"Kobiety wiedzą, co robią" to cykl paneli dyskusyjnych i warsztatów, podczas których kobiety rozmawiają z kobietami o tym, co w życiu najważniejsze, wymieniamy się doświadczeniami, radzimy, jak dobrze żyć i dbać nie tylko o to, co najbliżej, ale także o całą planetę przez drobne, codzienne czynności.

Byłyśmy już m.in. w Łodzi, Poznaniu, Krakowie czy Rybniku, gdzie rozmawiałyśmy o zmieniającym się miejscu kobiet na rynku pracy, wpływie smogu na nasze zdrowie, dbaniu o siebie, ale także o polityce - tej lokalnej i tej krajowej.

Wreszcie dotarłyśmy do Warszawy. - Warszawa jest dla nas szczególna, bo zaprosiłyśmy was do miejsca, gdzie powstają "Wysokie Obcasy". Mam nadzieję, że dajemy wam nimi codziennie energię, której dziś chcemy zaczerpnąć od was. Często słyszymy od was, że od pokoleń czytacie "Obcasy" i dzisiaj to właśnie widzimy - otworzyła konferencję Joanna Mosiej-Sitek, zastępczyni wydawcy "Gazety Wyborczej" i wydawczyni "Wysokich Obcasów".

Martyna Wojciechowska na 'Kobiety wiedzą, co robią'Martyna Wojciechowska na 'Kobiety wiedzą, co robią' Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta

Martyna Wojciechowska, dziennikarka i podróżniczka, opowiedziała o sile kobiet i pięknie, które znajduje na krańcach świata. - Jestem emanacją tego, kogo spotkałam, i doświadczenia, które z tych spotkań wyniosłam. "My, kobiety" - w tym sformułowaniu jest wielka siła. Z doświadczenia wiem, że zawsze, kiedy to kobiety objaśniają mi świat, jest łatwiej, jest znacznie mniej zagrożeń, a więcej możliwości.

Wojciechowska dzieliła się swoimi spostrzeżeniami, opowiadała o dyskryminacji kobiet na świecie, różnym postrzeganiu piękna i przemocy, z którą borykamy się każdego dnia. - Nasze prawa, drogie panie, zaczynają się od tego, jak o sobie myślimy, jak o sobie mówimy i jak pozwalamy innym o nas mówić. Kobiety nie mówią "zrobiłyśmy", tylko "udało się" - podkreśliła Wojciechowska, za co została nagrodzona brawami. - Widzę to na każdym krańcu świata, że w nas, kobietach, jest ogromna siła. Pamiętajmy, że walcząc w Polsce o nasze prawa, nie walczymy tylko o siebie. Nie chcę dyskutować o równych prawach kobiet i mężczyzn. Chcę, żeby to było faktem!

Silna słaba płeć

Konferencję zaczęłyśmy panelem "Skąd się bierze siła kobiet", podczas którego Natalia Waloch rozmawiała z Henryką Krzywonos-Strycharską, uczestniczką i organizatorką gdańskich strajków w 1980 r., sygnatariuszką Porozumień Sierpniowych, Martyną Wojciechowską oraz Joanną Scheuring-Wielgus, polityczką i socjolożką. - Proszę zobaczyć, kto siedzi na tych fotelach. Przypominam, że dawno temu o kobietach mówiło się "słaba płeć" - żartowała Waloch.

Kobiety wiedzą, co robią. Natalia Waloch prowadzi panel o sile kobiet z Martyną Wojciechowską, Henryką Krzywonos-Strycharską i Joanną Scheuring-WielgusKobiety wiedzą, co robią. Natalia Waloch prowadzi panel o sile kobiet z Martyną Wojciechowską, Henryką Krzywonos-Strycharską i Joanną Scheuring-Wielgus Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta

- Jak chcemy, bywamy słabą płcią. Kiedy SB wyłączyło mi prąd, wchodziłam na słup i wkręcałam korki. Umiem to zrobić, bo zmusiła mnie sytuacja, ale kiedy wyszłam za Krzysztofa Strycharskiego, uznałam, że nie muszę. I od tego czasu w domu jestem bardzo słabą płcią. Wszystko robi Strycharski, który jest bardzo sumienny - opowiadała Henryka Krzywonos-Strycharska.

Martyna Wojciechowska mówiła o strachu i odwadze. - Bez strachu nie ma odwagi. Nie należy go kneblować ani z nim walczyć. Czasem podpowiada nam rozsądne rozwiązania - przekonywała, ale dodała, że to odwaga i wyjście poza swoją strefę komfortu są motorem zmiany.

Joanna Scheuring-Wielgus opowiadała m.in. o tym, jak dzięki determinacji udało jej się najpierw dogonić swoje marzenia, a później spotkać z papieżem Franciszkiem. Odniosła się też do tematu kobiecej solidarności i wsparcia, jakiego kobiety udzielają sobie w Sejmie. - Nie zawsze tak było, ale zaczynamy się przełamywać. Bez wsparcia sytuacja nigdy się nie zmieni.

Wtórowała jej Krzywonos-Strycharska, mówiąc o pewności siebie i uczciwości nie tylko tej historycznej, ale też o przeciwstawianiu się przemocy.

