embed

Spotykamy się w pięknym mieszkaniu w kamienicy na poznańskich Jeżycach, którego remont właśnie kończy. Po kątach poupychane jeszcze ubrania, buty, ale całość nabiera już kształtu. Na ławie stos książkowych nowości, obok szydełko i włóczka. W eksponowanym miejscu ulubiona rzeźba. Joanna Jaśkowiak przeprowadziła się tu we wrześniu. Mieszka sama. Choć – jak mówi – na razie raczej koczuje. Tuż przed naszym spotkaniem podłączała zmywarkę, teraz czeka na nowe drzwi wejściowe. Przeniosła się tu po latach spędzonych w domu na Ławicy, gdzie mieszkała z mężem – prezydentem Poznania Jackiem Jaśkowiakiem. Teraz ona ma swoje mieszkanie, a on swoje.

Wkurw

„Jestem wkurwiona” – mówi w marcu 2017 r. Joanna Jaśkowiak. To zdanie utoruje jej drogę do politycznej kariery. W Poznaniu na placu Wolności odbywa się wtedy demonstracja w ramach Międzynarodowego Strajku Kobiet. Kobiety mówią o opiece okołoporodowej, dostępie do nowoczesnej i bezpłatnej antykoncepcji, edukacji seksualnej. „Milion z nas tak teraz stoi, żadna z nas się już nie boi!” – śpiewa Chór Czarownic złożony z poznańskich społeczniczek, artystek, animatorek kultury.

„Nie chcę, by życie kobiety ograniczało się do spraw rodzenia i wychowywania dzieci, dbania o męża i chodzenia do kościoła” – mówi Joanna Jaśkowiak. Zwraca się bezpośrednio do polityków i sprzeciwia się pogardzie, którą PiS okazuje kobietom: „Od czasu, gdy panuje nam dobra zmiana, budzą się we mnie różne uczucia. Najpierw było zdziwienie, później zaskoczenie, oburzenie, niedowierzanie i złość, wściekłość. Ostatecznie brakuje mi słów. Tylko jedno niecenzuralne przychodzi mi do głowy: wkurw. Jestem wkurwiona”. Zbiera tego wieczoru największe oklaski. To wtedy wychodzi z cienia męża.

Po anonimowym donosie jej sprawa trafia najpierw na policję, a potem do sądu.

W maju tego roku sąd uznaje, że skoro słowa Jaśkowiak padły w miejscu publicznym i były nieprzyzwoite, to złamała prawo i musi zapłacić 1 tys. zł grzywny. Joanna Jaśkowiak odwołuje się od wyroku. Przed sądem pojawiają się wspierające ją kobiety z transparentami – też są „wkurwione”. Staje się symbolem oporu. Piszą o niej media w całym kraju.

– PiS potraktował wtedy kobiety jak głupie gąski wmanewrowane w sytuację, której nie rozumieją. Nie, nie jesteśmy nieświadome. A to słowo, którego wtedy użyłam, było reakcją na wypowiedzi polityków partii rządzącej. Szkoda tylko, że skupiono się na nim. Czy żałuję, że go użyłam? Nie. Myślę jednak, że sens tej wypowiedzi był ciekawszy niż jedno wyciągnięte z kontekstu słowo. Jestem wdzięczna za wsparcie, które otrzymałam podczas całej tej sprawy. Ludzie zaczepiali mnie na ulicy, gratulowali, dziękowali, mówili, że też są… zdenerwowani – mówi mi teraz.

- Brakuje mi słów. Tylko jedno przychodzi mi do głowy. Jestem wkurwiona - mówiła na pl. Wolności Joanna Jaśkowiak.

- Brakuje mi słów. Tylko jedno przychodzi mi do głowy. Jestem wkurwiona - mówiła na pl. Wolności Joanna Jaśkowiak.  PIOTR SKÓRNICKI

Jacek

Matka nauczycielka, ojciec lekarz pediatra. Najpierw – jak ojciec – chce iść na medycynę. Potem nagle zmienia zdanie i decyduje się na prawo. Ojciec nie odezwie się do niej przez pół roku. Jacka – przyszłego prezydenta Poznania – poznaje już na pierwszym roku. – Poznaliśmy się w zasadzie przy drzwiach Collegium Iuridicum, kiedy przyszliśmy sprawdzić, czy dostaliśmy się na studia. Przytrzymywał drzwi, żeby mnie tłum nie zdusił. Zaczęliśmy się spotykać po pierwszej sesji, po oblanym egzaminie. W moim przypadku pierwszym i jedynym oblanym – wspomina.

Rodzi się syn Jarek. Po studiach Jacek – przyszły prezydent Poznania – wybiera pracę w biznesie. Joanna decyduje się najpierw na aplikację sądową, potem przenosi się na notarialną. Otwiera własną kancelarię w podpoznańskim Kórniku. Dom z dużym ogrodem, gabinet pani notariusz na piętrze. W kancelarii wszędzie kury – figurki z całego świata, które kolekcjonuje.

