http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Uciekając przed samotnością

Zygmunt Bauman, filozof
05.10.2011 , aktualizacja: 05.10.2011 16:39
A A A Drukuj
Amerykańska autorka i publicystka Caitlin Flanagan opublikowała książkę Fot. Tomasz Kamiński / AG Amerykańska autorka i publicystka Caitlin Flanagan opublikowała książkę "Girl Land", w której twierdzi, że internet ma destabilizujący wpływ na nastolatki.
Młody człowiek uzależniony od Facebooka twierdzi, że w ciągu jednego dnia zdobywa 500 przyjaciół. To więcej, niż mi się udało przez 85 lat życia
Zygmunt Bauman, socjolog, filozof, eseista
Fot. Leonardo Cendamo Blackarchives
Zygmunt Bauman, socjolog, filozof, eseista
Prof. Zygmunt Bauman
Fot. Natalia Dobryszycka / AG
Prof. Zygmunt Bauman
Na pewnej stronie w internecie znalazłem wzmiankę o dziewczynce, która wysłała 3 tys. e-maili w ciągu jednego miesiąca - średnio 100 wiadomości każdego dnia, czyli jedną wiadomość wysyłała mniej więcej co dziesięć minut swego życia, po odliczeniu czasu przeznaczonego na sen: co dziesięć minut rano, w południe i wieczorem, podczas mycia zębów, na lekcjach w szkole czy podczas picia herbaty.

Jaki to zjawisko miało wpływ na jej życie? Otóż prawdopodobnie nigdy nie poświęciła czasu wyłącznie dla samej siebie: na własne nadzieje, obawy, sny. Prawdopodobnie zapomniała już, jak należy żyć. Ona prawdopodobnie żyje, myśli, płacze i śmieje się wyłącznie w towarzystwie innych, zapomniała, jak wygląda towarzystwo wyłącznie własne. Nie miała szansy nauczyć się przebywania z samą sobą.

Prof. Jonathan Zimmerman z Uniwersytetu Nowojorskiego twierdzi, że troje na czworo amerykańskich nastolatków spędza każdą minutę wolnego czasu w internecie: na portalach społecznościowych, w tym Facebooku, na czatach. Jego zdaniem są oni uzależnieni od natychmiastowej komunikacji z innymi. To nowa forma narkotyku.

Jak do tego doszło?

W naszym nieprzewidywalnym i pełnym niespodzianek świecie, który czasem wydaje nam się bardzo obcy, samotność może się wydać czymś przerażającym. Desperacko szukamy więc kontaktu z innymi ludźmi.

Mirosław Bałka pokazał w Londynie fantastyczną instalację przedstawiającą ciemny tunel wymalowany czarną farbą, która pochłaniała każdy promyk światła, tworząc niemalże imago czarnej dziury. A ciemność jest symbolem niepewności. W ciemności wszystko się może stać: nie wiemy, co się wydarzy i czy będziemy w stanie zatrzymać to, co się będzie działo. W ciemności poruszamy się niepewnie. To rodzi lęk.

Mirosław Bałka wygenerował tę absolutną ciemność w hali wystawienniczej galerii Tate Modern. Osoby zwiedzające to miejsce stwierdzały, że ukojenie lęków zrodzonych z ciemności przynosiły jedynie dźwięki wytwarzane przez innych zwiedzających, szepty, dotyk łokci.

Bylibyśmy nierozsądni, gdybyśmy obwiniali o powstanie zjawisk opisanych przez prof. Zimmermana wyłącznie elektronikę. Przecież urządzenia nie żyją własnym życiem, ktoś ich musi używać.

Marketingowcy i sprzedawcy walkmanów, które były pierwszym gadżetem przenośnym umożliwiającym słuchanie muzyki w dowolnym miejscu i czasie, sprzedawali ich miliony dzięki sloganowi "Nigdy nie będziesz sam". Prawdopodobnie miliony ludzi młodych i nie tak młodych cierpiało na samotność i stąd chwytliwość owego sloganu. Mało kto postrzegał samotność jako przywilej, niemal wszyscy postrzegali ją jako osamotnienie i tęsknili za towarzystwem.

Oczywiście mogli się czuć samotni ze względu na to, że - jak wskazują wszelkie statystyki - domy rodzinne coraz bardziej pustoszeją. Stoły, przy których zbiera się rodzina, zastępuje telewizja albo fast food spożywany we własnym pokoju w towarzystwie ekranów komórek i komputerów. Rodzina staje się przypadkową zbieraniną ludzi, z których każdy jest zawinięty we własny kokon, wyizolowany od otoczenia.

