http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Matka, wódka, córka

rozmawiał Tomasz Kwaśniewski
2009-07-12, ostatnia aktualizacja 2009-07-14 15:15

Jak już poszłam 
na terapię, to tam była taka praca pod tytułem: jak swoim piciem skrzywdziłam rodzinę. I ja nie mogłam tego napisać. Mnie się wydawało, że Julcia była pod moją ochroną, że ja przy niej nie piłam, a moje picie jej nie dotyczyło
Jak już poszłam na terapię, to tam była taka praca pod tytułem: jak swoim piciem skrzywdziłam rodzinę. I ja nie mogłam tego napisać. Mnie się wydawało, że Julcia była pod moją ochroną, że ja przy niej nie piłam, a moje picie jej nie dotyczyło
Fot. Adam Kozak

Nie rozmawiałyśmy o tym, co było między nami. Myślę, że ona w większości tego nie pamięta i jak to przeczyta, to się zdziwi

Ja bym chciała, żeby mama wstawała rano, jadła śniadanie, wyprowadzała psa, zmywała naczynia, była punktualna. Ale ona taka nie jest i ja nie mogę tego zmienić. Staram się więc tak żyć, żeby te jej cechy nie miały na mnie wpływu
Fot. Adam Kozak
Ja bym chciała, żeby mama wstawała rano, jadła śniadanie, wyprowadzała psa, zmywała naczynia, była punktualna. Ale ona taka nie jest i ja nie mogę tego zmienić. Staram się więc tak żyć, żeby te jej cechy nie miały na mnie wpływu
ZOBACZ TAKŻE
Michalina, 45 lat, mama Julii: Oczywiście, że córka wzięła się z seksu. Oczywiście, że stało się to po pijaku. Alkohol był mi od zawsze potrzebny do przełamywania kompleksów, nieśmiałości, ale też do nawiązywania bliskich relacji z ludźmi, łącznie z tymi intymnymi. Hubert, ojciec Julii, włóczył się za mną przez kilka miesięcy. Nie dostawiał się, nie podrywał, tylko adorował. W końcu się zakochałam. W listopadzie była impreza. Wielkie mieszkanie w starej kamienicy, więc było gdzie się podziać. Na drugi dzień umówiliśmy się na randkę i znowu poszliśmy do łóżka. W lutym mama zaprowadziła mnie do ginekologa. Okazało się, że jestem w trzecim miesiącu ciąży. Pani doktor martwiła się, jak ja, 17-letnie dziecko, poradzę sobie w takiej sytuacji. A ja byłam szczęśliwa. Myśmy się nie przejmowali, że będzie dzidziuś. Jego matka popełniła samobójstwo w '68, a ojciec ciągle go gdzieś wypieprzał. W zasadzie po śmierci matki nigdy już nie miał domu. Był takim bezpańskim psem z wielkim zapotrzebowaniem na odrobinę ciepła. Ja też nienawidziłam ojca, pracoholika i despoty. Nienawidziłam swojego domu. Marzyłam, żeby się wyrwać, uciec, odizolować. Gdyby nie dziecko, nikt nie pozwoliłby nam założyć własnej rodziny.

Dlaczego tak nienawidziłaś ojca?

Michalina: On jest pracoholikiem. Od zawsze wszystko było podporządkowane jego pracy. Chodzenie na palcach, bo w dzień śpi, a w nocy pracuje. Do dziś tak naciskam klamkę, żeby nie było słychać. Wszystko tak samo jak w przypadku alkoholika. Choć gdyby pił, to przynajmniej byłoby wiadomo, że źle robi. A tu, że sławny profesor, wielki uczony polski. Jak go widziałam, to czułam lęk, bo nigdy nie było wiadomo, co będzie i o co będzie. Żadnej przewidywalności i żadnej konsekwencji. Wszystko zależało od jego nastroju, humoru i samopoczucia. Nigdy się mną nie interesował. Nigdy nie doznawałam z jego strony ciepła. W sprawy wychowawcze włączał się tylko, używając kar, zakazów i nakazów.

