http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Seks? Tylko z pokorą, bez przyjemności

Katarzyna Wiśniewska
27.06.2009 , aktualizacja: 23.09.2009 21:13
A A A Drukuj
Prezerwatywa powoduje impotencję, a woda z octem to skuteczna antykoncepcja - dowiadują się uczniowie na lekcjach edukacji seksualnej
ZOBACZ TAKŻE
Zobacz serwis poświęcony antykoncepcji

Na podstawie ponad 600 e-maili od uczniów z całej Polski Grupa Edukatorów Seksualnych "Ponton" stworzyła raport "Jak naprawdę wygląda edukacja seksualna w Polsce?". I wygląda katastrofalnie.

Prawie 40 proc. uczniów - według raportu - przyznało, że w ich szkołach edukacji seksualnej nie ma wcale. Tam, gdzie zajęcia się odbywają, często brakuje kompetentnych nauczycieli. Lekcje prowadzą katecheci (24 proc. odpowiedzi), nauczyciele biologii, wiedzy o społeczeństwie, a nawet poloniści. Często zamiast obiektywnej wiedzy o seksie serwują uczniom "własne mądrości". Na przykład, że jedną z metod antykoncepcji jest... wykąpanie się w wodzie z octem, "która wypłucze i zabije plemniki".

- Informacje przekazywane młodzieży są nierzetelne i pełne stereotypów, nie ma mowy o prewencji przemocy seksualnej, asertywności, co młodym ludziom jest bardzo potrzebne - mówiła na konferencji prasowej Aleksandra Józefowska z grupy Ponton.

Oto kilka maili uczniów: "W liceum Pani, która przyszła nie wiadomo skąd, opowiadała o kalendarzyku i o tym, że prezerwatywy nie są skuteczną metodą, bo kondom może tak uciskać na podstawę penisa, że spowoduje to odcięcie dopływu krwi, a to może doprowadzić do trwałej impotencji".

W jednej ze szkół uczniowie dowiedzieli się od prowadzącej edukację seksualną katechetki, że "żona powinna oddawać się swojemu mężowi w ciszy i z pokorą, a każda kobieta, która z seksu czerpie przyjemność będzie się smażyć w piekle".

Inny uczeń relacjonował: "Lekcje były prowadzone przez kobietę w wieku emerytalnym, która na lekcjach czytała nam "Gościa niedzielnego" i twierdziła, że jak dziewczynę zgwałcą, to jest jej wina i należy na nią nałożyć ekskomunikę".

Kolejny przykład: "Na lekcji w liceum nasza nauczycielka od biologii narządy kobiece nazywała słoninką, a męskie kiełbaską, stwierdziła, że na pewno wszystko już wiemy od rodziców. Inna nauczycielka tłumaczyła, że >>tamponów nie można używać, bo przyrastają do pochwy<<".

Jak wynika z raportu "Pontonu", lekcje odbywają się niesystematycznie, bywa, że czas na nie przeznaczony wykorzystuje się na sprawy kompletnie niezwiązane z tematem - np. kurs pielęgnacji paznokci lub naukę dekorowania wnętrz.

Raport zostanie teraz przesłany do MEN. W zeszłym tygodniu grupa interweniowała już w tej sprawie w ministerstwie. - Zwracaliśmy uwagę na problemy, np. braku podręczników. Bo dobre podręczniki są, ale nie mogą uzyskać aprobaty ministerstwa. Brakuje też nauczycieli. MEN uważa, że organizacja zajęć to sprawa dyrektorów szkół, jednak nie ma nadzoru nad tym, kto i w jaki sposób je prowadzi - przekonuje Paulina Wawrzyńczyk z Pontonu.



Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Czy farmaceuta powinien mieć prawo do odmowy sprzedaży środków antykoncepcyjnych?

tak
trudno powiedzieć
nie