Niedawne badania amerykańskie wykazały, że 20 lat temu 60 proc. rodzin amerykańskich zbierało się regularnie przy stole podczas kolacji. Natomiast wcześniej, zanim te kolację podano, rodzina często wspólnie ją przygotowywała. Wspólnota spożywców odtwarzała niejako (ale i wciąż na nowo wskrzeszała) wspólnotę wytwórców... Dziś ten wskaźnik wynosi 20 proc.

Walkmany, które przez cały czas emitują hałas, tylko w jakimś stopniu wypełniły tę pustkę. Pojawił się jednak internet i o tamtej pustce można było zapomnieć.

Dzięki portalom społecznościowym towarzystwo powróciło do świata z podziemi, do których wcześniej zeszło. Jednak wróciło do nas przez szklany ekran komputera, zamiast wejść przez drewniane drzwi naszego pokoju, na nasze własne zaproszenie.

Dlaczego komunikacja wirtualna online wygrała z realną?

Po pierwsze: ze względu na nieograniczony dostęp do internetu. Zniknęło zagrożenie, że będziemy sami. W każdej chwili, 24 godziny na dobę, przez siedem dni w tygodniu, możemy nacisnąć klawisz i raptem zjawia się fatamorgana złudnego towarzystwa, które przepędza (lub do lochu podświadomości zapędza) zmorę samotności. Wydaje się, że zawsze jest ktoś na nasze natychmiastowe zawołanie. Nawet jeżeli jakiś wirtualny przyjaciel odejdzie od ekranu i pójdzie spać, inni przyjaciele go zastąpią - z owych pięciuset pozyskanych przed zmierzchem zawsze ktoś czuwa. Kontaktując się z nimi, wypełniamy pustkę wywołaną nieobecnością towarzystwa z krwi i kości.

Po drugie: kontakty online są kontaktami bez jakichkolwiek zobowiązań, które obciążają relację offline, czyli tę "w realu".

Łączność za pośrednictwem internetu można nawiązywać bez konieczności podejmowania zobowiązań do ich utrzymywania. Nie ma obaw, że przyjdzie się poświęcać, iść na kompromisy czy robić coś, co nam się nie podoba i czego robić nie chcemy, ale musielibyśmy robić, bo ktoś tego od nas oczekuje.

Tą komfortową świadomością możemy się cieszyć nawet wtedy, kiedy siedzimy w zatłoczonej sali konferencyjnej. Mamy telefon komórkowy w kieszeni i w każdej chwili możemy "wyjść (duchowo) na zewnątrz", będąc jednocześnie cieleśnie wewnątrz; pokazać, że jesteśmy fizycznie obecni w pierwszym czy drugim rzędzie, ale zaangażowani gdzie indziej.

Możemy wyobcować się w zatłoczonym miejscu, nawet chodząc po ulicy w towarzystwie najbliższych przyjaciół. Nigdy nie musimy być naprawdę w nic zaangażowani. Zawsze możemy opuścić miejsce, które nam się nie podoba.

Nigdy nie byliśmy wolni do tego stopnia.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (36)

  • spalinowabiedrona

    0

    @arey i kopakabana

    Plamą na honorze to może być brak wyobraźni...