20 lat temu zdarza się jeszcze, że gdy do kancelarii przychodzą klienci i widzą Joannę Jaśkowiak, proszą o spotkanie z „prawdziwym notariuszem”. Mężczyzną.

Jaśkowiakowie mieszkają na poznańskiej Ławicy – to dzielnica domków jednorodzinnych obok lotniska – w domu po dziadkach Jaśkowiakach. Kilka lat temu Joanna Jaśkowiak dowiaduje się, że prezydent ma jeszcze jednego syna – ze związku z inną kobietą. Jacek przedstawia go Joannie. Chłopak spędza czas z Jaśkowiakami, jeździ z nimi na wakacje. Rok temu ukazuje się książka „Dżej Dżej. Rozmowy z Jackiem Jaśkowiakiem”. Prezydent opowiada w niej o swoim dzieciństwie, rodzinie, pracy w biznesie, przyjaźni z Jackiem Kaczmarskim i początkach w polityce. Jeden z rozdziałów poświęca żonie i małżeństwu.

Jaśkowiakowie nie mieszkają już wtedy razem. Są w separacji.

„Nie mogę wracać z jednego frontu na następny, w domu. Moje małżeństwo rozpadło się ileś lat temu, a dziś opiera się na przyjaźni” – mówi w książce prezydent Poznania. Wśród poznańskich polityków pojawiają się głosy, że jest zbyt szczery i może mu to zaszkodzić przed kampanią wyborczą w 2018 r. „Nie kalkuluję” – odpowiada Jaśkowiak. Wybory wygrywa w pierwszej turze.

Jacek Jaśkowiak i Joanna Jaśkowiak w sądzieJacek Jaśkowiak i Joanna Jaśkowiak w sądzie ŁUKASZ CYNALEWSKI

Polityka

W zeszłym roku w Poznaniu po raz pierwszy odbywa się Ogólnopolski Kongres Kobiet. W dyskusji o udziale kobiet w polityce bierze udział Joanna Jaśkowiak. – Na początku lat 70. zetknęłam się z artykułem, którego autorka pisała, że chciałaby mieć... żonę.

I ja w swoim życiu doszłam do momentu, że potrzebuję żony. Osoby, która zajmie się praniem, sprzątaniem, gotowaniem, a do tego zorganizuje opiekę nad dziećmi i chorymi teściami – ironizuje. I zbiera oklaski.

Polityka sama się o nią upomina. Najpierw jest propozycja od Nowoczesnej, która chętnie widziałaby ją na swoich listach do rady miasta. Jaśkowiak jest sceptyczna. W styczniu współorganizuje sztab Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy na Ławicy. Jest popularna na osiedlu. Media komentują, że szykuje się do wejścia do polityki, ale Jaśkowiak wtedy jeszcze nie mówi o swoich planach. Ujawni je dwa miesiące później, gdy ogłosi, że wystartuje w wyborach do rady miasta z listy Społecznej Koalicji Prawo do Miasta. Tworzą ją współrządzący z Jackiem Jaśkowiakiem ruch miejski Prawo do Miasta oraz działacze różnych poznańskich organizacji. Joanna Jaśkowiak jest w tzw. grupie inicjatywnej tworzącej ten komitet. – Bliskie są mi postulaty ruchów miejskich. Nie chciałam wiązać się z partią polityczną – przekonuje wtedy.

9 stycznia 2018 r. Joanna Jaśkowiak, notariuszka, żona prezydenta Poznania, po przesłuchaniu w komisariacie policji, otoczona swoimi zwolennikami9 stycznia 2018 r. Joanna Jaśkowiak, notariuszka, żona prezydenta Poznania, po przesłuchaniu w komisariacie policji, otoczona swoimi zwolennikami ŁUKASZ CYNALEWSKI

Pół roku później robi woltę. Porzuca społeczników i odnajduje się na liście Koalicji Obywatelskiej do sejmiku. Mówi się, że to ruch strategiczny, bo sondaże nie dają społecznikom żadnych mandatów w radzie miasta. Ostatecznie zdobywają dwa. Dziś Joanna Jaśkowiak nie chce komentować tamtej decyzji. Przekonuje, że nadal ma wśród społeczników dobrych znajomych. – Duże rozczarowanie – mówi o niej jednak były prezes Prawa do Miasta Andrzej Białas. Ale prezydent jest zadowolony. Wcześniej sam namawiał żonę, by wybrała sejmik, a nie radę miasta. Postawił na swoim. – Znamy się 30 lat. Joanna to nie jest osoba, na którą można wpływać. Nie wiedziałem o tym – mówi prezydent, gdy pytam go o start żony do sejmiku.

