http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Kiedy umrzesz, te buty będą moje

Z Jolantą Zbrożek, psychologiem klinicznym, byłym kierownikiem Pracowni Psychologii Klinicznej Dzieci i Młodzieży w Szpitalu nr 3 AM w Warszawie, rozmawia Larysa Michalska-Guidon
07.04.2008 , aktualizacja: 25.03.2010 15:56
A A A Drukuj
Cmentarz Fot. Marcin Onufryjuk / AG Cmentarz
Niechętnie rozmawiamy z dziećmi o śmierci. Bo śmierć to temat tabu. Mamy wrażanie, że rozmawiając o śmierci, możemy ją wywołać, a unikając tego tematu, "wymykamy się" jej. Akcja Gazety "Umierać po ludzku".
Nie bójmy się zabierać dzieci na cmentarz - to dla nich okazja do pożegnania
Nie bójmy się zabierać dzieci na cmentarz - to dla nich okazja do pożegnania
Niechętnie rozmawiamy z dziećmi o śmierci.

Bo śmierć to temat tabu. Mamy wrażanie, że rozmawiając o śmierci, możemy ją wywołać, a unikając tego tematu, "wymykamy się" jej. Rodzice obawiają się, że rozmowa o śmierci jest niebezpieczna dla psychiki dziecka, że może wpłynąć destrukcyjnie na jego rozwój. Ale dzieci pytają o śmierć, tak jak pytają o życie. Jak się umiera? Co się dzieje z ciałem po śmierci? To tak samo ważne pytanie jak: "Skąd się wziąłem?".

No i pada to trudne pytanie - co robić?

Trzeba dać się dziecku prowadzić. Wystarczy uważnie słuchać, co w takich pytaniach tkwi. Pewna trzyletnia dziewczynka, stojąc w przedpokoju, powiedziała do matki: "Kiedy umrzesz, te wszystkie buty będą moje?". W tym pytaniu nie chodziło o buty, tylko o to, czy matka w ogóle kiedyś umrze i jak to będzie. W pytaniach dzieci dominuje lęk przed opuszczeniem. Na pytanie: "Mamo, czy ty umrzesz?", trzeba odpowiedzieć: 'Tak, kiedyś umrę, pewnie za wiele lat, kiedy będziesz już dorosłym człowiekiem i sam sobie poradzisz w życiu. Ale teraz jestem przy tobie'. Niestety, rodzice wciąż izolują dzieci od takich wydarzeń jak ciężka choroba w rodzinie. Jeśli ten chory później umiera, dziecko jest do jego śmierci nieprzygotowane. Bywa i tak, że śmierć kogoś bliskiego jest ukrywana. To na pewno nie służy dziecku.

Czy zatem trzeba zabrać dziecko do szpitala do umierającej babci?

Naturalnie! Dziś śmierć jest wszędzie, w filmach, gazetach czy grach komputerowych, a jednocześnie coraz dalej. Śmierć dzieje się gdzie indziej. Szczególnie widać to w miastach - zanikają rodziny wielopokoleniowe, umiera się poza domem, samotnie. A ciężką chorobą i umieraniem zajmują się specjaliści: lekarze, pielęgniarki, wreszcie pracownicy domu pogrzebowego. Na wsi do śmierci podchodzi się naturalniej. Któregoś dnia weszłam do szpitalnej sali, w której leżał ciężko chory na białaczkę chłopiec. Pochodził z małej mazowieckiej wsi. Przy łóżku stała jego matka z centymetrem i dokładnie go mierzyła. 'Przepraszam, co pani robi?' - zapytałam. 'Jak to co? Powiedzieli mi, że chłopak umrze, to trumnę muszę zamówić'. Chłopak zresztą nie umarł. Dziś ma pewnie 20 lat.

W jakim wieku dziecko zdaje sobie sprawę, że jest śmiertelne?

