Dawno temu, w świecie, w którym nie było jeszcze prywatnej edukacji, Król i Królowa zostali wezwani do przedszkola. - Wasze Dziecko jest opóźnione umysłowo. Nie umie odpowiedzieć na najprostsze pytanie. Ja pytam: 'Gdzie miś?', a Dziecko milczy. Inne w tym czasie odpowiadają: 'Na stole' - powiedziała Przedszkolanka. Król postukał się w czoło, a Królowa padła bez czucia. Gdy ją ocucono, rzuciła lalkę pod krzesło. - Gdzie jest lalka? - spytała Królowa. Dziecko spojrzało na nią jak na dworskiego błazna i odpowiedziało: - Pod krzesłem. - A teraz? - Na stole, mamusiu. - To dlaczego - krzyknęła Królowa - nie odpowiadasz, kiedy cię o to pytają w przedszkolu?! - Bo to takie głupie.
Minęło ponad trzydzieści lat, Dziecko dorosło na tyle, by posłać własne dzieci - Żoża, Żorżetę i Rzodkiewkę - do placówki oświatowej. Pomne własnych doświadczeń spodziewało się najgorszego.
W trzylatkach było super. Wprawdzie Żożo, a wraz z nim jego matka, jego niania i Żorżeta nabawili się wszawicy (ojciec i najmłodsza Rzodkiewka szczęśliwie byli łysi), ale nikt z wychowawców nie mówił: - Nie bawcie się z tym żydkiem, bo ma wszy - co było normalką, gdy matka Żoża była dzieckiem.
W czterolatkach pojawiły się pierwsze schody. Schodki właściwie. Żożo zaczął odstawać od grupy pod względem grafomotoryki, zwanej również motoryką małą*. - Proszę z nim PRACOWAĆ w domu codziennie przed kolacją. Mamy Zenonka, Albercika, Bertolda i Wilhelminki PRACUJĄ z nimi po pół godziny dziennie i proszę, już są efekty - powiedziała nauczycielka.
Rodzice Żoża zorientowali się, że zalecenie PRACY usprawniającej rączkę otrzymała połowa znajomych dzieci. Ponieważ Żożo gotów był samodzielnie umyć podłogę w przestronnej kuchni, żeby tylko nie musiał rysować, rodzice odpuścili.
- Najwyżej będzie lekarzem - westchnęła rok później nauczycielka, patrząc na Żożowe gryzmoły.
W szkole schody urosły. Grafomotoryka była nadal słaba, ponadto pojawiły się problemy z koordynacją ruchową**. Domowa terapia okazała się niewystarczająca - Żożowi przepisano reedukację. Nie, nie ogolono mu głowy i nie kazano włożyć szarej koszuli. Po prostu dwa razy w tygodniu po lekcjach Żożo wraz z grupką szkolnych przyjaciół wędruje na zajęcia dodatkowe, w przeszłości zwane wdzięcznie douczkami. Reedukacją objęta została również Żorżeta, pięciolatka, która wprawdzie zbiera pochwały za swoją grafomotorykę (jej specjalnością jest doskonałe operowanie nożyczkami), ale odstaje pod względem analizy przyczynowo-skutkowej i umiejętności matematycznych. - Bardzo trudne są te zadania dla pięciolatków, to nie na ich poziomie - mówi współczująco pani od reedukacji, która po cichu co ambitniejsze prace rozwiązuje sama.
Po półroczu Żożo otrzymał wiele pochwał i porcję nowych zaleceń. Problemy z koordynacją znikły, ale pojawiły się nowe. - Żożo słabo gra w piłkę nożną. Proszę z nim ćwiczyć - zaleciła
szkoła. Rodzice Żoża rzucili się na otomanę, skręcając się ze śmiechu. A potem jego matka uświadomiła sobie, jakie ma szczęście, że nie urodziła się 30 lat później. Przy swoich obciążeniach w dzisiejszym świecie nie miałaby szansy skończyć nawet masowego przedszkola.
* brzydko rysował i nie zapinał guzików
** miał kłopoty z łapaniem piłki