|
Jak mnie wychowywano
| |
Wojciech Olejniczak
Pierwsza kobieta. Wydawałoby się, że powinienem myśleć o szczeniackim, szaleńczym uczuciu do Alki z trzeciej ławki. A jednak myślę o matce »
Andrzej Chyra
Od chwili gdy w czwartej klasie zapomniałem wierszyka na akademii, w ogóle nie brałem już w nich udziału »
Złe wychowanie Michała Witkowskiego
Ani bycia gejem, ani bycia pisarzem nikt ode mnie nie wymagał, przeciwnie - w obu przypadkach było to coś, co mnie odróżniało od reszty »
Gérard Depardieu. Ucieczka z Châteauroux
Moja babka była piękną kobietą o jasnym spojrzeniu. Pracowała jako babcia klozetowa na Orly. Spędzałem z nią na lotnisku część wakacji. To pewnie stąd wzięła się moja pasja do samolotów. Wsłuchiwałem się w głosy jak nie z tego świata: "Samolot do Bangkoku odlatuje o..." »
Jak wychowywano Janosha
Wszystko, co pozytywne, wyniosłem z domu dziadka, ale pisanie książek jest dla mnie przede wszystkim naprawianiem krzywd, jakich doświadczyłem »
Jak mnie wychowywano: Carlos Marrodan Casas
w Hiszpanii polonistów nie było, bo nikt ich nie potrzebował. Za to okazało się, że warto, bym zajął się tłumaczeniem. Pod koniec studiów zacząłem tłumaczyć poezję. Z hiszpańskiego na polski - pierwszy był najmniej znany tomik wierszy Federica Garcii Lorki "Poeta w Nowym Jorku", który nigdy nie ukazał się drukiem »
Jak mnie wychowywano: Tony Parsons
Mój tata był tak silny, że mógłby dusić ludzi gołymi rękami, ale gdy ja robiłem coś złego, po prostu na mnie patrzył. Nigdy nie podniósł ręki na mamę czy mnie. »
Jak mnie wychowywano: Leon Kieres
Gdy miałem cztery lata, założyłem się z kolegami, że zdążę przebiec przed wojskową ciężarówką na drugą stronę ulicy i wrócić. Auto zahamowało z piskiem w ostatniej chwili. Kierowca był tak roztrzęsiony, że najpierw mi wlał, a potem zaprowadził mnie do domu i w obecności mamy jeszcze poprawił, powtarzając, że to był cud, iż nie zostałem przejechany - opowieść o dzieciństwie profesora Leona Kieresa »
Jak mnie wychowywano: Henryk Gołębiewski
Do filmu dostałem się przez przypadek. Reżyser Janusz Nasfeter mieszkał w pobliskiej kamienicy i na co dzień widział nas, jak rozrabiamy. Pewnego dnia przyszedł i zapytał, czy nie chcielibyśmy zagrać w filmie. Poszliśmy całą ferajną na konkurs. Miałem wtedy dwanaście lat. Jedna próba, druga, trzecia, potem próba płaczu - z dużymi trudnościami, bo na podwórku nikt nie płakał, ale przeszedłem. No i tylko ja z całej ferajny, mimo że okropnie sepleniłem, a może właśnie dlatego, dostałem się do filmu. »
Jak mnie wychowywano: Paweł Januszewski
Tato od zawsze budził we mnie spory respekt - był dla mnie nie tylko ojcem, ale i dyrektorem szkoły. Reprezentował władzę, siłę, stanowczość. Zawsze dotrzymywał słowa. Gdy obiecał mi motorower, który kosztował dużo, bo około dwóch pensji, to po dwóch tygodniach go miałem. Jak powiedział, że nie pojadę przeziębiony na zawody, to choć przez całą noc kasłałem w poduszkę, to nie pojechałem. »
|
|





