http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Bridget Jones - samotna na własne życzenie

Kinga Dunin
26.01.2001 , aktualizacja: 22.01.2002 13:14
A A A Drukuj
Misiek, ten "swój chłop", co to swoje o feminizmie wie, a każda próba ruszenia w tej sprawie głową mogłaby się dla niego skończyć przegrzaniem mózgu, nie jest jedynie specjalnością konserwatywnej prawicy.

Fot. Jacek Piotrowski / AG
ZOBACZ TAKŻE
Miśki równie często występują po przeciwnej stronie. Na przykład w "Trybunie". Choćby taki Leszek Bugajski. Zupełnie nie wiadomo po co, skoro ani mu się to nie podoba, ani nie ma dość umiejętności, żeby przyjrzeć się tej książce jako zjawisku socjologicznemu, dobiera się do Bridget Jones. ("Bajeczka dla dziewczynek", Aneks, dodatek kulturalny do "Trybuny", 1.12.2000) Miłośniczkom psuje zabawę, tym zaś, którzy fanami tej powieści nie są - jak ja - nic mądrego do powiedzenia nie ma, ale zawsze może posączyć trochę jadu.

Czemu w ogóle sięgnął po tę przeznaczoną nie dla niego książkę? Bo podobała się młodym i starszym kobietom, na świecie i w Polsce, no i wzbudziła zainteresowanie kolorowych magazynów, w tym "Wysokich Obcasów". Czterem milionom kobiet i mężczyzn coś się podoba - to musi budzić podejrzenia! Jakie? To proste, Bugajski spodziewał się, że będzie to pełne zajadłości "feministyczne ględzenie". Swoją drogą chciałabym, aby radykalne prace feministyczne sprzedawały się w takim nakładzie! Niestety, nie mam złudzeń. Bugajski za to, dzięki temu, że miał, przeżył pozytywne rozczarowanie. Choć powieść jego zdaniem lokuje się w "dolnych strefach literackiej przeciętności", a jej druga część jest "klęską", to nie jest feministyczna i to jest chyba jej jedyną zaletą. Wiadomo przecież, że wszystko, co choćby z daleka pachnie feminizmem, z góry można uznać za gorsze od najgorszej powieści.

No dobrze, zostawmy w spokoju feminizm, który jest w tej książce, albo i go nie ma - to zależy, co przez feminizm rozumiemy. Zajmijmy się tym jednym pytaniem, które według Bugajskiego rodzi ta "błaha książeczka". (Każdy ma tyle pytań, na ile sobie zasłużył. Dla mnie wynika ich z tej powieści o wiele więcej). "Jak to jest z tymi współczesnymi kobietami? Najpierw walczą o niezależność, o akceptację w roli kobiety sukcesu, poświęcają sporo, by się przebić, a potem rozpaczają, że nie udało im się założyć rodziny, urodzić dzieci, zostać paniami domu". Jeśli chodzi o ścisłość, czyli o książkę, Bridget trudno uznać za zaprzysięgłą fankę dzieci i domowego ogniska.

Każda społeczna sytuacja niesie specyficzne problemy. Z tego, że miewają je samodzielne, wykształcone kobiety, nie wynika, że kobiety niesamodzielne i niewykształcone bez wyjątku dostają męża w prezencie od losu, a potem już do końca życia są z nim nieskończenie szczęśliwe. Powiedzmy sobie szczerze, nikt, nawet zajadle ględzące feministki, nie może nikomu obiecać raju na ziemi. Tego, że każda jednostka będzie szczęśliwa od kołyski aż po grób. A literatura, również ta największa, zawsze zajmuje się nieszczęściami, bo są one ciekawsze o monotonnego szczęścia. Nie była szczęśliwa Anna Karenina, ani pani Bovary... Marta Orzeszkowej, choć wolna od małżeńskich więzów, nie miała czasu, by cierpieć z powodu braku faceta. Musiała, mimo braku przygotowania do pracy, walczyć o życie w społeczeństwie, w którym dla samodzielnych kobiet nie było miejsca. I przypomnijmy - tragicznie przegrała. Bugajski zna jednak jeszcze prostszą odpowiedź. Nie ma żadnego problemu. "Kobiety dokonały wyboru i ponoszą jego konsekwencje". Aż dziw, że nie dodał - i dobrze im tak, głupim babom, którym zachciało się wolności. Nadmienia za to, że istnieją także samotni mężczyźni, ale oni nie narzekają. Może szkoda, gdyby trochę ponarzekali, byliby zdrowsi psychicznie. A mówiąc serio: samotność jest problemem naszych czasów. Nikt nie ma jednak obowiązku godzić się na nią bez słowa skargi. Sądząc z listów napływających do redakcji, o samotności warto i trzeba rozmawiać. Szkoda byłoby jednak, gdyby rozmowa ta miała sprowadzać się do konstatacji, że kobiety dokonały niewłaściwego wyboru, a teraz mają ponosić jego konsekwencje i buzia w rondel.

Helen Fielding, "W pogoni za rozumem. Dziennik Bridget Jones", Zysk i s-ka, Poznań 2000

Zobacz więcej na temat:

Podziel się