http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Chłopak z wakacji

Joanna Sokolińska
2009-09-17, ostatnia aktualizacja 2009-09-16 16:44

Gdyby się nie rozdzieliły, Karina dziś nie miałaby męża Singapurczyka, synka ani małego  sklepu z wielkim łóżkiem
Gdyby się nie rozdzieliły, Karina dziś nie miałaby męża Singapurczyka, synka ani małego sklepu z wielkim łóżkiem
Fot. Renata Dąbrowska

Gdyby się nie rozdzieliły, Karina dziś nie miałaby męża Singapurczyka, synka ani małego sklepu z wielkim łóżkiem

ZOBACZ TAKŻE
Pomysł

Karina była panią od kontaktów z dziennikarzami w Gdańskim Wydawnictwie Psychologicznym. Mieszkała w wynajmowanej od wydawnictwa kawalerce, żywiła się czym popadnie i była szczęśliwa. Aż nadeszła zima. Ciemny, goły styczeń. Karina rzuciła znad biurka: - Dlaczego nie miałybyśmy jechać teraz na wakacje? Przez pokój przechodziła Łucja z działu naukowego: - Właśnie, dlaczego?

Karina zadzwoniła jeszcze do Warszawy, do Krystyny, dziennikarki, z którą utrzymywała służbowe kontakty: - Czy pani jedzie z nami? Krystyna właśnie zmieniała pracę, mogła jechać w przyszłym tygodniu lub nigdy. Pomysł pojawił się w czwartek, wycieczka do Egiptu startowała we wtorek. Karina: - Dziewczyny już się nakręciły, kiedy okazało się, że mój paszport traci ważność za kilka miesięcy, a na granicy wymagają, by miał co najmniej półroczną. W ambasadzie potwierdzili, że mogę mieć kłopoty. Karina postanowiła, że zostaje w Sopocie. Krysia zdecydowała, że skoro tak, to ona nie pojedzie z koleżankami Kariny do turystycznego Szarm asz-Szajch, tylko wybierze się sama do posthipisowskiego Dahabu na półwyspie Synaj, pełnego dziwaków, którzy przyjechali tam ponurkować, a zostali na resztę życia.

Przypadek

Zadzwonił brat Kariny: - To kiedy wylatujesz? Karina: - Nie jadę. - Jak to?! Egipcjanie na granicy na nic nie zwracają uwagi, jedź, jak cię cofną, oddam ci za bilet. Karina nocnym pociągiem pojechała do Warszawy i dołączyła do pani Krysi. - Gdybyśmy się nie rozdzieliły, to wszystkie wylądowałybyśmy w Hurghadzie. I wtedy Karina dziś, latem 2009 roku, nie miałaby męża Singapurczyka, mówiącego w trzech językach synka ani małego sklepu z wielkim łóżkiem pełniącym funkcję wystawy rzeczy różnych.

Dahab

W wielkim hotelu blisko plaży mieszkały trzy osoby: Karina, pani Krysia i jeden Rosjanin. Właściciele hotelu proponowali dyskoteki, wycieczki, spacery. A one nic. Włóczyły się same. Deptak, knajpki nad morzem rozsiane między szkołami nurkowania prowadzonymi przez obcokrajowców. Pierwszego dnia poznały Isę. Isa, mieszkający na stałe w Zurychu, pracował z trudną młodzieżą jako streetworker, organizował pomoc humanitarną dla Afryki, w Egipcie nurkował. Uroczy człowiek, obywatel świata, podrywacz. Od razu zaczęły się zastanawiać: skąd ten gość pochodzi? Uroda Isy jest niejednoznaczna. Azjata? Egipcjanin? Opowiadał o tylu przygodach i tylu krajach, że pani Krysia uznała, że albo Isa zmyśla, albo pracuje w tajnych służbach. Umówili się na wspólne wynajęcie dżipa i nurkowanie. Cały tydzień spędzili razem. - Zakochać się w nim? Równie dobrze mogłabym zakochać się w Johnnym Deppie - pomyślała Karina.