Bił?

Michalina: Zdarzyło się. Ale przede wszystkim stosował przemoc psychiczną. Jak ktoś z domowników mu się przeciwstawiał, to potrafił w furii rozpieprzyć mieszkanie. Łamał meble, wybijał szyby, rozwalał naczynia. Opowiem ci pewną sytuację. Jestem w ósmej klasie i wybieram się na szkolną dyskotekę. Ma trwać do?22, a ojciec każe mi wrócić o 20. Mówi, że to dla mojego bezpieczeństwa, że matka jest zmęczona i takie tam pierdoły. Ale ja wiem, że tu chodzi o to, że on o 19.30 ogląda dziennik, je przy tym kolację, a potem potrzebuje spokoju, bo będzie pracował. I nas nie może nie być wtedy w domu, bo to mu działa na podświadomość.

Mama?

Michalina: Całkowicie zdominowana. To znaczy też przeszła przez piekło, ale z czasem dała sobie chyba zgodę na cierpienie. Taka spokojna rezygnacja z własnych potrzeb, oczekiwań, marzeń, kontaktów z rodziną czy przyjaciółmi. Spędzała życie na zaspokajaniu potrzeb ojca. Od kilku lat mieszkam w Warszawie, to nawet mnie nie odwiedziła, bo twierdzi, że musi być z ojcem, że musi się nim opiekować i nie może go zostawić nawet na kilka dni. Mama jest naprawdę kochaną, szlachetną osobą o wielkim sercu, ale gdzieś w tym wariactwie się pogubiła. Pewnie dlatego, że za każdym razem, gdy stawała w naszej obronie, gdy próbowała go przekonać do zmiany decyzji - jak choćby w przypadku tej dyskoteki - to robił piekło w domu. Siostra nie mogła tego znieść i już w wieku 15 lat się wyprowadziła. Najpierw do ciotki, potem do koleżanki, wreszcie do chłopaka. Ja nie mogłam dać nogi, bo miałam dopiero 13 lat. Za to bardzo szybko nauczyłam się lawirować, oszukiwać i kłamać. To był mój sposób na minimum świętego spokoju. Chciałam iść na dyskotekę, to mówiłam, że idę uczyć się do koleżanki albo na zbiórkę harcerską.

A jak zareagował ojciec, gdy się dowiedział, że jesteś w ciąży?

Michalina: Jak wyszłyśmy od ginekologa, to poprosiłam mamę, żeby mu o niczym nie mówiła. Potem dowiedziałam się, że nie dotrzymała słowa. Ale przez długi czas ojciec grał ze mną w grę pod tytułem: on nie widzi, że ja mam coraz większy brzuch. Aż pewnego dnia wszedł do mojego pokoju z wielką paczką. W środku były ciuszki dla niemowlaka. Powiedziałam 'dziękuję' i zrozumiałam, że ojciec wie o moim dzidziusiu i akceptuje go. Bo on w takich ważnych sprawach zawsze stawał na wysokości zadania. I na tym właśnie polega cały ten koszmarny paradoks, że nie sposób go zanegować i nienawidzić do końca. Wiesz, ja całe życie marzyłam, żeby on zniknął. Jak ktoś opowiadał, że jest nieszczęśliwy, bo mu się rodzice rozwodzą, to mi się śmiać chciało. Jak wyjeżdżał na?wykopaliska, to byłam szczęśliwa. Boże! Ja nawet zdjęć z dzieciństwa nie mogę oglądać, tak mi żal tych dzieci, co są na fotografiach