  • zenon444

    0

    E tam filozof sięznalazł

    27 rybich głów Lewiatana
    obserwatorpolityczny.pl/?p=1563
    Oburzone dzieci w postkapitalistycznej mgle
    obserwatorpolityczny.pl/?p=1470
    Dlaczego tylko biedni utrzymują ten system?
    obserwatorpolityczny.pl/?p=728
    Dlaczego Polska potrzebuje broni niekonwencjonalnej?
    obserwatorpolityczny.pl/?p=472
    Dlaczego Polska potrzebuje Marynarki Wojennej? I jakiej?
    obserwatorpolityczny.pl/?p=472
    Jakiej Polski chcemy?
    obserwatorpolityczny.pl/?p=1191
    Czy Al Kaida podejmie działalność polityczną?
    obserwatorpolityczny.pl/?p=945
    Nie, dla obcej kulturowo imigracji!
    obserwatorpolityczny.pl/?p=752
    Dlaczego Polska potrzebuje Rosji a Rosja Polski mniej…
    obserwatorpolityczny.pl/?p=514
    Zmiany w Unii Europejskiej? Czy Unii Europejskiej?
    obserwatorpolityczny.pl/?p=498
    WTC 9/11 – konsekwencje geostrategiczne
    obserwatorpolityczny.pl/?p=454
    Kosztowne błędy zachodu w konflikcie asymetrycznym po 9/11
    obserwatorpolityczny.pl/?p=452
    Lech Wałęsa Czas na komunizm XXI wieku
    obserwatorpolityczny.pl/?p=788
    Gaz łupkowy – polska nadzieja czy przekleństwo Europy?
    obserwatorpolityczny.pl/?p=450
    Nowe polskie imperium – strategiczną konsekwencją łupków?
    obserwatorpolityczny.pl/?p=1212
    Lekcja gruzińska a myślenie strategiczne w Polsce
    obserwatorpolityczny.pl/?p=512
    Rosyjski orzeł ma dwie głowy, trzeba uważać jak “dziobnie”!
    obserwatorpolityczny.pl/?p=760

  • kochanic.a.francuza

    0

    "Zgadzam się całkowicie z tą diagnozą postępującej alienacji społecznej i izolowania się w wirtualnym
    bezpiecznym świecie - wygodnictwo, brak ryzyka, brak chęci do przyjmowania odpowiedzialności i obowiązków. "
    A to jest wlasnie to czego udziom brakowalo dawniej w "Realu". Zycie w realu to tez nie latwa sprawa: znosic hipokryzje widoczna golym okiem, naginac sie do norm, ktorych sie nie akceptujr tylko z obawy przed banicja, odrzuceniem.
    Swiat wirtualny ma wiecej plusow niz by sie Profesorowi wydawalo, w niektorych aspektach wiecej niz swiat realny. Zaspakaja potrzeby wyzszego rzedu, te umiejscowione na szczycie piramidy Maslowa: potrzeba akceptacji, przynaleznosci do jakiejs grupy, na przyklad. Ktos wychowany w malej miescinie, zyjac cale zycie z udzmi o ciasnych umyslach nagle odkrywa w sieci udzi, innych od realnego otoczenia. Real (praca,np) daje mu jesc, ale siec daje mu duchowa strawe, ktorej nie znajdzie ani w gmachu ikalnego Kosciola, ani podczas rodzinnego pisilku. To wielki plus sieci. Zreszta za 20-30 lat nikt juz nawet nie bedzie nad takimi sprawami dyskutowal. Ludzie beda zyc w realu dla pracy i relaksowac sie w sieci, bo tylko ona pozwala sie wyluzowac.
    No i siec nie jest grozniejsza niz telewizja. Telewizja jest gorsza, a nikt dzisiaj nad jej powszechnoscia az tak nie ubolewa.

  • pangea_ultima

    0

    Kazdy, kto ma nalog powie, ze go nie ma. Spoleczenstwo tchorzy, a takim sie stajemy, ma swoj internet. Masz problem z kontaktami interdysypilnarnymi? Nie szkodzi! Masz internet. Mistrz ma racje, choc przekazuje ja w sposob subtelny. A nalogowi siecowcy tak, jak narkomani bioracy krack, mowia, ze nie musza go brac, siedza non stop w sieci, twierdzac, ze moga zyc bez sieci.

  • arey

    0

    @resu
    Jeśli nie podasz...
    Nie każdy chrześcijanin był inkwizytorem, a kościół jest raczej pozytywną instytucją niż negatywną.
    Natomiast KBW (czyli odpowiednik NKWD w Rosji) była z gruntu zła. Jeśli się tam nawet znalazł dobry człowiek to co z tego. Nikt nie tłumaczy SS bo jakiś strażnik był ludzki. Służba w KBW to wstyd i plama na honorze człowieka.
    Przymykanie oka na zło, a szczególnie próba "walki o dobro" (złem dobro rób) zawsze się kończy łagrem czy lagrem. I tu Bauman się myli. Trzeba chronić stare a nie walczyć z nim. Ale on jest szalony.
    Żyd, który wspiera arabów, którzy chcą wymordować własny naród to jakaś umysłowa aberracja.

  • resu

    0

    @kopakabana
    Jeśli nie podasz listy tych ofiar i konkretnych krzywd uznam, że sugerujesz, iż - analogicznie - przynależność do kościoła katolickiego implikuje bycie pedofilem? I jak się tym "zająć"? Jak w 1968?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX