http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Plac zabaw nastolatków

Kinga Marszał-Norsworthy
06.10.2011 , aktualizacja: 29.09.2011 13:49
A A A Drukuj
Widok z Greenpointu na Manhattan Fot. Andrzej Bogacz/NIne Memories Widok z Greenpointu na Manhattan
Czynsze na Greenpoincie poszybowały w górę. Za kawalerkę trzeba dziś zapłacić nawet 1,8 tys. dol., a kilka lat temu cena była trzykrotnie niższa. Nieruchomości są drogie jak na Manhattanie, a chętnych ciągle przybywa
Impreza na basenie w parku McCarrena na Greenpoincie. Odbywają się tam również koncerty, pokazy filmów, a okoliczni mieszkańcy grają w kickball, grę podobną do baseballu, popularną w pierwszej połowie XX wieku
Fot. Aurora Photos/Alamy/BE&W
Impreza na basenie w parku McCarrena na Greenpoincie. Odbywają się tam również koncerty, pokazy filmów, a okoliczni mieszkańcy grają w kickball, grę podobną do baseballu, popularną w pierwszej połowie XX wieku
Manhattan Avenue, jedna z głównych ulic Greenpointu, który pod względem wysokości czynszów dogonił Manhattan
Fot. Andrew Henderson /The New York Times/East News
Manhattan Avenue, jedna z głównych ulic Greenpointu, który pod względem wysokości czynszów dogonił Manhattan
ZOBACZ TAKŻE
GALERIA ZDJĘĆ
Przez dekady lista offbeatowych mieszkalnych zakątków Nowego Jorku była niezniszczalna. Tłoczyły się na niej bezustannie te same modne nazwy: industrialne SoHo, filmowa TriBeCa, artystyczne Dumbo, a także najczęściej odwiedzany nocą Meatpacking District. Włączając w tę zręcznie przebraną listę popularne dziś undergroundowe LES (Lower East Side), okolice te przekształciły się w godne pozazdroszczenia mieszkalne enklawy. Ewolucja mobilnego jak żadna inna metropolia Nowego Jorku postanowiła przeskoczyć jednak jego wschodnią granicę i wykorzystać moment, gdy modne stają się pofabryczne budynki, obszerne industrialne lofty, magazyny przerabiane na mieszkania, galerie, restauracje i hotele. Tą do niedawna zapomnianą, a dziś zamieszkiwaną przez nowojorską bohemę dzielnicą jest Greenpoint.

Kosmopolityczna

Czasy, gdy na Greenpoincie królowali 'Szczuropolacy' i kiepsko przędący 'Szczęśliwi nowojorczycy' - bohaterowie spod ciemnej gwiazdy autorstwa Redlińskiego - minęły bezpowrotnie. Choć polskich śladów w tej brooklyńskiej dzielnicy nie brakuje, przypomina o nich autorka przewodnika 'Going Greenpoint' opublikowanego w cotygodniowym magazynie kulturalnym 'Time Out New York' - staje się ona bardziej amerykańska, a nawet bardziej kosmopolityczna niż polska.

Emigracja zarobkowa z Polski do USA i reemigracja spadają, co zauważył już trzy lata temu autor tekstu 'Zmierzch Greenpointu' Grzegorz Sokół ('Gazeta', 23.09.2008). Sytuacja ta ma miejsce nie tylko ze względu na niski kurs dolara, amerykańskie restrykcje imigracyjne i przeciągające się w nieskończoność przepisy dotyczące ruchu bezwizowego dla Polaków. Dziś wiodącym czynnikiem, dla którego Greenpoint staje się mniej polski, jest jego atrakcyjność wśród Amerykanów, a co za tym idzie - wzrost kosztów najmu mieszkań i pomieszczeń biznesowych i przez to wyparcie zasiedziałych polonijnych mieszkańców.