Pustka

Trzeba było wracać. W Sopocie -25 st., w mroźnym powietrzu zawisło pytanie: 'Boże, i co dalej?'. - Pani Krysia miała lepiej, ona żyła w związku, wracała do nowej pracy, coś w jej życiu się działo. A ja? W Dahabie poznała dziesiątki historii ludzi, którzy przyjechali na chwilę i zostawili wszystko, żeby tam żyć. Dla pani Krysi to była rezygnacja, dla Kariny - odwaga. W Dahabie było kolorowo i ciepło, w Sopocie - wiadomo. Ale życie toczyło się dalej. Dalej byli w kontakcie. Isa zadzwonił jeszcze z Dahabu, powiedział, że poczuł pustkę po ich wyjeździe. Słali SMS-y: 'Jak tam? Tęsknię za wami'. - Zawsze 'za wami'. Pisał maile do nas obu. Sama przed sobą nie chciałam się przyznać, że jakieś uczucie się we mnie rodzi. Ale bardzo dużo o nim mówiłam. Egipt, Dahab i wszystko sprowadzało się do tego, że poznałyśmy Isę, że Isa to, że Isa śmo. Któregoś dnia w pracy Baśka z sąsiedniego biurka powiedziała: - Karina, wiesz co? Przyśnił mi się ten twój Isa.

Wizyta

Zadzwoniła pani Krysia, że chciałaby wpaść do Sopotu i czy Karina może ją odebrać z dworca. Mogła. Pociąg z Warszawy nadjechał, ale pani Krystyna nie wysiadła. Karina czeka, a tu zza kolumny wychodzi Isa. Jak zobaczył jej reakcję, to już wiedział, że nie popełnił błędu. Isa: - Myślałem, że upadnie. Nigdy nie zapomnę, jak wyglądała. Ten kolor - zielone buty, żółte skarpetki, różowe rajstopy. Wyglądała jak ara. Przeszedłem obok niej, nawet mnie nie zauważyła. Stanąłem za nią i powiedziałem do jej ucha: 'Karina...'. Dopiero dzień później przyjechała pani Krysia. I od razu zaczęła się denerwować. - Bała się, że on mnie uwiedzie i rzuci - mówi Karina. Isa miał 50 lat, syna w Zurychu, córkę w Australii, drugą córkę w Singapurze.

Miłość

W Egipcie mówią 'habibi' (kochanie) na chłopaków, którzy romansują z turystkami z Europy, nierzadko starszymi od nich. Habibi z założenia nie liczy na nic więcej oprócz przelotnego romansu. W Sopocie Karina otworzyła się na to, że choćby z Isą miała być na chwilę, to proszę bardzo, ona ma na to w sobie gotowość. Bo nie miała żadnych wątpliwości: ten kobieciarz, niewiele młodszy od jej rodziców, ojciec trójki dzieci, czarodziej o egzotycznych rysach - to właśnie On. Karina: - Dzieli nas wszystko. Wiek i wyznanie, doświadczenie i krąg kulturowy. A nasze kłótnie dotyczą tego, że ja jestem bałaganiara, a on lubi porządek. Po trzech dniach Isa wyjechał i nie wiadomo było, czy kiedykolwiek wróci. Wrócił po półtora miesiąca, bo zapamiętał, kiedy są Kariny urodziny. Zadzwonił: - Jeśli chcesz się napić kawy, zejdź na dół, jestem pod twoją pracą. Zawsze pojawiał się znikąd, bez uprzedzenia.

- Gdzie jesteś?

- Jadę z koleżankami do Krakowa.

- Ojej...

- Co się stało?

- A bo kupiłem samochód i właśnie jadę do Gdańska.

Albo stawał w nocy na ulicy i rzucał kamykami w jej okno. Dorosły facet ze szwajcarskim paszportem. Dzień po wyjeździe po drugim pobycie w Polsce przysłał SMS-a: 'Koham cze'. Koleżanki poszeptywały: - A ty się, Karina, nie boisz? On tak przyjeżdża, a nie wiadomo, co tam w tej Szwajcarii naprawdę robi, kogo ma. Karina: - Nie miałam wątpliwości. Bo po co miałby sobie zadawać tyle trudu?

