http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Kwestia słuchu

Kinga Dunin
12.04.2009 , aktualizacja: 08.04.2009 15:17
A A A Drukuj
Felieton Kingi Dunin

Fot. Jacek Piotrowski
ZOBACZ TAKŻE
Przetoczył się ostatnio przez Polskę okrzyk rozpaczy: Polacy coraz mniej czytają! W ciągu ostatniego roku tylko 38 proc. z nas sięgnęło po książkę. Nie wiem, skąd taka gloryfikacja czytania akurat książek, bo sama umiejętność czytania chyba nie zanikła? Może zamiast książek czytamy czasopisma albo korzystamy z internetu. I chyba ważniejsze jest, co czytamy, niż gdzie. Jeżeli jedyną książką, którą ktoś przeczytał w ciągu roku, był poradnik gotowania na parze, to co to by zmieniło, gdyby znalazł potrzebne porady w internecie? A jeśli był to harlequin, to może lepiej było poświęcić ten czas na przeczytanie dobrego reportażu w jakiejś gazecie? W gruncie rzeczy, kiedy mówimy o wartości czytelnictwa, mamy na myśli literaturę piękną, stawiającą sobie zadania nieco bardziej ambitne niż najprostsza rozrywka. Oraz czytelnika, który coś z tej literatury wynosi. Czytanie takie nigdy nie było zajęciem masowym, lecz raczej hobbystycznym. I czy istotnie tak wysoko cenionym, że możemy wierzyć w szczerość biadolenia nad jego zanikiem?



Z literaturą jest trochę tak jak z kobietami. Niby wszyscy twierdzą, że jest piękna, mądra, potrzebna i w ogóle, gdy jednak przychodzi co do czego, to okazuje się, że brak dla niej miejsca, czasu i środków. Wytykanie mediom, które zrobiły newsa z tego, że mało czytamy, iż same traktują literaturę po macoszemu, to mówienie o czymś, co wszyscy i tak wiedzą. Kiedyś napisałam o Magdalenie Miecznickiej, że nie ma słuchu na pewien typ literatury. Ważny Pan z 'Dziennika' odpisał na to, że do wygłaszania takich opinii zostałam wynajęta przez koncern Agora. Niedawno to samo o tej samej recenzentce napisał w 'Dzienniku' Jerzy Pilch - zapewne wynajęty w tym celu przez koncern Axel Springer. Te stare kluchy przypominam tylko po to, aby uświadomić, jak śmieszna jest wizja medialnej korporacji, której na tyle zależy na dysputach o słuchu literackim, że z wyrachowaniem wynajmuje określone osoby do propagowania swojej koncepcji. Są to przecież sprawy kompletnie nieważne. O literaturze się nie dyskutuje, lecz jedynie ją odfajkowuje. Jednak spór o 'słuch' nie jest tak nieistotny, jak może się wydawać. Kiedy Dariusz Nowacki pisze w 'Gazecie' o 'Gestach' Ignacego Karpowicza, że to książka prosta i pozornie wzruszająca, nie zgadzam się z nim fundamentalnie. To książka pozornie prosta i prawdziwie wzruszająca. Dlaczego - pod względem formalnym - nieprosta, nie będę zanudzać. Zajął się tym w prasie branżowej, w 'FA-arcie', Szaket, kolega Nowackiego, a zwykłego czytelnika to mało obchodzi. Natomiast, żeby zrozumieć, czemu jest wzruszająca, trzeba mieć słuch. Nowacki go nie ma, ponieważ jego światopogląd jest prosty: mężczyzna po męsku kocha matkę i kobietę, a miłość ta sprawdza się, kiedy matka umiera albo kobieta zachoruje.



Natomiast 'Gesty' są o tym, że spotkanie z drugim człowiekiem - bez względu na wiek, płeć czy pokrewieństwo - jest cudem, czymś wyjątkowym, a proste reguły nie są takie proste. Nowacki poprawnie streszcza zarys fabularny: bohater 'Gestów' spędza kilka miesięcy z umierającą matką, wspominając dawną licealną miłość. Nie jest to jednak aż takie proste. Relacja z matką jest pełna ambiwalencji i zawiłości, dawna dziewczyna zostaje dopełniona przez dawnego chłopaka, który porzuca żonę i dzieci, by towarzyszyć bohaterowi, a ostateczny kształt opowieści nadaje redagująca ją kobieta. Poza opowiedzianym zostaje wiele miejsca na niedopowiedziane. Po to jednak, żeby to usłyszeć, trzeba mieć słuch nie tylko na literaturę, ale i na życie. I nie ma co ukrywać, że słuch taki zależy od światopoglądu, w tym wypadku - umiejętności porzucenia prostych wyobrażeń o kobietach, mężczyznach i emocjach. Koncern wynajmujący recenzenta nie wynajmuje po prostu specjalisty, tylko specjalistę z określonym światopoglądem. Nie robi tego jednak celowo, lecz przez zaniechanie. A brak sporów o literaturę jest właśnie sposobem, w jaki ją się zabija, by potem ronić krokodyle łzy nad upadkiem czytelnictwa.

Podziel się