http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Nienawidzę pozować

Katarzyna Surmiak-Domańska
2009-09-15, ostatnia aktualizacja 2009-09-16 16:45

'Nie mogę sobie pozwolić na to, żeby ktoś w rozmowie ze mną patrzył mi na usta i nie słuchał, co one mają do powiedzenia, tylko wypatrywał śladów skalpela' - rozmowa z Kayah

Z Cesarią Evorą wystąpiła 
w duecie w 2000 r. Zaowocowało to wydaniem wspólnego singla pt. 'Embarcacao'
Fot. Marek Pietroń
Z Cesarią Evorą wystąpiła w duecie w 2000 r. Zaowocowało to wydaniem wspólnego singla pt. 'Embarcacao'
Katarzyna Szczot, 
znana jako Kayah, zadebiutowała w 1988 r. 
w Sopocie piosenką 'Córeczka'. Właśnie ukazuje się jej najnowsza płyta 'Skała'
Fot. Jan Zamoyski
Katarzyna Szczot, znana jako Kayah, zadebiutowała w 1988 r. w Sopocie piosenką 'Córeczka'. Właśnie ukazuje się jej najnowsza płyta 'Skała'
Kayah
Kayah, fot.mat.prasowe
Kayah
ZOBACZ TAKŻE
Przygotowując się do naszego spotkania, postarałam się o pani pierwszą płytę 'Kayah'.

To jeszcze żyje?

Kupiłam ją w antykwariacie. Ciekawa jestem pani refleksji.

Nie mam żadnych. To nie jest moja autorska płyta. Nagrałam ją w zastępstwie innej wokalistki. Renata Czarnota weszła do studia bez podpisanego kontraktu. Nagrała płytę, a potem z różnych względów kontraktu nie podpisała i wytwórnia została z ręką w nocniku - z płytą, ale bez głosu. Ja miałam 19 lat i to miał być mój pierwszy krok w show-biznesie. Obiecano mi, że po tej płycie będę mogła zrobić to, co chcę. Nie czułam potencjału w ani jednej piosence. Musiałam zaśpiewać dokładnie te same dźwięki, które śpiewała Renata, i dokładnie w taki sam sposób. Renata śpiewała później w moich chórkach. Zaprzyjaźniłyśmy się. Potem wyjechała do Anglii. Bardzo fajna, zdolna dziewczyna. Oczywiście, że ta płyta z obecnej perspektywy nie wydaje się dobra. Ale jak na tamte czasy... Wtedy tak niewiele działo się w popie, że miała ona swoich zwolenników.

Zaskoczyło mnie, że została wydana w 1988 r., bo pamiętam, że w tym samym roku na festiwalu w Sopocie dostała pani Bursztynowego Słowika za bez porównania ciekawszy utwór - 'Córeczko, wolałabym, żebyś była chłopcem'.

Tę piosenkę skomponowałam z Jackiem Perkowskim, a tekst napisałam sama. Przynajmniej tyle udało mi się wywalczyć, że 'Kayah' była promowana 'Córeczką', choć jej na płycie nie było.

Zresztą 'Córeczka', a raczej mój ówczesny występ, to też był kompletny falstart.

Dlaczego?

Byłam kompletnie niegotowa na tę głęboką wodę. Nie miałam pojęcia o niczym. Dysponowałam już jakąś tam barwą, ale nie umiałam śpiewać. Wydawało mi się, że muszę iść na całość przez cztery oktawy. Dziś wiem, że najgłębsze emocje można najpiękniej wyśpiewać na jednym dźwięku i wcale nie trzeba przekrzykiwać instrumentów. Byłam arogancka, bo jednocześnie strasznie zakompleksiona. Nowicjuszka przerażona nowym otoczeniem. Kąsałam, bo się bałam. Nie wiedziałam, komu zaufać. Podpisałam swój pierwszy kontrakt i, niestety, obietnice okazały się bez pokrycia.