Julia, 28 lat, córka Michaliny: Jak mama tak gada na dziadka, to mi się robi przykro. Rozumiem, że ona ma swoje doświadczenia, ale on był dla mnie ojcem, którego ja nie miałam. Zawsze był dla mnie podporą. Wiedziałam, że mogę na niego liczyć, gdy mama piła, a potem ćpała. Że pomoże ją zawieźć na detoks. Ona się go bała. Mógł walnąć w stół i powiedzieć: 'Jedziesz', a ona jechała. Poza tym przez mamy picie mieliśmy nieustające problemy finansowe i dziadek nam pomagał. Myślę, że dziadek przez to, co przeszedł z mamą, całkowicie odkupił grzechy. Na początku chciałam, żeby mama swoją wypowiedź o dziadku zmieniła. A potem doszłam do wniosku, że nie będę się wtrącała do jej opowieści, a ona do mojej. Zwłaszcza że ta moja nie będzie dla niej przyjemna.

No to zaczynaj.

Julia: Do siódmego roku życia rodzice pojawiali się tylko w weekendy. Wszystkie wspomnienia mam z dziadkami. Wiem, że mama mieszkała wtedy w Warszawie, a tata studiował w Łodzi. Pamiętam, jak raz pojechałam do Warszawy. Byli razem, mamy pies urodził szczeniaki, a tata jeździł ze mną trolejbusem.

Nie było ci przykro, że mieszkasz u dziadków?

Julia: Mama mi mówiła, że starała się o miejsce w przedszkolu, ale go nie dostała. Moja wersja jest taka, że byli młodzi i było im na rękę, że jestem u dziadków.

Smutno?

Julia: Nauczyłam się przyjmować rzeczywistość taką, jaka jest. Nie zastanawiać się, czy przyjemne, czy nieprzyjemne, bo moje życie generalnie było nieprzyjemne. Mama to mi nawet czasem mówi, że dzięki temu, że dzieciństwo spędziłam u dziadków, jestem mniej popaprana. I trudno się z nią nie zgodzić.

Michalina: Było mi strasznie kiepsko z tym, że ona jest u dziadków, ale taki był układ. Rok po urodzeniu Julci Hubert zdał do łódzkiej szkoły filmowej. Miał świra na punkcie operatorki. Zamieszkał w Łodzi. A ja pojechałam do Warszawy i uczyłam się tkactwa artystycznego w pracowni profesora Jerzego Mierzejewskiego. Krążyłam: Kraków - Warszawa - Łódź. Potrzebowaliśmy pieniędzy, więc na rok wyjechałam do Paryża. Zarabiałam, pilnując cudzych bachorów, kelnerowałam, trochę obijałam się po akademii sztuk pięknych, no i balowałam na całego. Po powrocie kupiłam małe mieszkanie na Bielanach. Tkałam gobeliny, za co w latach 80. zarabiałam naprawdę duże pieniądze. Bankiety, przyjęcia, popijawy do białego rana - to była nasza codzienność. Tak żyli wszyscy nasi znajomi, całe filmowe i artystyczne środowisko.

A córka?

Michalina: Zrozum, my byliśmy pierwszą parą z dzieckiem wśród znajomych. Nie mieliśmy wzoru.

Źródło: Wysokie Obcasy
  • Związanie przylga 14.07.09, 16:01

    Ja to sie ozenie tylko z takim chłopakiem co chodzi na siłownię, goli nogi, opala się na solarium i jeździ conajmniej BMW. No i musi dobrze zarabiać, minimum 4 tys»

  • Dlaczego ten tekst ? cromio 14.07.09, 16:05

    Dla mnóstwa powodów. Bo my, bo dookoła nas, bo nasi rodzice, znajomi, dziecisą alkoholikami, lekomanami, osobami uzależnionymi od seksu, pracy, zakupówetc. Bo nie potrafimy ze sobą rozmawiać»

  • chora rodzina... mhm6 15.07.09, 11:02

    niektórzy ludzie po prostu nie powinni mieć dzieci...zwłaszcza ci, którzy są podatni na uzależnienia.ale cała historia zaczęła się od tego profesorka, dalej to już reakcja...»

Napisz do nas

Czekamy na pomysły, opowieści, opinie, uwagi o piśmie i serwisie wysokieobcasy.pl