Ciekawa jestem, czy kiedy ukaże się ten felieton, nadal trwać będzie miodowy miesiąc miłości z nową władzą. I czy wszyscy, którzy zagłosowali przeciwko Kaczyńskim, nadal będą tacy z siebie zadowoleni. Choć oczywiście nikomu prawa do samozadowolenia nie odmawiam. Jestem w stanie zrozumieć, że ktoś woli bar z frytkami Donald od żenującej polskiego Europejczyka Kartoflanii. Może ten zakres tolerancji, otwartości i liberalizmu (nie mówię tu o gospodarce), jaki serwują w Donaldzie, jest dla nas zupełnie wystarczający. Dawniej mieliśmy wicepremiera homofoba, a teraz mamy homofoba wicemarszałka Sejmu.
Przeciw Kartoflanii
Nie wiem, czy w świetle doktryny równowagi władz jest to krok naprzód, czy wstecz, ale powiedzmy, że jest to jakiś krok. Teraz więc zamiast Giertycha Stefan Niesiołowski będzie się wypowiadał z pogardą oraz kompletnym brakiem empatii i zrozumienia o mniejszościach seksualnych. I jak zwykle nikt na to nie zareaguje, no, chyba że wyślemy go na delegację gdzieś w świat. Ale to trochę cwańszy pan od Giertycha, więc może będzie trzymał język za zębami.Nie zamierzam ani przytaczać wypowiedzi Niesiołowskiego, ani polemizować z nimi, gdyż należą do przewidywalnego i nudnego standardu "cywilizowanej homofobii", która w Polsce uchodzi za normę. A Polacy przecież właśnie po to głosowali przeciwko Kartoflanii, żeby wrócić do normalności. Choćby - to również cytat z wypowiedzi pana marszałka - do twierdzenia, że problem dyskryminacji kobiet jest problemem fikcyjnym. Dlatego też w składzie nowego rządu brakuje rzeczniczki ds. równego statusu w randze ministra. Mimo że należy to do naszych zobowiązań unijnych i może pociągnąć za sobą sankcje. Ale normalnie nas to nie obchodzi. Za to w ramach oszczędności zlikwidowano sejmową komisję ds. kobiet i rodziny. Jak oszczędzać, to najlepiej na prawach kobiet! I piszę to bez ironii, bo pamiętam, czym zajmowała się ta komisja w poprzedniej kadencji. Na przykład odbywały się w niej takie posiedzenia jak to poświęcone kultowi św. Gianny Beretty Molli, która umarła, żeby urodzić dziecko. W tej sytuacji brak komisji jest wyraźnym krokiem naprzód. Poza tym wszystko bez zmian - nowy rząd rozpoczyna swoją kadencję od mszy świętej. Normalne wydaje się również to, że tak jak PiS złośliwie dokopywał PO, tak PO oddaje pięknym za nadobne. Ale jeśli ktoś myślał, że głosuje za innym niż PiS-owski stylem sprawowania władzy, to jednak coś dostanie. Koalicjant ma czystsze paznokcie. No dobrze, powiedzmy: dużo czystsze. I to jest właśnie to coś! Jeśli chodzi o kwestię równości płci, stosunek do mniejszości czy relacje z Kościołem, rządy PO niczego nie zmienią.
Zimne frytki
I nie wiem, czy jeszcze nie zatęsknimy za minister Kluzik-Rostkowską, która przynajmniej niektórymi problemami kobiet przynajmniej próbowała się zajmować. (Chociaż akcją "Nelly Rokita" PiS jasno pokazał, do czego służą mu kobiety). Jeżeli ktoś, wybierając PO, myślał, że będzie inaczej - to myślał. Zresztą u nas całe to myślenie najczęściej pozostaje na poziomie haseł czy gustu, wrażliwości na estetykę i retorykę. Świadomość, że polityka równościowa zaczyna się od przedszkola i szkolnych podręczników, że wymaga wielu rozmaitych działań, a nie tylko deklaracji, w zasadzie tu nie istnieje. Szokującą zmianą byłby już rząd bez homofobów i seksistów. Na razie jednak obowiązuje okres ochronny dla PO i - jak zawsze - dla Kościoła katolickiego. Zatem Piotr Pacewicz, komentując badania pokazujące polską nietolerancję i homofobię, wypomina je Giertychowi i prezydentowi - u nowej władzy ich nie widzi. Zauważa, iż świat się nie zawalił, dlatego że luterański Kościół w Islandii udziela ślubów homoseksualistom, ale jakoś brakuje mi zdania, że również nic by się nie stało, gdyby państwo polskie, nie bacząc na protesty Kościoła katolickiego, takich ślubów udzielało. A Kościół niech robi sobie, co chce.
W takim razie pozdrawiam wszystkich, którzy stoją w kolejce po frytki w Donaldzie. Smacznego!