Czuję w drogach rodnych położnicy coś zdumiewającego - chrzęści toto, jakieś twarde kawałki, trochę lepkie, chrupiące. Co się okazuje? - pokruszona cukrowa głowa - wspomina w 'Zapiskach młodego lekarza' Michaił Bułhakow, który prowadził praktykę w małej rosyjskiej wiosce na Smoleńszczyźnie, gdzie trafił po skończeniu medycyny w 1917 roku.
...Znachorka nauczyła. Poród, mówi, będzie miała kobiecina trudny. Dzieciątko nie chce wychodzić na boży świat, trzeba go tutaj zwabić. No i znaczy się wywabiali. Słodyczami.
- Koszmar - powiedziałem.
- Włosy im dają do żucia - ciągnęła Anna Nikołajewna.
- Po diabła?
- Kto ich tam wie. Przywożą nam położnicę. Leży i pluje, biedna kobieta. Usta pełne szczeciny. Ponoć poród ma lżej przebiegać od tego... Małe wijące się robaczki Sto lat później i parę tysięcy kilometrów na zachód, w sercu Europy, 'na słodkie' wywabia się z dzieci pasożyty. Bo wiadomo - jeśli maluch kaszle, słaby jest, często się przeziębia, nie ma apetytu, a badania nie wykazują niczego niepokojącego, przyczyną mogą być robaki. Najpierw więc dzieciaka dobrze jest wymoczyć. Najlepiej w ziołach od bonifratrów. Potem robi się
ciasto z mąki i miodu i tym smaruje mu plecy. Nie trzeba długo czekać, na skórze pojawiają się małe, wijące się robaczki. Niektóre
przepisy każą je ścierać, inne zbierać, najbardziej drastyczne - 'zgolić' żyletką, brr. Śmieszne? I śmieszne, i straszne, bo relacji o rewelacyjnym działaniu tej metody jest mnóstwo na forach rodzicielskich w internecie.
Ku mojemu zaskoczeniu na plecach dzieci pojawiło się coś, co mocno trzymało się skóry. Zdzieraliśmy to z mężem frotką i smarowaliśmy znowu ciastem. Syn po raz pierwszy przespał noc spokojnie. A następnego dnia umówiłam się do doktor X [litościwie opuszczę nazwisko - przyp. I.C.] - parazytologa - i powiedziała, że to są larwy włosogłówki - pisze jedna z internautek. Też nie wierzyłam, jednak zaszokował mnie wynik. Smarowałam całe ciało, począwszy od łydek. Tutaj wyszły mi w całości takie długości ok. 2-3 mm pasożyty koloru bordo. Najwięcej na migdałkach - mam przewlekle chore. Niektóre z nich wyglądały jak cieniuteńkie niteczki. Miały kolor czerwony. A wy zamiast kpić, sami się przekonajcie - komentuje kolejna, zastrzegając się od razu: Jestem studentką, uważam się za osobę wykształconą. Mamy więc XXI wiek, rozwijają się terapie genowe, potrafimy hodować organy i konstruować protezy poruszane myślami pacjenta. A jednocześnie pełną parą rozkwita medyczny ciemnogród. Wiosną szczególnie rozpleniają się wszelkiej maści oczyszczające zabiegi, wśród których wywabianie włosogłówki na miód należy do stosunkowo mało szkodliwych. Przyjrzyjmy się tym najbardziej popularnym.
Menu dla lekkości Detoksyfikacje, detoksy, diety oczyszczające - ich popularność wynika z przekonania, że spożywamy całą masę szkodliwych substancji, które akumulują się w naszych ciałach i są przyczyną zmęczenia, osłabienia, niedomagań czy nawet poważniejszych chorób, na przykład nowotworów. Diety bywają różne. Większość rozpoczyna się od głodówki, a następnie proponuje jadłospis oparty na wodzie mineralnej, sokach warzywnych lub owocowo-warzywnych, świeżych warzywach, owocach, czasem też kaszach i zbożach z pełnego przemiału. Niekiedy zaleca się równolegle przyjmowanie środków przeczyszczających, picie antyoksydantów, zwykle pod postacią zielonej herbaty, i stosowanie lewatywy - dla usprawnienia jelit i wątroby.