W ciągu ostatnich kilku lat czynsze poszybowały dramatycznie w górę. Za mieszkanie z jedną sypialnią, odpowiednik naszej kawalerki, trzeba dziś płacić około 1,5-1,8 tys. dol., podczas gdy jeszcze osiem lat temu stawka ta była trzykrotnie niższa. Ceny zakupu nieruchomości dorównują cenom małych apartamentów na Manhattanie. Victor Wolski, agent nieruchomości, przyznaje w dzienniku 'New York Times', że średnia cena domu jedno-, dwurodzinnego wynosi obecnie 600 tys. dol., ale nie brakuje też eleganckich kamienic w granicach miliona dolarów! Według planów zabudowy ta coraz modniejsza dzielnica ma zaoferować sprowadzającym się z Manhattanu młodym, dobrze zarabiającym ludziom ponad 10 tys. mieszkań (koszykarz Magic Johnson zainwestował w budowę kompleksu 130 ekskluzywnych apartamentów). Taki ruch zdecydowanie uderzy w lokalną społeczność od lat nadającą tej dzielnicy jej etniczny charakter. Ci, których manhattańskie ceny wynajmu mieszkań przestraszą, będą zmuszeni przesunąć się na obrzeża Brooklynu lub Queens. Szczęśliwcem ten, kto przed laty nabył nieruchomość, a obecnie może w niej nie tylko mieszkać, ale się z niej również utrzymywać.

Hippie, yuppie i Hollywood

Na ulicach Greenpointu coraz rzadziej słychać język polski. Z pobliskiego Williamsburga, starej żydowskiej dzielnicy, kilka lat temu ochrzczonej najbardziej artystyczną częścią Nowego Jorku, i zza rzeki East River (głównie z najbliżej położonej East Village) emigruje na Greenpoint nowojorska awangarda. Są wśród niej młodzi ludzie o nietuzinkowych zawodach i wysokich dochodach pracujący w dużych korporacjach na Manhattanie, jednak czołowe miejsce zajmują artyści, muzycy, performersi zwani ogólnie yuppies, a lokalnie - hipsters. Hipstersi, zwykle freelancerzy o charakterystycznym wyglądzie (wąskie dżinsy, podarte koszule, tatuaże, brody i obowiązkowo okulary Ray Ban), przerabiają z czułością stare greenpoinckie fabryki i magazyny na studia, pracownie i nieduże galerie.

Zadomowionych i nawiązujących do stylistyki retro yuppies można spotkać w pobliskim parku McCarren w czasie gry w kickball, która po 50 latach przeżywa drugą młodość. W tym niewielkim parku okoliczni mieszkańcy dają upust swym talentom - urządzają kameralne koncerty, często nie zwracając uwagi na publiczność. Z chęcią też oglądają prezentowane przez całe lato na płycie pobliskiego boiska filmy sprzed lat, na których projekcję przyjeżdżają obowiązkowo rowerami. "To miejsce zdecydowanie dla młodych" - mówi o Greenpoincie w wywiadzie dla 'New York Timesa' Henry Balaga, 61-letni emerytowany pracownik lokalnej poczty.

W legendarnej polskiej dzielnicy mieszkają też artyści i aktorzy Broadwayu. Swoje studia mają tu muzycy, których albumy można kupić w licznych sklepach oferujących winyle z przebojami sprzed lat. W wywiadzie dla 'New York Magazine' Josh Brolin, znany m.in. z filmów Olivera Stone'a 'Wall Street: Pieniądz nie śpi', 'To nie jest kraj dla starych ludzi' czy 'Obywatel Milk', przyznaje, że jest stałym bywalcem greenpoinckich zakątków: 'Regularnie odwiedzam tu swoją siostrę. To miejsce ma dobrą energię'. Aktor wyznaje Kevinowi Grayowi, że rozważa kupno mieszkania w Nowym Jorku, być może na Brooklynie.