Drugi raz w życiu zobaczyłam panią dopiero po pięciu latach. Na koncercie w warszawskim klubie rozpoznałam dziewczynę od 'Córeczki' w chórku niejakiego Atrakcyjnego Kazimierza. Nie mogłam uwierzyć, że to pani.

Przez te pięć lat przeszłam niezłą szkolę. Nie chcę się teraz rozwodzić o osobach, które już zawodowo nie funkcjonują, w każdym razie kontrakt, który podpisałam, był ubezwłasnowalniający. Kiedy w dodatku oni nie spełnili warunków, ja go zerwałam - prawnie, przez adwokata. A ponieważ wytwórnia nie była w stanie zaakceptować, że przegrała, jej szefowie postanowili mnie zniszczyć w środowisku, opowiadając na przykład o moim rzekomym braku równowagi psychicznej. Zrobili to na tyle skutecznie, że do połowy lat 90. funkcjonowałam jako nieprzeciętnie trudny charakter.



Musiałam połknąć tę żabę, dać na luz, wycofać się. A kiedy wróciłam, trzeba było zaczynać od samego początku, jako drugi plan. Dziś widzę, że ten przestój, ta lekcja pokory, był mi bardzo potrzebny. Odzyskałam cenny czas na naukę ludzi, świata, mechanizmów pracy na scenie i śpiewania w ogóle. Być może nikt by mnie dzisiaj nie pamiętał, gdybym wtedy nie zniknęła. Nigdy nie widzimy całego obrazka. W danej chwili myślimy, że to koniec, że wszystko przepadło. A z czasem okazuje się, że ta sytuacja była dla nas błogosławieństwem. Pomału zaczęłam zdobywać doświadczenie, zaczęłam być zapraszana przez profesjonalne zespoły do pracy w chórkach. Tu nikt mi niczego nie narzucał. Sama wymyślałam sobie melodie i dzieliłam je na głosy. Nazywano mnie nawet mistrzynią drugiego planu.

Wkrótce chórzystka zaskoczyła wszystkich, wydając autorską płytę 'Kamień'.

Do nagrania tej płyty bardzo namawiali mnie Grzesiek Ciechowski i Małgosia Potocka. Kiedyś usiadłam przy nich w studiu do fortepianu i zagrałam swój utwór 'Jak liść'. Uznali, że to ma potencjał, że muszę z tym wyjść do świata. Grzegorz zmusił mnie wręcz do wykonania tej piosenki na koncercie w Radiu Łódź rejestrowanym na płycie 'Republika bez prądu'. Pozytywny odzew dał mi troszeczkę wiatru w żagle. Zaczęłam powoli zbierać piosenki. Pierwotnej wersji 'Kamienia' nagranej w domowych warunkach z klawiszowcem Krzyśkiem Pszoną i basistą Filipem Sojką nikt nie chciał nawet posłuchać. Moja przyjaciółka Edyta Bartosiewicz dzwoniła po wytwórniach, ona, która miała taki autorytet! I nawet to nie pomogło. Pomógł mi dopiero dawny znajomy Marek Kościkiewicz - szefa Zic-Zaca. Powiedział: 'Kasia, ta płyta nie rokuje komercyjnego sukcesu, ale artystycznie jest wspaniała i uważam, że w moim katalogu powinienem ją mieć'. Omal nie umarłam ze szczęścia.

Mimo że niekomercyjna, jednak komercyjnie też odniosła sukces. A następna - 'Zebra' - jeszcze ten sukces przebiła.

Działałam już bardziej świadomie. 'Zebra' była bardziej przebojowa. Akurat moje fascynacje zaczęły oscylować wokół rytmów disco, a to jest bardzo wdzięczny temat. Trafiłam w lukę.

Następny projekt, z Goranem Bregoviciem, wywindował panią już na najwyższy szczyt. Pamięta pani wasze pierwsze spotkanie?

