http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Przypadkowe podobieństwo

Kinga Dunin
07.06.2009 , aktualizacja: 03.06.2009 18:20
A A A Drukuj
W tenisówkach

Fot. Jacek Piotrowski
ZOBACZ TAKŻE
Najprostszym sposobem, żeby napisać felieton, jest włączenie telewizora, z nadzieją, że ktoś czeka tam tylko na to, żeby mi się podłożyć. No to włączam. I - bingo! Trafiam na śniadanie ze Światłymi Idiotami (i Idiotkami). Oczywiście nazywa się to inaczej, ale nie powiem jak ani gdzie. Ogólnie rzecz biorąc, chodzi o to, że rozmaite wydarzenia publiczne komentują celebryci z wyższej półki. Nie jacyś tam dziennikarze czy, co gorsze, politycy, tylko ktoś w rodzaju inteligentów, ale takich bardziej medialnych. A to aktor, a to ksiądz, a to pani z prasy kobiecej... Same znakomitości. Znane tym, którzy udają, że nie znają Dody. I jeszcze prowadzący z tej samej paczki. Wiem, że bez nazwisk jest zawsze mniej ciekawie, ale nazwiska są doprawdy bez znaczenia, bo po prostu mamy tu do czynienia z osobami, którymi 'mówi dyskurs', czyli są idealną emanacją popkultury popinteligenckiej.



Trochę trudno zrozumieć, co mówią, bo robią to wszyscy naraz. Każdy ma bowiem ego wielkości słonia i narcystyczne upodobanie do wsłuchiwania się we własne słowa. I każdy jest absolutnie zachwycony tym, co ma do powiedzenia. Jednym słowem, nieprawdopodobne stężenie narcyzmu na centymetr sześcienny. Nie mamy tu zatem do czynienia z typową sytuacją 'niech mi pan nie przerywa, bo ja panu nie przerywałem', bo tu każdy może mówić swoje, nie oglądając się na innych. Tylko pani czasem popiskuje: 'Czy ja też mogę coś powiedzieć, czy mogę?'. Tym razem pani jest blondynką, która kocha Balcerowicza, a panowie usiłują różnić się poglądami.



Ksiądz na tym tle wydaje się najsympatyczniejszy, bo najmniej mówi, ale w końcu i on coś nam powie... Zaczyna się od kryzysu. Wszyscy najpierw krzyczą, że na ekonomii się nie znają, następnie zaś wypowiadają na ten temat różne dyrdymały i banały. A potem prowadzący stawia kolejny problem: czemu feministkom nie podoba się ekologiczne hasło w sprawie oszczędzania wody - 'Puszcza się bez przerwy, a ty ciągle ją lejesz'. Panowie rechoczą radośnie, blondynka, która kocha Balcerowicza, oświadcza natomiast, że ona tego zdania nie rozumie. Wśród chichotów słychać komentarze: jak się puszcza, to słusznie ją leje. Blondynka nadal nie rozumie. Prowadzący usiłuje doprowadzić do jakiejś wymiany poglądów, więc stawia odważną tezę, że feministki zajmujące się przemocą w rodzinie, które na co dzień widzą 'te okropne rzeczy', mają prawo być przewrażliwione. Jak rozumiemy, na nikim innym to hasło nie ma prawa robić wrażenia. Jest śmieszne i już. Panowie nadal dowcipkują, blondynka wciąż nie może zrozumieć, o co chodzi, zmiana tematu.



Kampania przeciw Homofobii proponuje szkolenia dla nauczycieli, w jaki sposób mówić uczniom o homoseksualizmie i przeciwdziałać homofobii w szkole. Projekt ten spotyka się ze szczerym entuzjazmem zebranych. Mówiłam, że są światli! Świetny pomysł! Lud prosty należy edukować, ponieważ nie odróżnia on homoseksualizmu od pedofilii. Ksiądz dołącza się do ogólnego entuzjazmu z opowieścią o tym, jak to biskup Życiński pouczał wiernych, że należy potępiać homoseksualizm, ale nie homoseksualistów. Wszyscy ze zrozumieniem kiwają głowami. Tak, tak: homoseksualizm zły, homoseksualista dobry. Mli-mli. Nie może być jednak tak - kontynuuje ksiądz - że przyprowadzamy do szkoły takiego, stawiamy go przed uczniami i prosimy: 'Panie geju, niech nam pan coś opowie o sobie'. Wszyscy się zgadzają, że tak absolutnie być nie może. Koniec programu. Ufff... Czy taki program naprawdę miał miejsce? Nie. Przecież to niemożliwe. Ja to tylko wymyśliłam na użytek felietonu. A wszelkie podobieństwo do realnych postaci i sytuacji jest całkowicie przypadkowe.



Podziel się