Na Greenpoincie bywała też Jennifer Aniston wraz z filmowym partnerem Gerardem Butlerem; kręcili tu sceny do 'The Bounty Hunter'. W tutejszych barach można było też spotkać Keanu Reevesa. Regularnie są tu kręcone amerykańskie seriale 'Boardwalk', 'Six Feet Under', 'White Collar'.

Zaskakująca piątka

Ta stara dzielnica z polskimi tradycjami ma do zaoferowania znacznie więcej. W rankingach szkolnictwa publicznego z ostatnich lat Greenpoint zajmuje czołowe miejsca (wysokie noty w ogólnostanowych testach z matematyki i angielskiego). Wciąż jest jedną z tańszych dzielnic Brooklynu i zasadniczo bezpieczną. 'Pod względem statystyk przestępczości jesteśmy wśród ośmiu najlepiej radzących sobie z nią posterunków w Nowym Jorku, a na drugim wśród posterunków na Brooklynie' - oświadcza 'Nowemu Dziennikowi' Terence Hurson, szef 94. posterunku w polskiej dzielnicy.

Nadbrzeże Greenpointu, skąd można podziwiać położone po drugiej stronie rzeki nowojorskie drapacze chmur, jest od kilku lat rozbudowywane. W okolicach wschodniego wybrzeża można odpocząć w powstających jak grzyby po deszczu parkach. Od maja tego roku z nadrzecznego portu co 30 minut odpływają w kierunku Manhattanu i Queensu całoroczne promy.

Największą jednak niespodzianką jest to, że w zeszłorocznym rankingu '50 najpopularniejszych nowojorskich dzielnic mieszkaniowych', zorganizowanym przez Nate Silver, Greenpoint prześcignął kilkudziesięciu konkurentów i z wdziękiem wylądował na imponującym piątym miejscu! Pobił tym samym legendarne eleganckie dzielnice, w tym TriBeCa (dziewiąte miejsce) czy położony po sąsiedzku modny Williamsburg (15.). W rankingu wzięto pod uwagę: wskaźnik ekonomiczny, bezpieczeństwo, tereny zielone i życie nocne. Z tym ostatnim trudno się rzeczywiście nie zgodzić - Greenpoint z pewnością zajmuje czołowe miejsca w rankingach dotyczących nowojorskiej rozrywki.

Poza czytelnikami 'Time Out New York' o przemianie Greenpointu wiedzą polskie ladies zasiadające w salonie fryzjerskim Magnolia. 'Nic tu po nas. Polski Greenpoint z grającym w klubie Europa Michałem Urbaniakiem się kończy' - zwierzają się ze smutkiem dziennikowi 'New York Times'. I mają rację. Klub Europa znajdujący się w sercu Greenpointu i wydzielony z Polskiego Domu Narodowego (gdzie od lat odbywały się imprezy polonijne) klub Warsaw - idą z duchem czasu i dostosowują się do nowych okoliczności. W obu miejscach w weekendowe noce odbywają się koncerty muzyki niezależnej, a wśród tłumu bywalców nie słyszy się polskiego.

Slow food

Atrakcyjnością 'Zielony punkt' dogonił undergroundowy Williamsburg i cieszy się zacną liczbą barów, coffee shopów i restauracyjek. Choć tradycyjny greenpoincki stół cieszy się tu wciąż dużą popularnością (wędzona u Kiszki kiełbasa, lepione w Staropolskim pierogi i wypiekane pasztety), trudno mu się przebić przez pełną fuzji artystyczną kuchnię amerykańską. Aleja Franklina, równoległa do głównej ulicy handlowej Manhattan Avenue, oferuje niezliczone ilości maleńkich barów i jadłodajni. Do rarytasów należą znakomita kawa podawana z tostami francuskimi i własnej roboty masłem żurawinowym w Brooklyn Label czy placki kukurydziane serwowane w kolumbijskiej Cafecito Bogotá.