Zaczęło się od tego, że byłam zafascynowana Bregoviciem i jego płytą 'Underground', woziłam ją po świecie, wszystkim ją puszczałam... Nie sądziłam ani nawet nie marzyłam, że kiedykolwiek poznam Bregovicia osobiście. Los był na tyle dowcipny, że posadzono nas na Machinerach przy jednym stole. Nie wiedziałam, że to Goran. Odebrałam swoją nagrodę na scenie, zaśpiewałam, wróciłam do stolika. Po czym wywołano Bregovicia i nagle podniósł się facet siedzący obok. O mało się nie zapowietrzyłam. Nawet mu nie pogratulowałam. Ponieważ byłam w ciąży, wyszłam z imprezy wcześniej. Jadę samochodem, a tu telefon: 'Kasia, chcesz poznać Gorana Bregovicia? - No pewnie'. I na moście raptowna zawrotka, wróciłam. Na powitanie zadałam mu najgłupsze pytanie, jakie mogłam wymyślić: 'Przepraszam, czy » Ausencię «na » Underground «śpiewa Cesaria Evora?'. On na to: 'Tak'. A ja: 'Aha, dziękuję'. Tydzień później przekazano mi propozycję Gorana. Nagrywanie naszej płyty to był morderczy czas. Co pół godziny odrywałam się od mikrofonu i biegłam nakarmić dziecko. Jeszcze Goran zaraził mnie straszną grypą, w nocy między karmieniem pisałam teksty, aby rano, po nieprzespanej nocy, znów stanąć przed mikrofonem. A wszystko w ciągu jednego tygodnia, bo Bregović miał dla nas tylko tyle czasu.

Opłaciło się.

Pamiętam, jak kuliłam się ze strachu, widząc nagłówki w piśmie 'Elle': 'Czego będziemy słuchać w przyszłym roku? Kayah i Bregović! Oni będą rządzić!'. Oczekiwania wobec tej płyty były ogromne. Potem koncert na Służewcu. Mówiło się o 60 tys. sprzedanych biletów plus zaproszeni goście. Byłam odrętwiała. Ale jak wyszłam na scenę, a oni zaczęli grać, to eee... Poszło.

Goran Bregović nagrywał takie projekty w różnych krajach z różnymi artystami...

...I proszę mi wierzyć, zawsze z tymi samymi piosenkami. Tylko że wtedy ja tego jeszcze nie wiedziałam. Ta płyta otworzyła mi wiele drzwi, pozwoliła solidnie stanąć na nogi finansowo. Za granicą była dobrze przyjęta. Na przykład we włoskim projekcie właśnie moje słowa były tłumaczone i uznane za majstersztyk. Dostawaliśmy mnóstwo wspólnych zaproszeń na zagraniczne festiwale. Pewnie miałoby to dalszy ciąg.

To dlaczego nie miało?

Bo Goran żadnej z tych propozycji nie przyjął. On musi mieć scenę dla siebie. Nikt nie może błyszczeć bardziej od niego. Myślę, że już gdy pierwszy raz występowaliśmy z 'Różą' i 'Prawym do lewego' na festiwalu w Sopocie, zrozumiał, że gdy jesteśmy razem na scenie, gwiazdy są dwie. Zanim zaczął się koncert, zastrzegł sobie jedno - kazał mi przez cały występ siedzieć przy sobie na krześle.

Jak można zaśpiewać 'Prawy do lewego' na siedząco?

Nie wiem. Nie wytrzymałam. Jestem temperamentna. Wstałam z tego krzesła i biegałam po scenie. Skończyło się wielkim niezadowoleniem. Okazało się, że wykonałam samowolkę. Zresztą nie ma co Goranowi poświęcać zbyt dużo czasu. Bardzo pomógł w karierze mnie i wielkiemu talentowi, jakim jest Krzysztof Krawczyk. My oboje pomogliśmy w Polsce jemu, bo to działa w obie strony. Zostawmy go.

Były sugestie, żeby nagrać z nim jeszcze jedną płytę.

