Żyjemy zgodnie z zasadami zero waste i jeszcze nigdy nie zdarzyło się nam, żeby ktoś na nasze worki na zakupy i słoiki zareagował w jakiś nieprzyjemny sposób. No może raz, bo Anita zapytała kiedyś w Agata Meble o to dlaczego do zabezpieczenia szkła jest tylko folia a nie papier i pani przy kasie wezwała na pomoc ochroniarza. Ten jednak był dosyć zdezorientowany, bo zastał scenę, w której spokojnie owijała już szkło w bluzę i nie był pewny czy właśnie kradnie szkło czy się po prostu ubiera, postanowił więc w milczeniu odprowadzić ją aż do drzwi.

Doświadczenie uczy nas, że najlepiej powiedzieć po prostu, że się nie śmieci, na ogół w odpowiedzi można usłyszeć, że ktoś inny tę decyzję popiera. Nie wiedzieć czemu takie deklaracje najczęściej padają w kolejce do kasy z ust osób, które swoje zakupy ładują do folii.

Są jednak przypadki trochę trudniejsze komunikacyjnie. Oto one:

Kobiety mają dużo pytań

To nie jest cecha płci, ale akurat tak się złożyło, że to nasze koleżanki, sąsiadki i znajome mają najwięcej pytań. I to nie tam takie otwarte, że „jak ty to robisz?” tylko od razu przechodzą do konkretów. Chcą znać adresy sklepów, ścieg jaki zastosowałyśmy przy szyciu worków na zakupy żywnościowe, marki kosmetyków, adresy sklepów stacjonarnych i internetowych. To norma. Raz dostałyśmy nawet pytanie o zużycie litrów (!) octu dziennie.

Najczęściej padają też pytania bardzo osobiste, o to czy mamy mężów albo dzieci, jeśli nie to dlaczego, jeśli tak, to jak „ich ogarniamy”. Czasami od razu w pakiecie pada pytanie o wiek ewentualnych dzieci, zawód domniemanego męża, przebyte choroby i plany życiowe.

Na początku życie zero waste wydawało nam się trudne, potem doszłyśmy do wniosku, że przynosi korzyści, które te trudy równoważą, natomiast jak rozmawiamy z niektórymi koleżankami to mamy wrażenie, że o wyzwaniach zero waste mogą mówić tylko samotne matki piątki małych dzieci pracujące na dwa etaty w trzech miastach, do których mogą dojechać tylko rowerem i to pod górkę.

Serio - kobiety przepytują do pierwszej skuchy. Po niej następuje sakramentalne : „No widzisz i ja mam właśnie inaczej i dlatego bym nie mogła tak jak ty”.

Z mężczyznami zwykle sprawa jest prosta. Mówimy, że nie śmiecimy, oni mówią, że tak się nie da, my wyciągamy telefony i pokazujemy zdjęcia tego co jest w naszych koszach na śmieci, oni mówią że to nic nie da. My tłumaczymy dlaczego coś da, a oni na to, że w domu to w sumie i tak nie oni robią zakupy. Tylko śmieci wynoszą.

Oczywiście to duże uproszczenie, ale rozmowa (bez względu na płeć) toczy się zawsze albo w jedną albo w drugą stronę

Rysa na szkle

Drugi typ rozmówcy to tropiciel luk w systemie. Kiedy mu się powie, że nie jemy mięsa, to zapyta o buty ze skóry. Jak się powie, że jest problem ze sprzątaniem po psie, to będzie dopytywać czemu nie chodzimy za nim z małym wiadereczkiem a po przyjściu do domu nie spłukujemy w toalecie.

Jak się powie, że tworzyw unikamy, natychmiast zapyta o prezerwatywy. Wszystko to autentyczne i niemal pewne przypadki na każdym towarzyskim spotkaniu gdzie temat schodzi na zero waste.

Kiedyś zastanawiałyśmy się nad tym dlaczego osoby, dla których wyzwaniem jest iść do sklepu ze swoją torbą oczekują, żebyśmy się przestawiły na kalendarzyk (!), ale potem doszłyśmy do wniosku, że taka rysa na szkle sprawia, że robimy się dla nich bardziej autentyczne.

„Tropiciele” to najczęściej osoby przekonane do zero waste ale jednocześnie niesłusznie przeświadczone o tym, że każdy zerowaster to chodzący ideał, do którego normalnym śmiertelnikom jest daleko. Jak się to przekonanie zburzy ( choćby oczywistą deklaracją o używaniu prezerwatyw, albo wyznaniem że owszem- nam też się czasami zdarzy foliówka) to droga do bezodpadowego życia nagle robi się dla nich łatwiejsza.

Ortodoksi są wśród nas

Paradoksalnie z taką rysą może sobie gorzej poradzić zerowaster z krwi i kości, który lubi wytykać odstępstwa od zasad. Wprawdzie rzadko, ale takie sytuacje też się zdarzają i po prostu trzeba wziąć na nie poprawkę. Jeśli się komuś wydaje że weganin przywita w dyskusji wegetarianina jak sympatycznego młodszego kuzyna, to widać ze nigdy nie uczestniczył w dyskusji o diecie.

Bawełniana torba na zakupy? W życiu, prawdziwy zerowaster nigdy nie zmarnuje tyle wody na uprawę bawełny. Plastik? Nigdy i pod żadnym pozorem, co z tego, że ten grzebień masz od lat?

Takie dyskusje - zwłaszcza na forach internetowych zdarzają się bardzo często. Na ogół kwestią zapalną jest dieta, która wzbudza najwięcej emocji. My też nie jesteśmy od tego wolne, bo czasem zdarza nam się zapędzić w dyskusji, ale z biegiem czasu nauczyłyśmy się przede wszystkim chwalić za dobre (nawet jeśli drobne) zmiany.

Jeden kotlet w tygodniu mniej? Super. Szczoteczka ciągle z plastiku, ale za to keczup już tylko w słoiku? Ekstra, dobra robota. Takie rozmowy dają większe pole do dobrych zmiany w przyszłości niż tyrada na temat braków w czyimś zerowastowym życiu. No i mamy niemal gwarancję, że jeśli nasz rozmówca dojrzeje do kolejnej zmiany, przyjdzie do nas o niej porozmawiać. A my lubimy rozmawiać o zero waste, staramy się to robić jak najczęściej, bo to także jest sposób na zmianę naszego otoczenia.

***

Nasz wyścig o najmniejszy ślad węglowy trwa od 10 marca. Jego przebieg można śledzić na wysokieobcasy.pl/szanujeniemarnuje i na FB na Low Impact Woman

Logo akcji 'Szanuję, nie marnuję'Logo akcji 'Szanuję, nie marnuję' materiały redakcyjne