Kreatywnością wykazał się również Jordan Colon, właściciel niewielkiej restauracji Eat. Koncepcja slow food jest propozycją krótkiego menu serwowanego według maksymy: prosto, zdrowo i lokalnie. Jordana Colona można spotkać robiącego zakupy co sobota na tamtejszym bazarze, na który zjeżdżają się lokalni farmerzy. Najpopularniejszy jednak zakątek, w którym kiedyś filmowo pozowała Kasia Figura, wcielając się w rolę Tereski - bohaterki 'Szczęśliwego Nowego Jorku', mieści się na rogu Bedford Avenue i Lorimer Street. Z zamiarem otwarcia Five Leaves nosił się Heath Ledger. Po jego śmierci przyjaciele postanowili wcielić w życie ten plan i odnieśli ogromny sukces. Na stolik w tej niewielkiej narożnej knajpce trzeba czasem czekać 45 minut. Do listy restauracji - której nie ma końca - warto dodać skromniejszą, ale rozrastającą się listę sklepów z antykami i butików z odzieżą w stylu vintage. Trudno ominąć Kill Devill Hill na Franklin Avenue specjalizujący się w przedmiotach z lat 1850-1950. Można tu znaleźć jedwabne tkaniny czy suszarkę marki Handy Hannah.

Baby boom

'Jeśli szukasz przyjaznego dzieciom zakątka Brooklynu, z pewnością znajdziesz go w sąsiedztwie Carroll Gardens, Brooklyn Hights czy Park Slope' - zwierza się 'New York Timesowi' pani Zelvin. 'Te okolice są piękne, bezpieczne i oferują fantastyczne szkoły' - dodaje. 'Ale co mają do zaoferowania nam, rodzicom? Zaryzykowaliśmy i zdecydowaliśmy się na Greenpoint. Poza fantastyczną atmosferą, ekologicznymi marketami i elegancką kamienicą z charakterem, którą udało nam się kupić, cieszy się doskonałą opinią i stwierdziliśmy, że tu warto wychowywać naszego 20-miesięcznego syna' - mówi Zelvin.

Młodzi rodzice przeprowadzający się z Williamsburga, który staje się coraz ciaśniejszy, tłoczny i głośny, odkrywają, że Greenpoint jest czymś więcej niż tylko placem zabaw dla nastolatków w wąskich dżinsach. Oferuje też kilka prywatnych przedszkoli, kilkanaście klubików dziecięcych, zajęcia muzyczne czy rytmikę dla najmłodszych. Można tu zajrzeć do kilku świetnie prosperujących dziecięcych butików założonych przez tamtejszych rodziców czy umówić się z rodzicami innych dzieci w przygotowanych dla nich salach w budynkach mieszkalnych, tzw. playrooms. Greenpoint zachwyca też niezliczonymi przyjaznymi dzieciom i wózkom (co ważne!) restauracjami; ma to ogromne znaczenie w związku z odnotowywanym w ostatnich latach w tej okolicy baby boomem. 'Masz możliwość wyjść do baru w piątkowy wieczór i poczuć się znów sexy, a następnego dnia obudzić się u boku dziecka i wyskoczyć z nim na pobliski ekologiczny bazarek lub do klubiku na dziecięcy koncert' - fascynuje się Greenpointem Shana Liebman na stronach 'New York Timesa'.

Zdarzyło się tutaj

Sceny do filmu 'The Departed' (Infiltracja) w reżyserii Martina Scorsesego z udziałem Jacka Nicholsona i Matta Damona kręcone były w okolicach położonego przy Greenpoincie parku McCarren, w pobliskiej restauracji Park Luncheonette.

Hipsterski muzyk Franz Ferdinand mieszkał na Greenpoincie przez wiele lat, tej okolicy zadedykował piosenkę 'Eleanore Put Your Boots On'. Na Greenpoincie urodzili się bądź mieszkali: aktorka Mae West, aktor Mickey Rooney, pisarka dziecięca Margaret Wise Brown, piosenkarka Pat Benatar, rabuś bankowy Willie Sutton. Agencja modelek Ford zajmuje na Greenpoincie apartament, w którym regularnie odbywają się sesje zdjęciowe.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (6)

  • kolbet

    0

    @lubiegreenpoint
    Ja bym stawial na NJ.

