http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Hit: 'Through the Wilderness. Tribute to Madonna'/kit: Eliza Lumley 'She Talks in Maths. Interpretations of Radiohead'

Paulina Reiter
2009-10-18, ostatnia aktualizacja 2009-10-14 17:46

Paulina Reiter poleca i odradza płyty

Naczelna i redaktorka prowadząca Paulina Reiter wymyślają tytuł do artykułu
Fot. Anna Bedyńska
Naczelna i redaktorka prowadząca Paulina Reiter wymyślają tytuł do artykułu
SERWISY
Hit: 'Through the Wilderness. Tribute to Madonna', Manimal Vinyl Records

Madonna na ubogo - odarta z błyskotek, świecidełek, piórek, kabaretek i gorsetów. Bez śniegu światełek sypiącego się z lustrzanej kuli. Bez trików, bez liftingu. 'Through the Wilderness' to płyta nagrana przez 15 alternatywnych amerykańskich muzyków (Alexandrę Hope, Lavender Diamond, Mountain Party, Winter Flowers, The Tyde... i inne zespoły o których prawie nikt prawie nigdy nie słyszał) z coverami piosenek Madonny z całego jej życia - od 'Everybody', przez uroczą hipisowską wersję 'La isla bonita', po zabawne 'Hung Up'. Na świecie wyszła już w zeszłym roku, ale dopiero niedawno trafiła do dystrybucji w Polsce (www.multikulti.com).



Każda piosenka jest w innym stylu - przez pop, folk, punk, indie rock, post grunge - wszystkie jakby niewyczyszczone, trochę brudne, smutne, zadziorne. Jakby wziąć tę wymuskaną Madonnę, tę niepoprawną 'material girl' i trochę wyczochrać, złachać, trochę przybrudzić, zmyć z niej makijaż, odmówić jej Photoshopu. I co? Królowa bez swoich atrybutów nadal jest piękna. Nie atrakcyjna i łatwa, lecz ambitna i trochę neurotyczna. Bardzo intrygująca. Nie mogę odszukać tego cytatu z Rity Gombrowicz, gdzie opowiadała, że Witold kazał jej się ubierać trochę niedbale, mówiąc, iż piękne kobiety nie muszą się stroić. Alternatywnym wersjom Madonny bardzo do twarzy z lekkim zapuszczeniem i niedopięciem.



Kit: Eliza Lumley 'She Talks in Maths. Interpretations of Radiohead', Magic Records

Eliza Lumley śpiewa Radiohead na jazzowo. Jak mówił Książę (nie mam na myśli Prince'a, tylko wspomnianego obok Gombro): 'Niekoniecznie trzeba być bogiem, by mieć wyznawców'. Basista Radiohead Colin Greenwood podobno zachwycił się jej interpretacjami. Trudno w to uwierzyć, słuchając wypranego z wszelkich emocji głosiku eleganckiej pani Elizy (owiniętej na okładce srebrnym lisem). Płyta co prawda przez jakiś czas była numerem jeden na jazzowych listach przebojów iTunes, ale ja podzielam zdanie fanów Radiohead, którzy pastwią się nad wokalistką, pisząc, że równie dobrze mogłaby śpiewać książkę telefoniczną, a nie łamiące serce teksty Thoma Yorka.



Jest jeszcze gorsza niż Enya. Totalny brak charakteru. Ani śladu psychodelicznych brzmień oryginału, wszystko czyściutkie, wymuskane, łagodne. Była plama, nie ma plamy! Rączki wymyte, jemy sztućcami i nie rozmawiamy przy jedzeniu. Damom nie służą silne emocje. Gdyby nie napis na okładce, że są to interpretacje Radiohead, być może nigdy byśmy się nie zorientowali. Jest to chyba pierwszorzędny przykład gatunku zwanego 'easy listening' - dla ludzi, którzy nie lubią, jak muzyka drażni. Jakby się bali, że porysuje im meble lub zadrapie miękkie kanapy. Płyta Elizy Lumley jest natomiast jak mięciutka szmatka do wycierania kurzu.



Źródło: Wysokie Obcasy

W numerze z 31 lipca