Życie

Po roku niespodzianek Isa zostawił pracę streetworkera, spakował się i przyjechał na dobre. Znalazł ogłoszenie, że w Jelitkowie jest do wynajęcia ogródek na plaży. Wydzierżawili go i prowadzili przez wakacje knajpkę. Karina zaszła w ciążę i nie był to przypadek. W pracy wszystko zaczęło się zmieniać, nowi szefowie, nowy zespół. Kiedy szefowa zaprosiła ją na spotkanie i zapytała: - Karinka, my książki wydajemy w terminie, a jak tobie dziecko zachoruje? - stało się jasne, że po macierzyńskim do firmy nie wróci. Zostanie więc nie tylko bez pracy, ale i bez mieszkania, które należało do wydawnictwa. Wcześniej Karina żyła jak freak - brakowało pieniędzy, brała dodatkowe korekty i jakoś budżet łatała. Ale trudno było to ciągnąć bez etatu, z małym dzieckiem i mężem obcokrajowcem. Isa miał trochę oszczędności, więc pojechali na miesiąc na wakacje do Dahabu. Chcieli odpocząć, ale i sprawdzić, czy dałoby się tam zamieszkać. Isa dostał propozycję poprowadzenia centrum nurkowania i coffee shopu. Odmówił, czuł, że jest już na innym etapie życia. Pojechali do znajomych, którzy po atakach terrorystycznych uciekli do Al-Ariszy na północnym Synaju. Znajomi namawiali ich, żeby tam zostali. Byli skłonni, ale któregoś dnia Isa, trzymając półrocznego synka na rękach, wpadł na obrotowe drzwi. Mały rozpaczliwie płakał, było podejrzenie, że zwichnął rączkę. Karina z Isą jeździli taksówką po mieście, szukając lekarza. I kiedy Isa wszedł wreszcie do przychodni, uświadomił sobie, że dla małego mniejsze będą konsekwencje nieleczonego zwichnięcia ręki niż naświetlenia archaiczną, zniszczoną, niesprawną aparaturą rentgenowską. Zrozumieli, że póki syn jest mały, wolą mieszkać w Europie. Pojechali do Kairu, na targ. Smaki, zapachy, kolorowy zawrót głowy. Pomyśleli, że fajnie byłoby przywieźć coś z tego do domu.

Sklep

Kupili trochę biżuterii, jakieś gobeliny, jakieś patchworki. W Sopocie Karina zaczęła szukać miejsca na sklep. Był listopad i znalazła tylko jeden wolny kąt - w Krzywym Domku. Zdecydowali się go wynająć. Sprowadzają rzeczy z Indii, Tajlandii, Egiptu. Haftowane etniczne płaszcze, kolorowe parasolki, kolczyki, bransoletki, narzuty. Częstują dzieci anyżowymi cukiereczkami, a dwuletni Joshua doradza klientkom: 'Ładnie, ładnie, pani kupi'. Ciągle balansują na krawędzi opłacalności, ale sklep wydaje się przyjazny rodzinie - Joshua uczył się w nim raczkować, zaprzyjaźniony ze wszystkimi biega swobodnie po sąsiednich sklepach, dźwigając ze sobą kasę-zabawkę. - Przed zeszłym sezonem byłam bliska depresji: niemal nikt tu nie zagląda, nikt nie kupuje, a ja tu siedzę całymi dniami. Już złożyliśmy wypowiedzenie najmu, kiedy pomyślałam, że tyle w to włożyliśmy naszej energii, jest tu nasza krew, pot i łzy, że byłoby szkoda. Zostajemy.

Podsumowanie

- Kiedy się zakochałem? Kiedy się zakochałem? To było takie nierealistyczne. Wyczyściłem umysł. Powiedziałem sobie: nigdy więcej związków, nigdy więcej kobiet. I spotkałem ją. Ten moment, kiedy ona zamyka drzwi i mówi: 'Bye, bye'... Już zaczynam za nią tęsknić - to mówi Isa, który w Dahabie zapowiadał, że popracuje w Szwajcarii jeszcze ze dwa lata, a potem emigruje na Bali. Rodzina Kariny Isę uwielbia. Mama, która nie mówi po angielsku, mówi do Kariny o Isie, który nie mówi po polsku: 'Isa mi powiedział, że...'. Karina: - Zderzamy się teraz z prawdziwym życiem. Ale Isa wciąż jest czarodziejem. Zamykają sklep, a on prowadzi żonę i dziecko na plażę. Tam czeka rozłożony na piasku obrus, nakrycia, wino i tajski obiad.

Źródło: Wysokie Obcasy
  • Chłopak z wakacji jaremaben 21.09.09, 23:54

    ... zaczynam maniakalnie tutaj komentowac (to tak na marginesie).Ja to popieram. Mniej romantycznie mam chyba i mniej egzotycznie... ale poznalam obecnego faceta na Sympatii i dla niego »

  • mieć żal, czy wyrywać "tanie" Ukrainki? geszefcik 26.09.09, 15:38

    My szans u bogatych zachodnich kobiet nie mamy, my możemy tylko wyrywać o 30lat młodsze (wprawdzie nawet tyle jeszcze nie mam) dziewuchy z biednych krajów. Mieć żal za to że Polki lecą na »

  • Egipscy kochasie q2w3e4r5t6y7 27.09.09, 13:32

    Wspomniani w artykule "habibi" nie liczą tylko na przelotny sex z turystkami. Ich celem jest wiza europejska - jadą do Europy bo w ich mniemaniu jest to raj na ziemi a potem robią tam swój »

W numerze z 31 lipca