Czy powinnam mieć wyrzuty sumienia, poczucie winy? A czy człowiek pozbawiony realnego prawa decydowania, może czuć się głęboko odpowiedzialny za swoje czyny? Zawsze wydawało mi się, że ludzka godność polega na odwadze w dokonywaniu życiowych wyborów i umiejętności przyjęcia na siebie ich konsekwencji. W tym sensie, w tamtym czasie, zostałam jako
kobieta i jako człowiek pozbawiona swojej godności, bo zostałam pozbawiona możliwości wyboru. I nie ważne, jaka byłaby ta decyzja - nadal pozostałabym człowiekiem odpowiedzialnym.
Do dziś czuję złość i gniew spowodowany tym, że jakiś bezimienny "ktoś" zdecydował za mnie. To, że urodziłam
dziecko nie było żadną decyzją, ale wynikiem jej braku. Musiałam urodzić dziecko, bo nie mogłam go nie urodzić. Nie miałam siły ani pieniędzy przebijać się przez gąszcz adresów, telefonów, szemranych kontaktów, zaszyfrowanego języka i wstydu innych zmieszanego ze strachem. Dziś nie odpowiadam na pytania innych "no, ale przecież nie żałujesz teraz, że masz takiego kochanego synka?". Nikt nie mówi o psychicznej i społecznej cenie, jaką kobiety płacą za rodzenie niechcianych
dzieci. Ja przez kilka miesięcy odrzucałam własne dziecko, bo trudno pokochać na żądanie, zerwała się na ponad 2 lata więź między mną a partnerem, zanim i on dorósł do tego, żeby powiedzieć to "mój syn", żeby realizować swoje marzenia o
pracy na uniwersytecie, musiałam pozwolić sobie na niemal całkowite uzależnienie finansowe od innych, bo
rynek pracy studiującej matce ma do zaoferowania najgorzej płatne zajęcia. Oglądając film "Podziemne państwo kobiet" pomyślałam "cholera, przecież to też moje państwo", to miejsce, w którym spotkają się prędzej czy później wszystkie kobiety, bez względu na to czy usunęły, urodziły, nie mogą urodzić czy nie też chcą.