Brak jest natomiast jakichkolwiek naukowych dowodów na skuteczność takich kuracji - przynajmniej w zakresie usuwania toksyn z organizmu. Zwykle naprawdę czujemy się w ich trakcie lepiej, lżej, mamy więcej energii i łatwiej jest nam się skoncentrować. To pozytywne samopoczucie bierze się po części z przekonania, że robimy coś dobrego dla swojego ciała, a po części jest naturalną reakcją na restrykcje kaloryczne (czulibyśmy się równie lekko i miło, racząc się pożywieniem zanieczyszczonym na przykład metalami ciężkimi, byle w skromnych porcjach).
Warto mieć jednak na uwadze, że często powtarzane głodówki i monotonne diety ubogie w niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe przyniosą więcej szkody niż pożytku - rozregulują metabolizm, a w skrajnych przypadkach doprowadzą do niedożywienia, anemii, arytmii serca i depresji. Tymczasem zdecydowana większość substancji szkodliwych jest skutecznie i efektywnie usuwana przez nerki i wątrobę i wydalana - bez żadnego dodatkowego wspomagania - z kałem i moczem.
Oczywiście, zdarzają się trucizny, z którymi naturalne siły organizmu nie umieją sobie poradzić. Kilkadziesiąt lat temu zawierające rtęć ścieki z fabryki aldehydu octowego wypuszczane do zatoki Minamato w Japonii doprowadziły do poważnego zatrucia tysięcy osób, u których nieodwracalnemu porażeniu uległ układ nerwowy i hormonalny. Tyle tylko że na rtęcicę nie pomogą żadne diety ani głodówki.
Kroplówka z E386 W przypadku ostrego zatrucia metalami ciężkimi - rtęcią, ołowiem, arsenem - skuteczną terapią jest chelatacja. Polega na podaniu kroplówki ze związkami wiążącymi metale. W ostatnich czasach procedura ta zaczyna robić także karierę jako uniwersalny zabieg oczyszczająco-odmładzający. 'Likwiduje - jak czytamy na stronach licznych prywatnych gabinetów - skutki wcześniejszego złego trybu życia, niewłaściwego odżywiania i zanieczyszczeń zawartych w wodzie, powietrzu i żywności - konserwantów, barwników, wzmacniaczy smaków, substancji słodzących, pozostałości nawozów sztucznych, pestycydów, spalin samochodowych, pyłów przemysłowych i wielu innych'. Bywa też szeroko reklamowana jako cudowne remedium na miażdżycę - ma jakoby usuwać z organizmu wolne rodniki i obniżać poziom cholesterolu.
Przed lekkomyślnym poddawaniem się takim, nieobojętnym dla organizmu, zabiegom przestrzegają lekarze kardiolodzy, podkreślając, że mogą one prowadzić do poważnych zaburzeń elektrolitowych, obniżyć stężenie wapnia w surowicy, a to może skutkować nawet zapaścią. Ryzyko takich powikłań podejmuje się tylko w obliczu śmiertelnego zatrucia metalami ciężkimi, a nie wtedy, kiedy nie ma ku temu żadnych wskazań. - Tym bardziej że brak jest jakichkolwiek potwierdzeń skuteczności chelatacji w walce z miażdżycą - mówi prof. Marcin Demkow z Kliniki Choroby Wieńcowej i Strukturalnych Chorób Serca Instytutu Kardiologii w Aninie. - Nie zaleciłbym takiej terapii żadnemu z moich pacjentów.
Na fali tej mody pojawiły się też preparaty do chelatacji doustnej. To nic innego jak tylko zestaw witamin i minerałów z dodatkiem kwasu etylenodiaminotetraoctowego, czyli ni mniej, ni więcej, tylko substancji znanej jako... chemiczny dodatek do żywności numer E 386, w przemyśle spożywczym pełniący rolę stabilizatora. Cena multiwitaminy wzbogaconej E 386 jest jednak... dziesięciokrotnie wyższa niż zwykłej multiwitaminy.
Przepychanie jelit