Magda, lat 37, nauczycielka angielskiego w Norwegii, któregoś dnia chciała upiec ciasto. Jednym z potrzebnych składników był olej kokosowy: - Kupiłam go w sklepie, w którym jest bardzo dużo produktów skierowanych do imigrantów. Olej jest tu importowany z Anglii, prawdopodobnie dla całej diaspory hinduskiej. Użyłam go do ciasta, ale zaświtało mi, że będzie dobry do włosów. Gdy byłam na południu Indii, wszystkie panie miały przecież włosy w olejku.

Magda ma skórę atopową, długo zmagała się ze swędzącą skórą głowy, dopiero olej kokosowy przyniósł ulgę. - To było tak przyjemne, mieć olej na włosach, że zaczęłam go używać po każdym myciu. Zostawiałam olejek na noc - po prostu wcierałam go we włosy, związywałam je i spałam na ręczniku, a rano zmywałam. Nie zmywa się aż tak łatwo, trochę go na włosach zostaje, ale czuję efekt, mam wrażenie, że włosy są mocniejsze, zaczęły odżywać,...
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.