To byłaby ogromna krótkowzroczność. Ktoś by się może jeszcze nabrał i kupił 'Kayah & Bregović 2', ale kolejnej mojej już nie. Postanowiłam nagrać coś zupełnie odmiennego. Byłam wtedy zafascynowana rytmami klubowymi, jungle, drum'n'bass. 'Jakajakayah' powstała z tęsknoty za życiem klubowym. Macierzyństwo mnie przecież uziemiło. Artystycznie jestem z niej bardzo dumna. Uważam, że są tam bardzo głębokie teksty, jak: 'Pocałunkiem, nim wyjdziesz z domu, pożegnaj mnie, jakbyś szedł nie na chwilę, ale na cały wiek'. Są tam naprawdę perły. Wiem, że z moich ust to brzmi śmiesznie, ale mówię to, bo mam poczucie, że jest to płyta trochę niedoceniona.

W ciągu pierwszych czterech dni sprzedano 50 tys. egzemplarzy. Przez kogo jest więc niedoceniona?

Przez media, myślę. To była trudna płyta, więc oczywiście i tak nie było źle, ale jakoś czułam niedosyt. Smuciło mnie, że poprzednia płyta zaćmiewa swoją popularnością i powodzeniem to następne dzieło. Było mi ciężko.



Co właściwie decyduje o tym, że piosenka staje się popularna?

Radio. Stacje radiowe mają ogromną władzę. O tym, czy jakiś utwór idzie w eter, decydują różne względy, choćby osobiste sympatie. Wiem, że są też badania fokusowe. Puszcza się grupie osób wybrane kilka sekund utworu i albo chwyta, albo nie. Nie jest ważne, ile się napracowałam, ile włożyłam w utwór treści, uczestnik fokusu nawet nie ma szansy się tej treści przysłuchać.

Czy 'po Goranie' pani utwory też bywały odrzucane przez radio?

Oczywiście. Tak było właśnie z piosenkami z 'Jakajakayah' czy z piosenką 'Embarcacao', którą nagrałam z Cesarią Evorą. Ciekawą przygodę miałam z utworem, który napisałam dla Krzysia Kiljańskiego 'Prócz ciebie nic'. Pracowałam nad tekstem pół roku. Myślałam o piosence dzień w dzień, bo ta melodia wydawała mi się bardzo ważna, musiał do niej powstać ważny tekst. Ostatecznie do jego napisania zainspirowała mnie tragedia w Biesłanie, ale - jakkolwiek okropnie to zabrzmi - piosenkę wylansowała dopiero tragedia tsunami.

W jaki sposób?

Piosenka leżała wiele tygodni w radiu jako nierokująca i nudna i pewnie leżałaby dalej, gdyby nagle nie wybuchło tsunami. Ludzie pod wpływem nieszczęść się jednoczą, teksty nabierają nowego znaczenia. Nagle ten spokojny, nastrojowy utwór, na kanwie kolejnej tragedii zaczął żyć. Gdziekolwiek weszłam, ciągle go słyszałam. Stacja radiowa, która ją pierwotnie odrzuciła, dumnie przypisywała sobie wylansowanie jej jako przeboju. Piosenka stała się znana do tego stopnia, że cytowano ją nawet w kościele.

Podczas mszy?

Ludzie dzwonili, że byli na niedzielnym kazaniu i co słyszą? Ksiądz cytuje obszerny fragment 'Prócz ciebie nic'. Bo ten tekst można rozumieć rozmaicie. Jako tekst do życiowego partnera, partnerki, ale mogą to być też słowa do Boga.

Jest pani piosenkarką, która pisze słowa i muzykę do wszystkich swoich utworów. Niewielu jest takich artystów na rynku pop. Nowa płyta 'Skała' to też wyłącznie pani kompozycje?

Kiedyś robiłam sama wszystko. Po wymyśleniu piosenki przy fortepianie siadałam z nią do komputera. Układałam aranżację, dodawałam kolejne klocki, a potem w studiu moi muzycy nagrywali to, czego sobie życzyłam. Przy 'Skale' spotkałam się z chłopcami tylko z pierwotnymi rysami utworów i każdy z nich na żywo wnosił coś od siebie. Utwory dostały nowego sznytu. Płyta zaczyna się spokojnymi balladami, tak jak chciałabym, żeby była odebrana. Jako akustyczna, mądra, refleksyjna. Nie ma tu fajerwerków, mizdrzenia się i zabiegania o masy. Jeszcze wczoraj usunęłam dwa szybkie utwory, potencjalne przeboje, bo zależało mi na tym, żeby całość była spójna. Nie zmarnują się, będą do nabycia między innymi w portalu Muzodajnia.pl. Wokaliści często biorą piosenki z tak zwanego publishingu - banku piosenek. Niektórzy mają swoich publisherów, którzy w tym banku szukają dla nich najlepiej rokujących przebojów. Ja nie korzystam z publishingu i właśnie dlatego moje płyty nie powstają z roku na rok. To, co tworzę, musi być owocem pewnych przemyśleń, a te z kolei muszą być owocem doświadczeń, a doświadczenia wymagają czasu. Jeśli ktoś mi zarzuca: 'Twoja ostatnia płyta wyszła pięć lat temu' - wzruszam jedynie ramionami.



Poza tym nasz rynek jest niewielki. Wolę pozostawić niedosyt.

Zastanawiam się, jak trudno jest artyście, który nie zabiega o masy, utrzymać się na topie w show-biznesie. W muzyce nie idzie pani na kompromisy, ale jest też tzw. wizerunek promocyjny.

Nikt mi go nie narzuca. Kiedy mam ochotę, bawię się nim, choć z wiekiem coraz mniej poświęcam temu uwagi. Największą stratą czasu są dla mnie sesje zdjęciowe. Wiem, że tak wygląda promocja, wiem też, że są artystki, które wręcz zabiegają o okładki. Ja jednak na tyle ofert, ile mam, jestem bardzo asertywna. Nienawidzę pozować do zdjęć. Po każdej sesji czuję się wyssana z energii życiowej. Zgadzam się z buddystami - robienie komuś zdjęcia to jest zabieranie jego duszy.

Są okładki i okładki. A ja jakiś czas temu widziałam pani zdjęcia w 'Twoim Stylu' i, proszę wybaczyć szczerość, mam wrażenie, że one nie korespondowały ani treścią, ani stylem z tym, co pani robi artystycznie.

A mnie się podobały. Bardzo.

Naprawdę?

Będziemy dyskutować o gustach? Sesja była przygotowana przez wybitnych stylistów. Uważam, że wyglądam na tych zdjęciach na bardzo rasową kobietę. Być może zbyt rasową. Zdaje się, że za dobrze tam wyglądam.

Nie przypomina tam pani siebie.

Ta stylizacja była zainspirowana reklamą kolekcji Gucciego wiosna/lato 2009, miałam zresztą na sobie jego ubrania. Miałam bardzo nowoczesny makijaż i bardzo prostowane włosy. To nie jest wizerunek mi bliski, ale ja zdjęcia traktuję również jako pewnego rodzaju kreację. Teatr. Nie mam obowiązku zawsze być sobą, w ogóle nie mam żadnych obowiązków wobec publiczności, za przeproszeniem. Później w pewnym programie telewizyjnym zostałam obrażona. Pani redaktor wolałaby, abym jako jej rówieśnica nie wyglądała inaczej od niej. Od jej komentarza zaczęły się plotki na temat moich rzekomych operacji plastycznych. To jest naprawdę żenujące, że artystce, przepraszam, mojego formatu, zarzuca się tyle głupot, a nie mówi się na przykład o jej udanym występie, o interpretacji.

Chyba pani przesadza, mówi się.

Nie. Od jakiegoś czasu się nie mówi. Za to jedna złośliwa plotka pociągnęła całą reakcję łańcuchową, bardzo przykrą dla mnie jako kobiety. Jeżeli nie można mnie skaleczyć za stronę artystyczną, szuka się innej wolnej sfery, żeby tego okaleczenia dokonać. Ale ja tego tak nie zostawię.

Jak walczy się z plotką?

Bardzo prosto. Z plotką powtarzaną uparcie przez konkretne źródło walczy się w sądzie. I się wygrywa.

Będzie pani w sądzie udowadniać, że nie robi pani sobie operacji?

Tego rodzaju informacje mają bezpośrednio wpływ na moje życie zawodowe. Nie mogę sobie pozwolić na to, żeby ktoś w rozmowie ze mną patrzył mi na usta i nie słuchał, co one mają do powiedzenia, tylko wypatrywał śladów skalpela.

Chyba niełatwo być w Polsce 40-latką na estradzie? Myślę też o pani ostatnim występie w Opolu. Można mieć zły dzień i gorzej wyglądać, a od razu na takim Pudelku piszą: 'Spuchła, bo źle zrobiła sobie botoks'.

Po botoksie się nie puchnie. Ktoś, kto to powiedział, wyświetlił sobie na czole, że jest idiotą. Ja jestem bardzo dumna z tego, że mam 41 lat. Uważam, że 40-letnia kobieta jest nadal bardzo atrakcyjna fizycznie, ale ma o wiele więcej do zaoferowania. Ma dystans, o wiele więcej wyrozumiałości, jest doświadczona, oczytana. Taka kobieta to skarb. Dostałam dobre geny. W wieku 40 lat zostałam ambasadorem i twarzą marki AA. Czy mam się czuć jakoś winna, że mam słuszny wzrost i proste nogi? Czy moich płyt słuchałoby się lepiej, gdybym była zaniedbana i cztery rozmiary większa?

Występ w Opolu to była emocjonalna torpeda. Muzycznie i artystycznie głęboki. Nie dało się nic złego o nim powiedzieć. Trzeba więc było poszukać innego argumentu, aby mnie ośmieszyć. Ktoś mi pozazdrościł fajnego kontraktu reklamowego i postanowił mnie zniszczyć. Zrobił mi zdjęcie w bardzo złym świetle, z ogromnej odległości, w momencie gdy twarz wykrzywiła mi silna ekspresja. Pani nie ma własnych brzydkich zdjęć?

Różnica między nami jest jedynie taka, że moje takie zdjęcie może być opublikowane i trochę pocieszyć inne panie. Zemstą pewnych paniuś będzie to, że kiedyś się zestarzeję. Bo niewątpliwie nie zatrzymam czasu. Postaram się to jednak zrobić jak najładniej. I to nie im na złość, tylko dla siebie... Bo nie podzielam powszechnej tendencji do zazdrości. A czasami mam wrażenie, że przeciętny Polak uważa, że jak jego sąsiad złamie nogę, to jemu się będzie lepiej chodzić.

Można w ogóle być popularną piosenkarką, nie będąc więźniem wizerunku laski i nie wystawiając się zarazem na takie żenujące ataki? Niektórym artystkom to się chyba udaje.

Którym?

Ostatnia płyta Kasi Nosowskiej była hitem, chociaż ona nie udowadnia, że oprócz tego, że uprawia świetną sztukę, jest ciągle piękna, młoda, bez zmarszczek.

Nie wiem, czy nie obraża pani teraz Kasi, której tak naprawdę niczego jako kobiecie nie brakuje. Nie jest grzechem pragnąć czuć się atrakcyjnie lub nad tym pracować. Tak jak dba się o duszę i rozum, powinno dbać się o ciało. I przenigdy nie nazwałabym tego więzieniem wizerunku laski.

Od kilku lat nie kojarzy się pani tylko jako wokalistka. Prowadzi pani wytwórnię płytową, angażuje się w sprawy społeczne. Co jeszcze chciałaby pani promować poza młodymi artystami, mlekiem, Partią Kobiet?