Kiedy ma około dziewięciu-dziesięciu lat. Dziecko myśli o śmierci jako o zjawisku biologicznym. Wie, że śmierć jest ostatnim etapem życia. Bardzo malutkie dzieci, do trzech lat, nie potrafią odróżnić życia od śmierci. Nie rozumieją, że osoba, której nie ma w ich pobliżu, istnieje wtedy gdzie indziej. To dlatego niemowlęta płaczą, gdy matka wychodzi z domu lub znika za drzwiami żłobka. Cztero-pięciolatki starają się znaleźć wytłumaczenie. Dziadek pojechał do szpitala, bo się pokłócił z babcią, a nie dlatego, że był chory na serce. Wiele dzieci w tym wieku myśli, że umierają tylko ludzie starsi, a śmierć nie jest dla nich definitywna. Kojarzy im się z wyjazdem.

Nie wyprowadzamy ich z błędu, mówiąc, że dziadek "odszedł" albo "wyruszył w daleką podróż".

Boimy się słowa "umarł" i używamy eufemizmów. Myślimy, że chronimy dziecko, a tak naprawdę chronimy siebie, bo sami nie jesteśmy w stanie przyjąć do wiadomości śmierci bliskiej osoby. Ale mówiąc pięciolatkowi, że dziadek "odszedł" czy "wyruszył w daleką podróż", wprowadzamy go w błąd. W końcu zapyta, kiedy dziadek wróci, bo będzie na niego czekał. Potem odkrycie prawdy może być bardzo trudne. Szczególnie że dziecko poczuje się oszukane przez bliskich, którym ufa. A już na pewno nie powinno się mówić, że np. dziadek "zasnął". Często po śmierci najbliższych dzieci reagują zaburzeniami psychosomatycznymi i mogą mieć kłopoty z zasypianiem.

W jaki jeszcze sposób dzieci przeżywają żałobę?

Po śmierci bliskiej osoby są często przygnębione i zamknięte w sobie, dlatego ważne jest, aby im wtedy towarzyszyć - wysłuchać albo chociaż wspólnie pomilczeć. Jeśli natomiast jakaś choroba w rodzinie była przed dzieckiem ukrywana lub gdy śmierć nastąpiła niespodziewanie, dzieci długo nie mogą sobie z nią poradzić. Czasem mają poczucie winy wobec zmarłego - tatuś umarł, bo byłem niegrzeczny. W pierwszej chwili na wiadomość o śmierci kogoś bliskiego często zaprzeczają temu, co słyszą. 'To nieprawda. Przecież dziadek umówił się ze mną na lody'. Starsze dzieci mogą być agresywne, czasem mają pretensje do zmarłego, że "sobie" po prostu umarł. Natomiast u młodszych często występuje regresja - cofają się do poprzednich etapów rozwoju. Małe dziecko, które już mówiło, nagle przestaje mówić. Albo zaczyna się moczyć. Objawy psychosomatyczne mogą pojawiać się przez dłuższy czas. Jeśli jednak trwają dłużej niż trzy miesiące, trzeba skorzystać z pomocy psychologa.

Czy najtrudniejsza jest śmierć mamy lub taty?

Tak, to najbardziej traumatyczne przeżycie, które zawsze pozostawia ranę w psychice. Przede wszystkim dziecko traci wówczas poczucie bezpieczeństwa, które jest podstawową potrzebą. Najtragiczniejsza jest zawsze śmierć matki. W psychoanalizie matka jest uważana za postać, która chroni nas przed własną śmiercią. Tracąc matkę, dziecko zbliża się więc do granicy własnej śmiertelności. Poza tym rodzice zajmują w życiu dzieci miejsce centralne. Gdy umiera któreś z nich, dziecko traci model, na podstawie którego może się dalej kształtować. Największym szokiem jest zawsze nagła śmierć. Zajmuję się teraz dwojgiem dzieci, których matka zginęła w wypadku drogowym. Młodszy chłopiec wciąż pyta zaprzyjaźnione z rodziną kobiety: 'Czy będziesz naszą nową mamą?'. Natomiast starsze dziecko zupełnie się zamknęło i nie pozwala nikomu na poruszanie tego tematu. Często za śmiercią jednego z rodziców stoi ogromny żal i pretensja do rodzica, które przeżyło, że nie zapobiegło temu, co się stało. A bywa też i tak, że dzieci, które przeżyły śmierć rodziców w wypadku, chcą być później lekarzami, pielęgniarkami, policjantami. Te plany wyrażają potrzebę panowania nad wydarzeniami, kontrolowania życia i śmierci.