Kolejne góry do zdobycia

- Znacie państwo "syndrom oszustki"? Poczucie, że coś udało wam się przypadkiem, nawet jeśli ciężko na to zapracowałyście - pytała Waloch. - Oczywiście, że znam. Większość z nas ma to uczucie. Dzisiaj nie mówię już o tym ze wstydem - dzieliła się Wojciechowska, wspominając, jak zdobywała ośmiotysięczniki. - Jeśli nie mam jakichś kompetencji, po prostu je zdobywam. Na szczycie Mount Everestu zdajesz sobie sprawę, że to nie jest koniec. Zdajesz sobie sprawę z tego, że jesteś dopiero w połowie drogi. A ta druga, znacznie trudniejsza połowa jest wielkim wyzwaniem. Dopiero kiedy zejdziesz, popatrzysz na tego giganta, czujesz się prawdziwym zwycięzcą.

Góry okazały się metaforą życia. - Ze względu na bardzo rozrzedzone powietrze czas, który można spędzić na szczycie ośmiotysięcznika, jest bardzo ograniczony. Warto o tym pamiętać. A wiecie, co stamtąd widać? Inne góry do zdobycia.

Jedna z pań, które przyszły na spotkanie, przyznała, że dała córce na imię Martyna na cześć Martyny Wojciechowskiej. Dziennikarka przyznała jednak, że imię zmieniła, bo po urodzeniu rodzice nazwali ją Marta Eliza, po czym zeszła ze sceny, by przytulić swoją młodą imienniczkę.

Kobiety wiedzą, co robiąKobiety wiedzą, co robią Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta

Wojciechowska odniosła się też do raportu Marty Majchrzak o dążeniach i marzeniach kobiet. - Nie powiem, że mnie to zdziwiło. Wiele kobiet w skali świata jest zagubionych. Dostałyśmy nowe role do wypełnienia, ale nie ubyło nam tych starych. Każdy ma prawo mieć takie marzenia, jakie chce. Misją życiową mojej mamy było gotowanie najlepszych obiadów i wspieranie innych. Uważam ją za prawdziwą feministkę, mimo że nie robiła kariery zawodowej.

Na koniec Henryka Krzywonos-Strycharska zwróciła się do Martyny Wojciechowskiej. - Nigdy nie byłam słaba, zawsze miałam marzenia, ale one w końcu się skończyły.Mój przyjaciel opowiedział mi kiedyś, jak pojechał z tobą na Sybir. I ja wtedy powiedziałam, że też chcę jechać. I pojechałam. Nie żeby ci dorównać, ale zrobić to, o czym całe życie marzyłam. Niedługo święta, więc życzę wam wszystkim spełnienia marzeń.

Jak być eko?

Panel "Szanuję, nie marnuję" poprowadziła Kamila Kalińczak z Instytutu Dobrego Życia. O stylu życia zero waste rozmawiała z Sylwią Majcher, autorką książki „Gotuję, nie marnuję”, specjalistką zero waste w kuchni, Aretą Szpurą, aktywistką inspirującą młodzież do walki ze zmianami klimatycznymi, autorką książki „Jak uratować świat”, i Magdaleną Krajewską, prezeską Banku Żywności.

- Większość naszego szkodliwego działania wynika z niewiedzy - przekonywała Szpura, wywołując dyskusję o używaniu wielorazowych sztućców, unikaniu jednorazowych torebek czy używaniu własnych sztućców zamiast korzystania z plastikowych.

Panel 'Szanuję, nie marnuję' podczas konferencji 'Kobiety wiedzą, co robią' w WarszawiePanel 'Szanuję, nie marnuję' podczas konferencji 'Kobiety wiedzą, co robią' w Warszawie Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta

Majcher przypomniała, że jeszcze kilka lat temu bariści odmawiali w kawiarniach nalewania kawy do kubków przyniesionych przez klientów, a dzisiaj jest to już właściwie standardem, zaś Krajewska opowiadała, że zakłada swoim dzieciom wielorazowe pieluchy.

Panie rozmawiały też o wymiarze ekonomicznym. Czy bycie eko naprawdę jest tańsze? - Lepiej pójść na lokalny bazarek czy targ niż do hipermarketu. Wyniesiemy z niego tylko tyle, ile jesteśmy w stanie unieść. Nie więcej. W hipermarkecie mam kosz, do którego mogę pakować do oporu. Nie jesteśmy w stanie przerobić tego jedzenia - mówiła Majcher i potwierdziła przywołaną anegdotę o tym, że w lodówce powinno być tylko światło rozumiane jako absolutne minimum produktów potrzebnych do życia. Udowadniała, że banan, który jest zbyt krzywy, żeby spełnić unijne normy, wciąż jest smaczny i niczym nie ustępuje temu certyfikowanemu. Wspomniała też, że kiedy w jednej ze szkół pojawiły się poidełka, z których można było nalać sobie wody do własnej butelki czy bidonu, od razu ustawiły się do nich kolejki uczniów.

Ze sceny przywołano też zasadę małych kroków. - Zastanowiłam się, czego najwięcej wyrzucam, i próbowałam to ograniczyć. Nie możemy wymagać od siebie za dużo, perfekcjonizm nie jest możliwy. Nie bądźmy źli, że nam się nie udaje, ale motywujmy się, żeby próbować coś zmienić.

- Jesteśmy na piątym miejscu na liście krajów, które najbardziej marnują żywność - alarmowała Krajewska. - Kupujemy za dużo i artykuły złe jakościowo. To łączy zarówno osoby biedniejsze, jak i te, które stać.

Majcher wspomniała też, że w Unii Europejskiej dużo mówi się o zniesieniu daty ważności niektórych produktów, które dobrze przechowywane bardzo długo nadają się do spożycia.

- Dobrym sposobem na niemarnowanie żywności to dzielenie się nim - podsumowała Krajewska.

.. .