Cykl spotkań "Kobiety wiedzą, co robią" to okazja do tworzenia kobiecej wspólnoty: rozmów z kobietami, o kobietach i o sprawach kobiet, jedyne w swoim rodzaju forum wymiany myśli. Tym razem spotykamy się w Centrum Kultury w Lublinie.

- Co roku, we wrześniu, my, kobiety, lublinianki, spotykamy się, by mówić o sprawach ważnych. To wielka energia i wielka siła, wracamy naładowane tą energią, by spełniać siebie - mówiła Monika Lipińska, zastępczynią prezydenta Lublina.

- W "Wysokich Obcasach" wierzymy, że nie da się żyć wirtualnie, trzeba się spotykać, rozmawiać i wzmacniać, więc cieszymy się, że jesteście z nami - powitała gości Aleksandra Klich, redaktorka naczelna „WO”.

Jak kobiety zmieniają świat

W pierwszym panelu "Kobiety zmieniają świat" poprowadzonym przez Aleksandrę Klich wzięły udział: Monika Lipińska, prof. Grażyna Ginalska, naukowczyni stojąca na czele zespołu, który stworzył tzw. sztuczną kość, Katarzyna Miller, psychoterapeutka, i Karolina Korwin-Piotrowska, dziennikarka.

Aleksandra Klich zaczęła od pytania o szukanie własnej drogi i zdobywanie pewności siebie. - Jestem z małej miejscowości, było mi bardzo ciężko, uważałam, że jestem mniej ważna. Na studiach odważyłam się wychodzić na scenę, pomogły mi występy w zespole folklorystycznym. Tak zdobyłam odwagę, by pracując, nie bać się niczego - opowiadała o znajdowaniu swojego głosu prof. Ginalska. Przyznała też, że jej praca wiąże się z licznymi wyzwaniami, a za porażkę uważa to, że materiał, który potrafi uratować przeznaczoną do amputacji kończynę, wciąż nie został certyfikowany.

Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta

- Kochane panie, nie ma porażek, są tylko doświadczenia. To twórcza walka i zdobywanie szczytów - kontrowała Katarzyna Miller. - Mamy być totalnymi egoistkami, a jesteśmy wychowywane na służki. Mamy cudowną energię i masę umiejętności. Przecież prawie każda kobieta potrafi wszystko.

Zwróciła też uwagę na to, że kobiety wciąż żyją w przekonaniu, że są nie dość dobre.

Wiceprezydent Lipińska przekonywała, że urząd, który sprawuje, daje większą sprawczość i możliwości. - Mam przychylność swojego szefa, że daje mi wolną rękę w sprawach społecznych, którymi się zajmuję. Wizytówką Lublina jest polityka senioralna.

- Bardzo wielu osobom tłumaczę, żeby przestały się bać i były sobą. W czasach, w których jest wolność, my jesteśmy przerażonymi ludźmi, a strach jest największą blokadą wszelkich zmian. Pytanie, co z tym strachem zrobimy - zastanawiała się Korwin-Piotrowska. - Wychowałam się w domu, w którym tchórzostwo było największym grzechem. Zawsze mi mówiono: "Ponoś konsekwencje swoich czynów".

Praca w mediach uczy, że nie jesteś zupą pomidorową, żeby mieli cię lubić wszyscy. Nie mam problemu, żeby za coś przeprosić.

Korwin-Piotrowska pokusiła się też o gorzki komentarz, że zmieniło się jej myślenie o tym, że można powiedzieć wszystko. - Świat jest w tej chwili tępą siekierą ciosany i jeśli nie chcesz zranić wielu ludzi, musisz się bardzo zastanowić, co mówisz i robisz. To potworne czasy.

Panie przekonywały, że nuda i bezmyślność to towar luksusowy, ale żeby zmieniać świat, trzeba przede wszystkim zadbać o siebie. Mówiły o korzyściach płynących z odpuszczania sobie, zwłaszcza tego, na co nie mamy wpływu.

Prof. Ginalska przyznała, że lubi i woli pracować z kobietami, bo nawet jeśli się czubią, są zadaniowe i praca idzie szybciej. - Kobieta musi umieć, musi zrobić wszystko na czas.

W odpowiedzi na pytanie z sali padło też wiele rad dotyczących tego, jak ojcowie powinni wychowywać córki, żeby umacniać je w świecie, zaszczepić im pewność siebie. Miller przekonywała, że ważne jest mówienie im, że są piękne, mądre i dadzą sobie radę, a Korwin-Piotrowska zwróciła uwagę na potrzebę rozmowy.

Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta

Poznaj naszą redakcję

W czasie drugiego panelu lubelska publiczność miała okazję poznać redakcję "Wysokich Obcasów" i zajrzeć nieco za kulisy pracy dziennikarek "WO". W rozmowie poprowadzonej przez Kamilę Kalińczak, redaktorkę naczelną Instytutu Dobrego Życia, wzięły udział Aleksandra Klich, Monika Tutak-Goll, wicenaczelna "WO", i Magdalena Karst-Adamczyk, szefowa serwisu Wysokieobcasy.pl.

Monika Tutak-Goll przekonywała, że każda kobieta ma szansę zostać bohaterką "Wysokich Obcasów". - Każda kobieta jest pasjonująca - mówiła, choć przyznała, że dla niej najważniejsza jest Halina Birenbaum, pisarka ocalona z Holocaustu, która uczy przede wszystkim tolerancji i przebaczenia.

