Skąd się pani tutaj wzięła?

No, to trzeba od początku, bo trochę mi zajęła droga do Polski. Urodziłam się na Kaukazie Północnym. Chodziłam do szkoły, w której wykładowymi językami były rosyjski i angielski. Pod koniec szkoły zorganizowano konkurs - napisałam opowiadanie i wygrałam stypendium w Stanach Zjednoczonych. Wyjechałam, zdałam tam maturę i chciałam zostać. Ale mama tęskniła i bała się, że już na zawsze zostanę w Ameryce.

Dżulietta Kiworkowa była już od kilku lat w Polsce.

Kiedy w byłym Związku Radzieckim zaczynały się zmiany, zastanawiała się, czy wyjechać do Niemiec czy do Polski. Ze względu na wujka, ordynatora szpitala wojskowego, wybrała Polskę, bo wiedziała, że gdyby wyjechała do kraju kapitalistycznego, ucierpiałaby na tym nie tylko jego kariera, lecz także sytuacja całej rodziny...
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej