2018-11-10
10
11
2018

Numer 11/2018

Okladka:

Dlaczego ubrałyśmy Marię Skłodowską-Curie w puchowy szal?

Ewa Wieczorek

Otuliłyśmy ją puchowym szalem, bo ciągle marzła. Nie wiadomo, czy bardziej z oszczędności, czy dlatego, że zapominała kupić węgiel. Jej noblowskie odkrycia wykluwały się w szopie, po której hulał wiatr. Na wielu zdjęciach wygląda, jakby było jej zimno.

Myślę, że to napięcie między ogromem naukowym i intelektualnym a kruchością jest składową wielkiej dziś, celebryckiej właściwie sławy Marii Skłodowskiej-Curie.

BBC ogłosiło ją niedawno najbardziej wpływową kobietą w historii. Ale jej sława już dawno wykroczyła poza uniwersytety i laboratoria. Dziś mierzy się ją liczbą Maryjek na koszulkach, znaczkach, kubkach i w internetowych memach („Mario, ale ty dzisiaj promieniejesz” albo w stylu Mateusza Morawieckiego: „Napisała »Potop«, wymyśliła komputer, a i tak pamiętasz ją tylko z »Ani z Zielonego Wzgórza«”).

Ale na poważnie: jest pionierką i wielką inspiracją. Skuteczną: właśnie Nobla z chemii dostała Amerykanka Frances H. Arnold. A z fizyki – Kanadyjka Donna Strickland. Obie dzielą te nagrody z kolegami, nie ma to jak koedukacja.

– Dziś we Francji na stu fizyków jądrowych przypada 25 kobiet. Nie ma wątpliwości, że to „efekt Curie” – mówi jej wnuczka Hélene Langevin (fizyk jądrowy, jak matka i babka).

Plotkując: Hélene wyszła za mąż za wnuka Paula Langevina, kochanka Marii. Z powodu tego romansu jej babcia o mało nie dostała drugiego Nobla. Czasy były pruderyjne i świat kobietom nie sprzyjał. Skłodowska musiała sobie wyrąbać w nim miejsce – i tę ścieżkę zostawiła nam. Była pierwszą kobietą nagrodzoną Noblem, pierwszą kobietą profesorem na Uniwersytecie Paryskim, pierwszą kobietą pochowaną na Panteonie. A jeszcze dwa lata przed jej śmiercią w encyklopedii Larousse’a była o niej tylko wzmianka doklejona do noty o Piotrze Curie: „Żona, z domu Skłodowska, brała udział we wszystkich jego pracach i kontynuowała je po śmierci męża”.

No i jest uosobieniem pragnienia, które wciąż niesiemy na sztandarach. „Chcemy całego życia” – krzyknęła Zofia Nałkowska ponad sto lat temu. Miała na myśli nie tylko prawo do głosu, do edukacji, do pracy, ale także prawo do rozkoszy. Powtarza to dziś swojej córce pisarka o kilka pokoleń młodsza – Marta Dzido.

Skłodowska, patrząc na nią z odległości, miała to „całe życie” – pracę, która była jej pasją, wielką miłość, dzieci.

Była wolna i spełniona. Czy była szczęśliwa? To wie tylko ona.

Zaglądajcie na naszą stronę wysokieobcasy.pl i profil na instagramie @wysokieobcasy_extra

***

Listopadowy numer "Wysokich Obcasów Extra" już w sprzedaży

POPRZEDNIE NUMERY