Bo propozycję startu z listy Koalicji Obywatelskiej składa Joannie Jaśkowiak szef wielkopolskiej PO, poseł Rafał Grupiński. Przekonuje, że PiS może przejąć wielkopolski sejmik i że trzeba się zmobilizować. Znane nazwisko na pewno w tym pomoże. Grupiński umawia się z Joanną Jaśkowiak na rozmowę w cztery oczy. Ona przyjmuje jego propozycję. Z ostatniego, siódmego, miejsca na poznańskiej liście Koalicji do sejmiku zdobywa ponad 30 tys. głosów. To drugi wynik w mieście. Koalicji udaje się obronić wielkopolski sejmik. Ma cztery ze wszystkich pięciu poznańskich mandatów. – Samo nazwisko pewnie pomogło, ale nie było decydujące. Znaczenie miały raczej moja działalność i tamta wypowiedź na placu Wolności – mówi Joanna Jaśkowiak. I wyraźnie zaznacza, że nie jest członkinią żadnej partii. Przekonuje, że jeśli coś jej się nie spodoba, to z Koalicji Obywatelskiej po prostu odejdzie. – Może dobrze się stało, że to jednak sejmik, a nie rada miasta. Nie będzie komentarzy, że mąż i żona w jednej sali sesyjnej – dodaje.

Słowa

Gdy idzie się jedną z ulic na Ławicy, w oczy rzuca się wymalowany sprejem fioletowy napis na białym płocie domu: „Aborcyjne kurwy”. Napis pojawił się w kwietniu. – Szkoda, że jego autorzy nie mieli odwagi powiedzieć mi tego prosto w twarz – mówi Joanna Jaśkowiak i wprost wiąże tę sprawę z przegranym przez Lecha Poznań meczem. Bo dom Jaśkowiaków jest nieopodal stadionu. A poznańscy kibice „Tęczowego Jacka” – jak nazywają prezydenta – i jego żony nie cierpią. To zresztą nie pierwszy napis na ich płocie. Słowa „zdrajca” i „pedał” pojawiają się na nim, gdy prezydent bierze udział w Marszu Równości. Ale ten napis po raz pierwszy wymierzony jest w Joannę Jaśkowiak, bo jej zaangażowanie w sprawy kobiet wywołuje wściekłość prawicy. Ani Joanna, ani Jacek nie mieszkają już w tym domu. Nienawistnego napisu nie zamalowali. Joanna Jaśkowiak przekonuje, że to nie ona powinna się za niego wstydzić.

We wrześniu sąd ją uniewinnia. – Jej słowa były zapewne słyszane przez dzieci, co jest oczywiście złem, ale znacznie większym złem jest to, co się dzieje teraz w Polsce – mówi w uzasadnieniu wyroku sędzia Sławomir Jęksa.

W dniu wyborów samorządowych prezydent i jego żona głosują wspólnie z synem i wnuczką. Jacek Jaśkowiak głosuje na siebie i na żonę, Joanna Jaśkowiak – na siebie i na męża. Wieczorem w sztabie Koalicji Obywatelskiej razem cieszą się ze zwycięstwa prezydenta w pierwszej turze. – Nie wiem, czy razem, ale na pewno w jednym miejscu. Muszę teraz niejako rozdzielać mojego męża na dwie osoby – oceniać męża i prezydenta. Jako mieszkanka Poznania jestem bardzo zadowolona z jego prezydentury. Druga ocena nie byłaby tak dobra. Nie będę udawała, że nie znam Jacka Jaśkowiaka. Zresztą lubię go dużo bardziej, odkąd z nim nie mieszkam. Ale drugi raz po sądach nie będę chodziła, jeśli chce się rozwieść, to zna adres – mówi Joanna Jaśkowiak.

Plany

Jeszcze w tym miesiącu obejmie mandat radnej sejmiku. Mówi, że ma plan na kilkanaście najbliższych lat aktywnego życia. – Pan prezydent zrezygnował ze mnie sam, twierdząc, że nie dość go wspieram. Dlatego zaczęłam wspierać siebie. Dopiero jako kobieta po pięćdziesiątce pozbyłam się bagażu obowiązków związanych z domem. Mam w końcu czas na działania, którymi mogę się odwdzięczyć za to, co otrzymałam od losu i ludzi. Podczas przeprowadzki usłyszałam pytanie: „Po co starej babie takie duże mieszkanie?”. I chociażby to jest powód, by działać na rzecz kobiet. W tym kobiet 50+, które znikają nagle z życia. Jest im ciężko w małżeństwie – bo mężczyzna woli młodsze, i w pracy – bo pracodawca niekoniecznie chce je zatrudnić, a do tego dzieci najchętniej widziałyby je w roli prywatnych opiekunek wnuków – przekonuje Jaśkowiak.

Skąd bierze siłę? – Z siebie. Ze swojej dojrzałości. Z reakcji i wsparcia ludzi. Nabieram dystansu do siebie, świata, innych. Zrobiłam się bardziej wyrozumiała, cierpliwa, tolerancyjna – mówi.

Partnerzy 'Kobiety wiedzą, co robią' Poznań 2018Partnerzy 'Kobiety wiedzą, co robią' Poznań 2018 Agora Grafika

Okładka WOOkładka WO