Amerykańska seksuolożka Dagmar O'Connor radzi w swojej książce 'Jak kochać się z tą samą osobą do końca życia i wciąż to lubić', by małżonkowie, których pożycie łóżkowe nie układa się najlepiej, wybrali sobie jeden stały dzień tygodnia na seksrandkę. Aby osiągnąć sukces, należy według pani O'Connor:
- zarezerwować około czterech godzin,
- kupić butelkę wina i gotowe jedzenie (niekoniecznie sushi i ostrygi, mogą być kanapki, ważne, by nie poświęcać czasu na żmudne przygotowywanie kolacji i zmywanie patelni),
- rozebrać się do golasa,
- wyłączyć telefony, zamknąć zasuwkę w drzwiach sypialni (dotyczy tych, którzy mają małe dzieci) bądź wywiesić kartkę 'Nie przeszkadzać' (to ci, którzy dzielą dom z nastolatkami) i...
O, nie, nic z tego, co myślicie. Jeśli sądziliście, że nasza seks- i psychoterapeutka nakazuje znudzonym małżonkom rzucić się na siebie, fantazjować, odgrywać scenki z gatunku pielęgniarka i ciężko chory pacjent, któremu pomoże tylko wiadomo co, to się mylicie.
Żeby środowa seksrandka się udała, seks nie jest konieczny. Konieczne jest leniwe kotłowanie się po łóżku (osobom z charakteru podobnym do miłującej porządek Bree z 'Gotowych na wszystko' O'Connor radzi przykrycie łóżka obrusem), jedzenie, rozmawianie i patrzenie na golusieńkiego współmałżonka. Oczywiście, wolno się dotykać. Jednak nie ma przymusu. Przymus dotyczy jedynie powtarzania seksśród.
O'Connor twierdzi, że te erotyczne pikniki z winem, kanapkami z tuńczykiem i bez przymusu osiągnięcia spełnienia w magiczny sposób odmieniły pożycie wielu jej pacjentów. Paradoksalnie, obowiązek świętowania seksualnej środy sprawił, że obowiązek małżeński zamienił się w przygodę. Cały poradnik jest w gruncie rzeczy o tym, jak to się dzieje (i jak to zmienić), że seks, który wcześniej był wyczekiwaną atrakcją, po ślubie dla tak wielu zamienia się w jeszcze jeden obowiązek.
Książce brakuje ostrzeżenia, że jest to lektura wyłącznie dla małżeństw. Romantycznie nastawiona koleżanka po przeczytaniu pierwszego rozdziału wzdrygała się z obrzydzenia nad opisami, jak to określiła, 'reanimowania trupa'. Trupa namiętności, oczywiście. Historie ludzi, którzy uwielbiali się kochać aż do nocy poślubnej, kiedy to zaczęły się bóle głowy, nerek, automatyczne zachowania typu: tu nacisnę, tam potrę i orgazm gotowy - tak, takie rzeczy mogą na niedoświadczoną romantyczkę podziałać odstraszająco. Bo romantyczka nie doczyta tego, co O'Connor sączy w każdym rozdziale: monogamia jest super, monogamia jest szansą, a nie ograniczeniem. Pozwala wznieść się na sekswyżyny. Oczywiście jeśli będziemy pamiętać o zakreśleniu różowym flamastrem w kalendarzu każdej środy.