Planując pierwsze, trzecie, szesnaste dziecko, żadna z pań nie zamierza skończyć w przedciążowych dżinsach zatrzymujących się smutno w połowie ud, w bluzeczce, która za dwa-trzy porody będzie znów modna, i z wyrazem twarzy świadczącym o tym, że... Nikt tego nie chce, a jednak zjawisko umamusienia - w różnym, przyznajmy, stopniu zaawansowania - występuje w populacji ludzkiej nader często.
Jak rozpoznać, czy dotyczy również ciebie? Proponujemy banalnie prosty test, który możesz wykonać w dowolnym miejscu i czasie. Wystarczy odpowiedzieć szczerze na pytanie: jak często zdarza ci się, że idąc na zakupy w poszukiwaniu tych szykownych koturnów Hilfigera albo koronkowego stanika podkreślającego walory, jak w somnambulicznym transie lądujesz w dziale śpioszków, dżinsowych spódniczek w rozmiarze 110 lub (odpowiednie skreślić) bermudów dla chłopca w wieku wczesnoszkolnym? Ile razy przerwałaś przebieranie kolorowego kłębowiska niezbędnie ci potrzebnych sukni, swetrów z szalowym kołnierzem i koronkowych szali w lumpeksie, po to by wydać ostatnie pięciozłotówki na koszmarnego misia - bohatera ukochanej kreskówki twojego bachorka?* Jeśli to zrobiłaś więcej niż raz, jesteś chora. Klasyczne umamusienie charakteryzuje się lekceważeniem siebie jako człowieka i redukcją do jednego jedynego biegu: matka.
Wiele z umamusionych będzie protestowało przeciwko tej diagnozie. Będą mówiły, że misiek z lumpeksu był po prostu słodki i że w gruncie rzeczy wcale nie potrzebowały nowego swetra. Że uśmiech dziecka wart jest malutkiego wyrzeczenia albo że to niemożliwe, żeby one były umamusione, bo przecież chodzą do pracy, mają nianię, są leniwe, realizują siebie. A to, że mają jako tapetę w komórce, notebooku i służbowym komputerze zdjęcie maluszka na plaży z tą jego śmieszną minką, a nie barczystego ojca maluszka, o niczym przecież nie świadczy. Tere-fere. Trzeba zacząć leczenie. Klasyczna metoda polega na głębokim wdechu i próbie przypomnienia sobie, kim się było, kiedy się jeszcze nie było matką. Dawne plany i marzenia - oprócz tych o księciu i kołysce - pomagają zerwać z chorobą. Należy zacząć od drobnych posunięć w myśl chińskiej mądrości, że daleka podróż zaczyna się od jednego kroku. Przypomniawszy sobie, jak miło jest pływać kraulem w zimnym jeziorze, warto kupić porządne okularki (albo wysłać po nie kogoś, by nie wrócić z wersją okularków junior).
Trzeba jednak wiedzieć, że jeśli pożyczymy okularki partnerowi życiowemu, on zanurkuje, po czym wynurzy się z takim błogim wyrazem twarzy, urzeczony. - Ojej - powie - jak te nasze dzieci ślicznie wyglądają, jak?tak się je ogląda pod?wodą.
No, ale ponieważ nie ma płciowej sprawiedliwości, nikt nie uzna tego za utatusienie (przecież nie ma nawet takiego słowa). To będzie po prostu urocze.
*Abnegatki i intelektualistki, które z dumą twierdzą, że ich ten problem nie dotyczy, bo one w ogóle nie chodzą na zakupy, niech w miejsce koturnów wstawią nowego Larssona, a spódniczkę dżinsową zamienią na dowolną książkę o Basi i jej przedszkolnych przygodach. Też działa.