A kiedy umiera brat lub siostra?

To też ogromnie trudne, ale z innego powodu. Gdy np. któreś dziecko w rodzinie jest przewlekle chore, jego choroba absorbuje rodziców przez długie miesiące lub lata. Dziecko zdrowe pozostaje wtedy często odsunięte na dalszy plan. Czuje się opuszczone i zaniedbane. Zdarza się więc, że chciałoby, żeby brat zmarł, bo ma nadzieję, że mama przestanie wreszcie przesiadywać w szpitalu, wróci do domu i wszystko będzie jak dawniej. Kiedy chory brat rzeczywiście umiera, u zdrowego dziecka pojawia się poczucie winy, bo ma wrażenie, że wywołało tę śmierć swoimi myślami. Poza tym gdy w rodzinieumiera jedno dziecko, to, które pozostało, zostaje często otoczone ciasnym parasolem ochronnym, pod którym niełatwo jest żyć. Bywa też odwrotnie. Kiedyś pracowałam z dziewczynką, której brat zmarł po ciężkiej chorobie. Matka nie mogła pogodzić się z tą śmiercią, całe dnie spędzała na cmentarzu i zupełnie odsunęła od siebie córkę. Ta dziewczynka nie tylko straciła brata, ale też symbolicznie straciła matkę.

Czy zabierać dziecko na pogrzeb?

Oczywiście! Bez tego nie można się pożegnać, a temu głównie służy pogrzeb. Jeśli dziecko kochało dziadka, a na dzień pogrzebu zostało odesłane do cioci, ma później w życiu dziurę. Najlepiej je zapytać, czy chce uczestniczyć w ceremonii. Ma przecież prawo odmówić. Jeśli jednak zabieramy dzieci na pogrzeb, trzeba je wcześniej do tego przygotować, opowiedzieć, jak wygląda taka uroczystość. Można zaproponować dziecku, by przygotowało jakąś pamiątkę. Może zechce zostawić dziadkowi rysunek albo położyć kwiatek na grobie babci. Jeśli natomiast dziecko nie chce nawet zbliżyć się do trumny, nie wolno go do tego zmuszać. A już absolutnie wykluczone jest naleganie, aby pocałowało babcię czy wujka. Spotykałam wielu dorosłych, dla których takie doświadczenie z dzieciństwa okazało się traumatyczne. Rodzice zostawiają dzieci w domu, bo boją się własnych reakcji. Nie chcą, by ich dzieci widziały, że płaczą. Ale płacz jest naturalny i potrzebny. Oczyszcza, daje ujście emocjom, nie należy go ukrywać.

Może rodzice boją się, że dziecko zacznie biegać po kościele. Wydaje im się to niestosowne.

Być może. Bo niby tu pogrzeb, wszyscy są smutni, a nasz Jaś biega po cmentarzu i depcze kwiatki. A niech biega! W ten sposób odreagowuje napięcie. I nawet jeśli wygląda na niewzruszonego, chodzi między grobami i zbiera kamienie, trzeba mu na to pozwolić. To naturalne zachowanie dziecka. W domu pewnie wyjmie te kamyki z kieszeni i starannie je schowa. Nawet małe dzieci powinno się zabierać na pogrzeby. Ich obecność pomaga dorosłym. Niemowlę, które zaczyna płakać w trakcie ceremonii, daje głośno do zrozumienia, że życie toczy się dalej.

Akcja Gazety "Umierać po ludzku"

Podziel się