Konferencja "Kobiety wiedzą, co robią" już po raz drugi dotarła do Łodzi. Spotkanie otworzyły Joanna Mosiej-Sitek, wydawczyni "Wysokich Obcasów" i Aleksandra Klich, redaktorka naczelna tygodnika. - Lubimy być z wami, naszymi Czytelniczkami. To, co nadaje sens naszej pracy jest to, że jesteście po drugiej stronie i czytacie nasze teksty. Takie spotkania, jak te, są nie do przecenienia - zapewniała Klich.

 Mosiej-Sitek przywołała Madeleine Albright, amerykańską polityk, byłą sekretarz stanu, która gościła niedawno w "Gazecie Wyborczej". - Do redakcji przyjechała Madeleine Albright, twórczyni słynnych bon motów, jak np. ten, że w piekle jest specjalne miejsce dla kobiet, które nie wspierają innych kobiet. Brzmi strasznie, więc pamiętajmy o tym. A w naszej redakcji przypomniała jeszcze amerykańskie powiedzenie: "if you see something, do something", czyli "jeśli coś widzisz, powiedz o tym". Albright dodaje do tego, że jak coś widzisz to o tym powiedz, ale też coś z tym zrób. My spotykamy się w ramach cyklu "Kobiety wiedzą, co robią", żeby porozmawiać o tym co widzimy i czujemy, ale chodzi o to, żeby po wyjściu stąd działać, zrobić coś ze sobą i światem. Bo jest wiele do zrobienia.

Bądźmy bezczelnie śmiałe

Panel o silnych i twórczych kobietach poprowadziła Natalia Waloch, dziennikarka "Wysokich Obcasów". Z prof. Jolantą Rudzką-Habisiak, rektorem łódzkiej ASP, Małgorzatą Kalicińską, pisarką i dziennikarką, dr Julitą Czernecką, socjolożką i trenerką umiejętności i Aleksandrą Klich, redaktorką naczelną "Wysokich Obcasów" rozmawiała o tym, że wbrew utartym od wieków sądom, kobiety nie są zdolne jedynie do dbania, zachowywania i utrzymywania czegoś w ładzie, ale też do twórczości.

Dyskusję rozpoczęła prof. Jolanta Rudzka-Habisiak, która mówiła nie tylko o kobietach zajmujących się sztuką, ale także tych, które piastują kierownicze stanowiska - Musimy pracować dwa, trzy razy więcej i stosować dyplomatyczne triki, żeby osiągnąć cel. Jesteśmy zdolne do panowania nad sytuacją wielowątkową, czego panowie nie potrafią, skupiają się na jednym wątku.

Wspomniała też, że płeć niejednokrotnie decyduje o sukcesie lub jego braku. - Kiedyś zdobyłam ważną nagrodę w Japonii tylko dlatego, że prace były numerowane i nie było wiadomo, że jestem kobietą. Przez wiele lat byłam bardziej znana na świecie, w Stanach niż w Polsce. To pozwoliło mi uwierzyć w siebie. Każda z nas płaci za to cenę, moją jest to, że jestem po rozwodzie.

TOMASZ STAŃCZAK

Prof. Rudzka-Habisiak mówiła także o parytetach na łódzkiej ASP zapewniając, że nie tylko zatrudniła wiele wykładowczyń, ale zamierza zatrudnić kolejne. Podkreśliła także, że pensje mężczyzn i kobiet także są równe. Wspominała, że jej początki jako rektora nie były łatwe, zmagała się z nienawistnymi komentarzami ze strony mężczyzn, pojawiały się ulotki, że doprowadzi szkołę do ruiny, ale swoimi działaniami doprowadziła do tego, że kolejne wybory wygrała z przewagą 3/4 głosów.

Aleksandra Klich przekonywała, że jedyną metodą na hejt w internecie jest próba wybierania z zalewu komentarzy, tylko te merytoryczne, choć przyznała, że to niełatwe. - Nieustająco oglądamy się na innych, przejmujemy się. Tak nie można. Pracuję w zawodzie, który jest bardzo męski, musiałam przestać przejmować się tym, co myślą o mnie mężczyźni. Uczę się od kobiet, moich koleżanek. Czasami wystarczy opanować kilka trików, żeby wzmocnić siebie i mówić swoim głosem.

Ale dla mnie najważniejsze jest dawanie wsparcia innym kobietom, staram się to robić i stałam się w tym bezczelnie śmiała.

 - Zostałam wychowana na grzeczną dziewczynkę, nasączona przekonaniami, że nie umiem, nie uda mi się, nie bierz się za to. Wyrosłam na osobę niepewną siebie. Bardzo dużo tej pewności siebie dał mi mój były mąż - opowiadała Małgorzata Kalicińska. I przytoczyła jak musiała zając się inwestycją na Mazurach i kiedy poczuła, że potrafi sobie ze wszystkim poradzić. Nic tak nie daje siły, jak sukces. Nieważne, czy duży, czy mały.

