiara losu. Sytuacja jest tragiczna, ale i tak chce się śmiać - taki przystojniak, a biegnie jak fajtłapa. Wzuł mokasyny, ma na sobie krótkie spodenki i koszulę w kwiaty. Na Hawajach nawet bogacz wygląda jak łapserdak. Jego żona umiera w szpitalu po wypadku na motorówce. Clooney musi nagle zająć się córkami (starsza wychodzi z narkotyków, młodsza, dziesięcioletnia, używa słów jak ''palcówka'', których nie zna, bo się nie przykładał do bycia ojcem). Nie znał też najwyraźniej swojej żony. Biegnie do znajomych, bo właśnie dowiedział się od córki, że żona go zdradzała. Oczywiście nie Clooneya, tylko Matta Kinga, którego Clooney gra w filmie ''Spadkobiercy'' na podstawie powieści hawajskiej pisarki Kaui Hart Hemmings.
Kaui i jej przyrodnia siostra łapią stopa z plaży do domu. Jest lato 1987 roku. Kaui siedzi na tylnym siedzeniu przytulona do swojej deski jak do chłopaka i słucha, jak jej siostra rozmawia z kierowcą.
- Fred Hemmings to wasz ojciec? - pyta. - Znam go.
- To mój ojciec - poprawia go dziewczyna - jej ojczym.
Kaui ściska się serce. Od jutra wszystko będzie inaczej - myśli. Na swoje 11. urodziny Kaui Johnston nie chce zabawek ani nawet nowej deski surfingowej. Poprosiła o inny prezent. Chce być adoptowana.
Po wielu latach powie, że oprócz tego, iż nie chciała być jedyną osobą z innym nazwiskiem w domu Hemmingsów, myślała też o awansie społecznym. Nazwisko jej ojczyma było jak świetna metka na ciuchu. Robiło wrażenie. Fred Hemmings to producent dwóch słynnych konkursów surfingowych - Triple Crown i Pipeline Masters. Sam wygrał mistrzostwa świata w surfingu w Brazylii, wystąpił w filmie ''Endless Summer'' i jest znanym politykiem z Partii Republikańskiej.
To początek historii, którą Kaui opublikowała w ''Guardianie'' po sukcesie ''Spadkobierców'' zmęczona odpowiadaniem na pytanie dziennikarzy: ''Dlaczego pisze pani o rodzinie?''.
Choć mogłaby też odpowiedzieć po prostu, że jest Hawajką.
Ohana to podstawa kultury hawajskiej. Ohana znaczy ''rodzina'' (do ohany należą też dzieci adoptowane, przodkowie, ale i duchy chroniące rodzinę). Z ohaną wiąże się legenda jadalnego korzenia kalo zwanego też taro (kolokazja jadalna lub kleśnica). Pierwsze dziecko z małżeństwa Ziemi i Nieba urodziło się martwe, a jego ciało wyglądało jak bulwa. Rodzice pochowali je. Z niego wyrosło taro, które najpierw żywiło drugie dziecko Ziemi i Nieba, a potem przez wieki Hawajczyków (smakuje jak tektura: najpierw długo namaczane, inaczej trujące, serwowane w formie smażonych chipsów - chrupiąca tektura; lub jako poi - rozmoczona tektura). Roślina rozmnaża się przez 'oha - pędy, latorośle, które wyrastają z makua (rodzica). Legenda umacnia wiarę, że kontinuum między pokoleniami jest ważne i że samotne życie jest nie do pomyślenia. Hawajczycy mają wiele przysłów na temat rodziny. Między innymi: '''Ike aku, 'ike mai, kokua aku kokua mai, pela iho la ka nohona 'ohanaz'' - rozpoznaj i bądź rozpoznany, pomagaj i otrzymuj pomoc, na tym polega życie rodziny.
Kaui marzy o wielkiej uroczystości, ale mama pokazuje jej gazetę japońskiej mniejszości wydawaną w Honolulu. Stuka palcem w niezrozumiałe dla Kaui robaczki i mówi: ''Gdzieś tutaj to jest''. Kaui nie umie rozpoznać ogłoszenia, które prawo hawajskie nakazuje zamieścić po adoptowaniu dziecka (prawnicy doradzają Hemmingsowi zamieszczenie informacji w japońskiej prasie, żeby nie robić niepotrzebnego szumu). Czemu nie robić szumu? - myśli Kaui. Dlaczego nie opublikować tego w ''Vogue'u'' lub ''Cosmo''?
Jej siostra jest u swojej mamy, brat pływa na desce, a Fred wyszedł - niedługo wybory. Nie ma przyjęcia, nie ma tortu. Mama rzuca gazetę na kupkę magazynów surferskich przy toalecie.
- To wszystko? - pyta Kaui.
- Tak.
Pierwszego Hawajczyka widzę na lotnisku w Los Angeles. Jestem po dwudziestu paru godzinach lotu. Jest Wigilia. W samolocie kilku pasażerów siedziało w czapeczkach mikołajów, a stewardesy miały czerwone fartuszki z puszystym obszyciem. Czekam na lot na wyspę Kauai zwaną ''wyspą, która leczy''. Uciekają na nią ludzie, którym w życiu się nie powiodło, by uleczyć duszę, zacząć na nowo. To wyspa wakacyjna dla bogaczy (w Hanalei jest jedna z najpiękniejszych plaż na świecie), mekka surferów, ale też raj dla dziwaków i hipisów (w dolinie Kalalau, do której nie dochodzi żadna droga, ludzie mieszkają w dżungli w szałasach i żywią się dzikimi świniami, owocami i rybami).
Co 15 minut słucham ogłoszenia: ''Witamy na lotnisku w Los Angeles. Ze względów bezpieczeństwa prosimy utrzymywać kontakt wzrokowy z państwa bagażem''. To będzie trudne - myślę - bo mój bagaż nie ma oczu. Wpatruję się więc w wielkiego, starego Hawajczyka, który siedzi jak Budda i uśmiecha się do siebie. Jadę spotkać się z Kaui Hart Hemmings.
Dzień pierwszy: Brennan
- Jak ty pływasz? - mówi Brennan. - Pływająca godność! Chodź, pokażę ci jak to się robi tutaj: czekasz na falę, wybijasz się, wiosłujesz rękami, żeby nabrać prędkości, i jeśli dobrze wyczułaś moment, fala cię weźmie.