http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Kartofle i frytki

Kinga Dunin
30.10.2006 , aktualizacja: 30.10.2006 10:40
A A A Drukuj
Sytuacja w polskiej polityce przypomina tę, w której znalazła się Alicja (ta z Krainy Czarów i Drugiej Strony Lustra) biegnąca najszybciej, jak potrafi, po to by wciąż znajdować się w tym samym miejscu.

Fot. Jacek Piotrowski
Tyle dzieje się w polityce, a ty piszesz z dwutygodniowym wyprzedzeniem i będzie z tego musztarda po obiedzie - użalił się nade mną mój przyjaciel. Zupełnie niepotrzebnie. Sytuacja w polskiej polityce przypomina tę, w której znalazła się Alicja (ta z Krainy Czarów i Drugiej Strony Lustra) biegnąca najszybciej, jak potrafi, po to by wciąż znajdować się w tym samym miejscu.

Tak i tutaj - niby coś się dzieje, ale wciąż jest tak samo. Pakt, koalicja, reaktywacja, reanimacja, bo wy nam napluliście do wiaderka, a wy nam zabraliście grabki... Spoceni panowie, tajemnicze miny i uwaga, uwaga: zaraz coś się wydarzy! A co? Otworzymy szafę, ale nie pokażemy, co w niej jest... A tu mamy jeszcze film i nagranie, i kwit z pralni oraz zdjęcie kota. Może to wszystko byłoby i ważne, gdyby nie miało tak groteskowej formy. Cezary Michalski pyta, czemu nie podnoszę wrzawy i nie piszę listów protestacyjnych z powodu zbrodniczego inwigilowania prawicy w latach 90. Wolne żarty! Agnieszka już tu nie mieszka.

Dla poglądów takich jak moje właściwie nigdzie już nie ma miejsca. Czemu więc nagle miałabym się wypowiadać? Po to żeby "Dziennik" użył mojej wypowiedzi do swojej gry? A może mam się wypowiedzieć na temat śmierdzących związków polityków prawicy z biznesem, co także z szafy się wyłania? Czyżby były to informacje mniej wiarygodne niż ubeckie donosy na opozycjonistów?

Za to ja ciekawa jestem, czy Cezary Michalski podniesie wrzawę z powodu wypowiedzi kartoflanego wiceministra edukacji, który pragnie zastąpić teorię ewolucji kreacjonizmem. W każdym normalnym kraju ktoś taki, zamiast zarządzać oświatą, pasałby gęsi, z przeproszeniem gęsi. Zostanie jednak na swoim stanowisku, bo poza tym ma słuszne poglądy: tolerancja nie jest nam do niczego potrzebna.

Od wczesnych lat 90. wielokrotnie zwracałam uwagę na to, że sfera publiczna w Polsce jest niebezpiecznie zawężona. Byłam nawet gotowa bronić prawa Cezarego Michalskiego do wypowiadania swoich opinii, ale muszę przyznać, że teraz sytuacja jest dużo gorsza. Jest duszno i coraz duszniej, i coraz mniej miejsca dla kogokolwiek.

Z niezwykłym obiektywizmem pokazują to media i inne publikatory. Pragnę zatem odwołać moje krytyczne uwagi pod adresem programu "Warto rozmawiać". Obejrzałam sobie ostatnio jeden i naprawdę wszystko było OK. Zaproszono tam całe spektrum przedstawicieli dopuszczalnych dziś opinii. PiS, PO i prawicowo-centrowych dziennikarzy. Jest to bardzo obiektywne odzwierciedlenie sytuacji.

PiS z PO opluwały się na potęgę, a dziennikarze pluli na plujących za to, że plują. W tym potoku wzajemnej agresji łatwo było przeoczyć to, że wszyscy w sprawach zasadniczych mieli takie same poglądy.

Tak naprawdę PO od PiS dzielą tylko upodobania estetyczne elektoratu. Elektorat PiS to miłośnicy swojskiego kartofla. Kartofel jest nasz, tutejszy, z ziemi naszej zrodzony i w niej osadzony. A jak ktoś przypomni prosty fakt, ze kartofel przybył do nas z Ameryki, to zajmie się nim minister edukacji i go wyedukuje. Ameryka nie istnieje, bo Pismo Święte o niej nie wspomina. Trzeba jednak przyznać, że na swój sposób kartofel jest sympatyczny. Ma urwane sznurowadło w zdeptanym buciku, źle się czuje w salonach, lubi ckliwe piosenki i ładne obchody.

Przeciwko niemu stają zaś zwolennicy frytek.

Frytka to taki światowy kartofel. Przykrojony zgodnie z cywilizowanymi standardami. Frytka rumiana jest i młodzieżowa. Wraz z milionem podobnych frytek znakomicie czuje się na rynku i świetnie się sprzedaje. Jest współczesna i nowoczesna. Garniturek ma szykowny i wypastowane buciki. Komórkę przyrośniętą do ucha. I laptopik. Chodzi o to, że frytka zrobiona jest z kartofla i nie da się tego w żaden sposób ukryć. Wystarczy, że taki senator Frytka-Niesiołowski otworzy usta i już wiemy, że wracamy na rodzimą glebę.

Dziennikarzom oczywiście bliżej jest do frytek, ale i kartofel by przełknęli, gdyby umiał się z frytką dogadać. Bo w końcu ziemniak to ziemniak. Woda i skrobia. Takim go Pan Bóg stworzył 5964 lata temu...

Podziel się