Jako pisarka byłam na wsi w okolicach Rzeszowa, odniosłam wrażenie, ze rozmawiamy o dwóch róznych światach Polek miastowych i wiejskich. Jedna z nich zapytała: jakie możemy odnosić sukcesy, nie chodzimy w szpilkach, nie mamy laptopów, pracujemy ciężko na roli. Powiedziałam, proszę pani właśnie wygłsoiła pani fantastyczną rozmowę we własnej sprawie. Bo to dzięki pani ja mam bułeczki, śmietankę, odchowała pani cudowne dzieci. To wielki sukces. To jest to, co my zaniedbujemy.

O syndromie oszustki mówiła Julita Czernecka, zauważyła też, że strażniczkami tradycyjnych wartości są najczęściej nasze własne matki. - Zauważam powrót do tradycyjnych ról, okopywania się w tych miejscach. Fantastycznie, jeśli wybieramy je świadomie, źle jeśli to jest narzucone przez społeczeństwo.

Na trudy łączenia pracy z domem i rodziną zwracała uwagę Aleksandra Klich mówiąc, że nie ułatwia tego ani państwo, ani pracodawcy, przez co kobiety często rezygnują z pracy. Panie z publiczności podkreśliły, że z największymi trudnościami zmagają się matki osób niepełnosprawnych.

Prof. Rudzka-Habisiak opowiadała o kobietach w świecie sztuki i przypomniała awanturę wokół prac Natalii LL i Katarzyny Kozyry. Mówiła też o performansach Mariny Abramović i proteście ekologicznym Joanny Rajkowskiej, której sztuczna palma na rondzie de Gaulle'a nagle zwiędła.

Polka ma być grzeczna

TOMASZ STAŃCZAK

O przedsiębiorczości kobiet rozmawiały Hanna Zdanowska, prezydentka Łodzi, Anna Bojanowska-Sosnowska, socjolożka, Karolina Korwin-Piotrowska, dziennikarka i pisarka i Joanna Mosiej-Sitek. Panel poprowadziła dziennikarka łódzkiej "Wyborczej", Blanka Rogowska.

Rozmowę zaczęła Hanna Zdanowska opowiadając o swojej ścieżce zawodowej i realizowaniu się w pracy uważanej typowo za męską. - Młoda inżynier, nowa dziewczyna na budowie była zagrożeniem - wspominała Zdanowska przypominając też, że było jej na początku bardzo trudno. Mówiła, że szacunek zjednała sobie ucząc się od innych i przekonując, że nie jest we wszystkim najlepsza.

Karolina Korwin-Piotrowska opowiadała o sytuacji kobiet w mediach. - Doszedł do mainstreamu głos, który sekuje, wyklucza, wytyka palce. To, co kiedyś było chamstwem staje się powodem do bycia sławnym. Zachowanie haniebne jest trampoliną do sukcesu. Także w stosunku do kobiet - mówiła gorzko. - Miałam to wielkie szczęście, że kiedy zaczynałam pracę w mediach, jak podkreślił Wojciech Mann, najważniejsze było to, że nic nie umiałam, że nie byłam naznaczona poprzednimi czasami. Byliśmy bardzo parytetowo dobierani, choć nikt nie używał tego słowa.

Korwin-Piotrowska przekonywała, że w polskim show-biznesie nie zrobi kariery kobieta, która ma opinię trudnej, jest zbyt kontrowersyjna.

- Polka ma być grzeczna. Jeśli chcesz zrobić karierę, musisz być grzeczna.

Anna Bojanowska-Sosnowska potwierdziła opierając się na statystykach, że rynek pracy nie jest przyjazny kobietom i wiele z nich nie pracuje. Przekonywała też, że zarówno kobiety, jak i mężczyźni negocjują stawki, ale jeśli powie im się, że nie można tego robić, w przeciwieństwie do mężczyzn, grzecznie przestaną. Podkreśliła także, że kobiety muszą o siebie zadbać, choćby posiadając własne konto. - Kobietom trzeba uświadomić, że muszą być pracownikiem, a nie niewolnikiem. W mojej optyce, jeśli ktoś rezygnuje z pracy dla 500+ to nie jest pracownikiem, tylko właśnie niewolnikiem.

Czego chcą Polki na rynku pracy? - Łódzka "Matka Polka" jako jedyna chodziła do roboty na cztery zmiany. To kobiety w Łodzi były głównymi chlebodawcami, one utrzymywały finansowo domy. Nie ma jednego modelu, ale bardzo dużym uproszczeniem jest mówienie, że Polki nie chcą pracować i chcą niższego wieku emerytalnego. Ich emerytury będą głodowe, bo wylicza się je na podstawie stażu pracy - mówiła Bojanowska-Sosnowska. Przekonywała też, że w przypadku zwolnień, pierwsze zwalniane są kobiety.

TOMASZ STAŃCZAK

Joanna Mosiej-Sitek mówiła o zarządzaniu różnymi pokoleniami ludzi i zmianach, które zachodzą na rynku pracy. - Nie wierzę w pokolenie millenialsów. Nie wydaje mi się, że chodzi o różnice pokoleniowe, a raczej o podział na osoby, które już wiedzą, czego chcą i takie, które jeszcze szukają. To nie ma nic wspólnego z wiekiem.

Podkreśliła też, że kobietom brakuje pewności siebie. Prosząc o podwyżkę często motywują to trudną sytuacją życiową, zamiast mówić o swoich dokonaniach i zasługach.