Mężczyźni? Wykorzystuje się ich w razie potrzeby. Gadać z nimi nie warto, bo kto by gadał z penisem. Powiedzmy, że to taki napęd do dilda. Trochę za duży i niepraktyczny, ale jak nie ma pod ręką nic innego...
Kogoś to szokuje? A czemuż? Tak się tutaj mówi. No, może niedokładnie tak. Tak, ale w drugą stronę, czyli o kobietach. Na przykład w ten sposób w 'Wysokich Obcasach', piśmie przeznaczonym podobno dla kobiet, mówi o nich Jan Nowicki: bierze się je i tyle, i oczywiście nie ma co do nich mówić, bo kto by rozmawiał z macicą? Bufonady Nowickiego nie warto nawet komentować. Wygląda na to, że był tak zwanym łatwym mężczyzną i jeśli jakaś pani miała takie życzenie, mogła z niego skorzystać. 'Łatwe' kobiety, które uprawiały seks z wieloma mężczyznami, nie mają najlepszej prasy, zresztą niezbyt chętnie się tym chwalą. Natomiast panowie swoją dostępnością się szczycą i obnoszą ją po różnych gazetkach oraz telewizyjnych show. I chodzą potem w glorii koguta. Ciekawe jednak, dlaczego pozwala im się to robić także w 'Wysokich Obcasach'. Przy tym najbardziej obraźliwy dla kobiet fragment ładuje się do leadu. A co tam, trochę pieprzu przyda się w ofierze dla bożka 'czytalności'. Poza tym to tylko Męska Końcówka przedstawiająca interesujących mężczyzn takimi, jakimi są. Staremu aktorowi wolno. Znanemu człowiekowi wolno. Człowiekowi, czyli facetowi. I oczywiście kandydatowi na prezydenta też wolno.
Na jednym ze spotkań potencjalny elektorat żeński poskarżył się, że nie został przyjęty do straży pożarnej ze względu na płeć, i został uraczony anegdotką. Otóż podczas wizyty w Danii kandydat zapragnął zobaczyć okręt wojenny, na którym służyły kobiety. No i stwierdził, że nawet jak na Dunki są paskudne, co określił jednym słowem: kaszaloty. Nie wiadomo, jaki związek ma ta anegdota z pytaniem o możliwość wstępowania przez kobiety do straży pożarnej. Czy chodzi o to, że pani, która chciała zostać strażakiem, jest kaszalotem, czy też wręcz przeciwnie - nie jest nim, więc się nie nadaje? Jest natomiast pewne, iż jest to określenie obraźliwe. W cywilizowanym kraju polityk, który powiedziałby o kobietach nie w jego typie, że są kaszalotami, wywołałby burzę i przepraszał potem przynajmniej przez tydzień. W Polsce to oczywiście nikomu nie szkodzi. Może Polki myślą, że chodzi tu o Dunki, a my jesteśmy najpiękniejsze na świecie? Czy jakiejś posłance PO mogłoby przyjść do głowy, że jest kaszalotem? Na pewno nie. Wszystkie są piękne i cudownie podporządkowane swoim partyjnym kolegom. Tylko takie mogą zrobić prawdziwą karierę i to najlepiej pokazuje, jaki jest w tej partii ideał kobiety. Ja jednak nie mam takich złudzeń. Jestem przekonana, że nie jestem ładniejsza od Dunek z wojennego okrętu, ale nie życzę sobie, żeby ktoś mi to wypominał. Czuję się obrażona w imieniu kaszalotów i nie zagłosuję na Komorowskiego.
Tak, tak, kandydat, o którym mowa, to Bronisław Komorowski, a nie Andrzej Lepper czy inny Korwin-Mikke. Wiem, że dla wygranej jest on w stanie wiele zrobić. Grzegorz Schetyna puścił na przykład informację, że marszałek postanowił zrezygnować z polowania na zwierzęta. Bardzo mnie ta informacja ucieszyła, oznacza ona bowiem, że czasy jednak się zmieniają. Podczas poprzedniej kampanii Donald Tusk, zapewne ze względu na elektorat, wziął ślub kościelny. Teraz konserwatywny elektorat jest już chyba dostatecznie obsłużony, więc przyszła pora na ludzi o innej wrażliwości. Widocznie ktoś wyliczył, iż jest ich na tyle dużo, że warto o nich zadbać. To wyraźna zmiana, przypomnijmy bowiem, że Cimoszewiczowi nikt polowań nie wypominał.
Cieszę się z tej zmiany, ale poczekam, aż po zwierzętach przyjdzie pora na zmianę stosunku do kobiet. Może nawet da się polubić kaszaloty? Mnie wydają się one całkiem sympatyczne. No i mają największe na świecie mózgi.