O historii Weroniki Rosati mówiła Aleksandra Klich, podkreślając odwagę aktorki i przypominając, że jej wyznanie nie mogło być łatwe. - Ona do dzisiaj nie ma pewności, że ludzie jej wierzą. Spotyka się na każdym kroku ze wzruszeniem ramion i wątpliwościami ze strony ludzi.

Klich zwróciła też uwagę na to, że przemoc w rodzinie to nie domena małych miasteczek czy rodzin uznawanych za patologiczne, ale to też opowieść z warszawskiego apartamentowca, z pierwszych stron gazet i celebryckiego blichtru. Świadczy też o tym historia Karoliny Piaseckiej przypomniana przez Magdę Karst-Adamczyk. - Nasze czytelniczki mają to do siebie, że najpierw przytulają i pocieszają, a później zaczynają działać - zaznaczyła Karst-Adamczyk, dodając, że za artykułami "Wysokich Obcasów" często idą realna pomoc i wsparcie psychiczne. - Kobiety są nie tylko wrażliwe i czułe, ale też skuteczne.

- Feminizm oznacza równość - podkreśliła Tutak-Goll.

- Informacje powinny być obiektywne, a opinie wolne - odpowiedziała Klich na pytanie o dziennikarski obiektywizm.

Czym jest przedsiębiorczość kobiet

Tuż po południu rozpoczęła się dyskusja o przedsiębiorczości kobiet. Panel poprowadziła Małgorzata Domagała, dziennikarka "Gazety Wyborczej" w Lublinie, a wzięły w niej udział Joanna Mosiej-Sitek, wydawczyni "Wysokich Obcasów", Halina Chrzanowska, deweloper, Anita Wysokińska, prezes zarządu firmy Global Property, spółki, która wybudowała i zarządza hotelem Hampton by Hilton w Lublinie, Marta Majchrzak, psycholożka społeczna i badaczka od kilkunastu lat współpracująca z instytutami badawczymi, i Anna Szulżyk-Maciąg, dyrektorka finansowa POL-SKONE.

Panel  'Czym jest przedsiębiorczość kobiet'Panel 'Czym jest przedsiębiorczość kobiet' jwr

Panie opowiadały o tym, jak znalazły się na stanowiskach, które obecnie piastują, a które często są uznawane za męskie. - W naszej firmie mamy parytet płci i kobietę dyrektora technicznego. To spotyka się z ogromnym zdumieniem - mówiła Szulżyk-Maciąg, a Chrzanowska przypomniała, jak na początku swojej kariery próbowała się wpisać w taki trudny, męski scenariusz. - Dzisiaj oczywiście także istnieje szklany sufit. Zmiana mentalności nie idzie tak szybko, więc cieszmy się z tego, ile już mamy.

Niejaką wyrwą w męskim świecie biznesu okazała się branża hotelarska, o której co prawda trudno powiedzieć, że jest kobieca, ale jak podkreśliła Wysokińska, na pewno nie jest zdominowana przez mężczyzn.

Marta Majchrzak przywołała swoje badania, z których wynika, że kobiety, które wyprowadzają się z rodzinnego domu, często od razu trafiają pod skrzyła innych opiekunów, najczęściej mężów. Dodała, że te kobiety często nie rozumieją tych, które realizują się w korporacjach czy biznesach. - Pamiętajmy, że niezależnie od płci mamy otwarte wszystkie ścieżki.

- Staram się wypierać badania Marty - trochę żartobliwie komentowała Mosiej-Sitek. - Mam misję namawiania do niezależności finansowej. Chcę, żebyśmy znały konsekwencje opierania się tylko na drugiej osobie, bo np. zdarza się, że mąż wcześnie umiera, zostawia partnerkę dla młodszej. Wtedy okazuje się, że odchodzi z całym majątkiem.

Mosiej-Sitek przywołała też Marię Skłodowską-Curie, przypominając, że naukowczyni, która pracowała w wybitnie męskim świecie, miała wokół siebie silną kobiecą grupę wsparcia: najpierw siostrę, później koleżankę, która zorganizowała zbiórkę dającą Skłodowskiej stypendium. Podkreśliła, że ważne jest, żebyśmy się wspierały. Powołała się m.in. na Madeleine Albright i jej słynną sentencję, że w piekle jest specjalne miejsce dla kobiet, które nie wspierają innych kobiet.

Z panelu płynęły podobne wnioski jak te z wcześniejszych rozmów: kobiety są wielozadaniowe i potrafią sobie poradzić nawet w bardzo trudnych warunkach, ale niezwykle ważne jest też siostrzeństwo, wsparcie, którego sobie nawzajem udzielają. - Może panie zaskoczę, ale dla mnie wielkim wsparciem jest mąż - zaznaczyła Chrzanowska. - Zdarza się więc, że mężczyźni nie zostawiają dla młodszych.

Zgodziła się z tym Szulżyk-Maciąg, która wspomniała także o tym, jak ważna w jej życiu jest mama i ile od niej dostała dobrej energii.

- Spośród wszystkich menedżerów w naszej firmie jest tylko jeden mężczyzna. Nie chciałyśmy ich wyeliminować. Może zadziałało to kobiece wsparcie i wielozadaniowość? - zastanawiała się Wysokińska. - Można i pracować zawodowo, i dbać o dom, rodzinę, i być blisko dzieci. Świat nie powinien zmierzać do całkowitego wyemancypowania, bo to chyba nie leży w naszej naturze.

Joanna Mosiej-Sitek zwróciła uwagę na normy społeczne, podkreślając, że ważne są wybór i równość. Zauważyła, że często to mężczyźni, którzy zostają w domu i opiekują się dziećmi, stają się obiektem przynajmniej zdziwienia.