Za udział w kampanii 'Pij mleko' niemal mnie zlinczowano. Ponoć mleko jest niezdrowe. A ja wierzyłam, że biorę udział w słusznej sprawie. Robiłam to za darmo, a posądzono mnie, że pod stołem zawarłam deal z jakąś firmą mleczarską. Głupota w tym kraju nie zna granic. Najbardziej chciałabym promować mądrego i dobrego człowieka. Chciałabym się zaangażować w kampanię, która przyniesie wymierne efekty, tak jak normy prawne zapewniające ludziom prywatność, coś takiego, co skłoniłoby ludzi, żeby kochali swego sąsiada jak siebie samego.

Pani pierwsza piosenka 'Córeczka' była o tym, że żyjemy w świecie mężczyzn. Dziś też tak pani sądzi?

Dziś wiem, że świat jest równie okrutny i dla kobiet, i dla mężczyzn. Jednak wtedy, 20 lat temu, myślałam sobie, że to mężczyźni ustalają reguły, idą ku własnym celom, raniąc po drodze kobiety.

Ma pani na myśli ojca?

Kiedyś wydawało mi się, że mój ojciec jest najczarniejszym punktem w moim życiu. Z powodu wyjątkowej krytyczności wobec mnie, trudnego charakteru, poprzez to, że - jak sam dziś mówi - nie dorósł do tego, by być ojcem. Kiedyś miałam do niego pretensję, a dzisiaj żal mi go. Dzisiaj widzę większy obrazek. Tamte lata, nasze rozstanie, zasianie we mnie tylu wątpliwości zaowocowało mną taką, jaką jestem teraz. Chciał mnie zranić, a był moim zapalnikiem. Wiele rzeczy robiłam mu na złość. Parłam do muzyki, bo on powiedział, że nie mam do niej talentu.

Ma pani z nim kontakt?

Oczywiście, choć na dziesięć lat straciliśmy go, jak się wydawało, bezpowrotnie. Zaakceptowałam go. Prawdziwa wolność to umiejętność pozbycia się żalu i przejmowania tym, co ludzie o nas myślą. Nie jest to łatwe, ale pracuję nad tym. Oczywiście, że demony czasem wracają. Miewam co do siebie wątpliwości, czasem myślę, że najlepsze mam już za sobą. Martwi mnie, że nie regeneruję się już tak jak kiedyś, że pewnych rzeczy mi już nie wypada, że już tak łatwo się nie zapalam i często wątpię, czy podołam. Pewnych procesów nie powstrzymam, ale chcę wycisnąć z życia jak z cytrynki najlepsze, co można. Tu i teraz.

Ojciec jest dziś z pani dumny?

Myślę, że tak. Ogląda moje występy w telewizji, chociaż nie mieszka w Polsce. Wszystko bardzo przeżywa. Widział Opole i muszę pani powiedzieć, że był zachwycony. I tym, jak śpiewałam, i tym, jak wyglądałam.

Źródło: Wysokie Obcasy
  • Re: Nienawidzę pozować ony-x 16.09.09, 07:19

    dezynwolturo, twoje pytanie ma odpowiedź w tekście. ad rem: mądry wywiad dojrzałej artyski z ukształtowanym obrazem siebie, własnej twórczości i świata. gratuluję Pytającej i Odpowiadającej.»

  • Nienawidzę pozować mufka9 25.09.09, 19:36

    Świetny ten wywiad. Brawo, Kayah. Dzięki za muzykę i mądre teksty.»

  • Re: Nienawidzę pozować kamelia04.08.2007 26.09.09, 00:50

    swietna piosenkarka, która nie musi za wszelka cene umizgiwac sie do każdej publiczności.a swoja drogą to kiedy Kayah wystapi z koncertem w Paryżu?»

Napisz do nas

Czekamy na pomysły, opowieści, opinie, uwagi o piśmie i serwisie wysokieobcasy.pl