  • kolbet

    0

    Tekst jest dowodem na to, ze kobiety (pani autorka) maja problem z mapa. Na Greenpoint'cie nie ma Franklin Ave - autorka kiedys widziala Franklin-costam, ale nie jest to Ave.
    Text jest nieaktualny:
    1. Luncheonette zamkniete od 2008 - bylo diner'em a nie restauracja.
    2. Gdzie sie bywa, to sprawa indywidualna.
    Ale:
    Brooklyn Label byl mody przez pierwsze pol roku po otwarciu, nie jest zabardzo popularny bo zamykaja go wczesnie. Five Leaves jest jednym ze znanych miejsc, prawda, choc jest tez nielubianym, ze wzgledu na te glupia kolejke. Kawe akurat maja najlepsza w okolicy.
    Jest cala masa innych miejsc wypelnionych hipsterskimi muzykami, chociazby Lulu's, Pencil Factory czy Manhattan Inn. Muzycy akurat bardzo lubia Lomzynianke... A muzycznie bywali na GP: Animal Collective, Dirty Projectors, LCD Soundsystem czy Grizzly Bear, moze te kapele, Polakom malo mowia, a sa legendarne w NY. A jeszcze mniej znale: Au Revoir Simone, MGMT, Cobra Starship, Neon Indian, School of Seven Bells, Suckers, Chairlift, Amazing Baby...
    Na GP mieszkala dziewczyna Alex Kapranos z grupy Franz Ferdinand. Kapranos bywal, ale nie mieszkal.
    Pan Grizzli z Grizzly Bear nagral pierwsza plyte w 2002 w mieszkaniu na GP - prosze sobie znalesc w ktorym kosciele krecono teledysk.
    W Warsaw gral chociazby Matisyahu. (A klubu nie podpalono).

    Butiki: Wymieniajac Kill Devill Hill milo by bylo tez dodac rownie znany i tuz obok In God We Thrust oraz Dalaga. I to nie sa oryginalne przedmioty tylko repliki.

    Oj, slaby research, slaby...

    Na marginesie. jedyne co niefajne na GP to Polacy.

  • lubiegreenpoint

    0

    smiem twierdzic, ze mieszkasz na Ridgewood

  • tehuana

    0

    Nie zamieszkalabym w tym syfie nawet, gdyby mi doplacili.

  • ruby.blue

    0

    "mieszkają tam artyści, muzycy, performersi zwani ogólnie yuppies, a lokalnie - hipsters"
    !!!

    Nie no, yuppie w garniaku, który zapinkala do korpory to nie wesoły hipster na rowerze. Śmiem twierdzić, że yuppie raczej hipstera zaprzeczenie.

    A na Greenpoincie byłam w zeszłym roku i.. 1) w dalszym ciągu jest obskurny. chyba, że bardzo się zmienił od 2010, w co nie wierzę. żeby wydać tyle kasy na dom tam, trzeba by upaść na głowę. mocno. i najlepiej kilka razy. 2) język polski słychać tam wszędzie. w kiosku polskie gazety i princessa. a Kiszka shop króluje nad całą dzielnicą. więc nie przesadzałabym z tym multikulturalizmem - to nadal raczej polonizm:D

  • sevennationarmy

    0

    Autorka powinna zajrzeć do słownika i sprawdzić, co to znaczy yuppie, bo ewidentnie tego nie wie. Następnie mogłaby sprawdzić, chociażby w Wikipedii, że Franz Ferdinand to zespół, a nie osoba. Na koniec - nie wiem, w którym roku oryginalnie ukazał się artykuł, ale Six Feet Under skończyli kręcić w 2005. Żeby pisać o popkulturze również trzeba coś wiedzieć, a przynajmniej sprawdzać.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX