Dlaczego kobiety tak dobrze sprawdzają się we współczesnym biznesie i dlaczego w związku z tym jest ich tak mało na kierowniczych stanowiskach? Odpowiedzi m.in. na te pytania szukały Joanna Mosiej-Sitek, wydawczyni "Wysokich Obcasów", Bożena Ziemniewicz, wiceprzewodnicząca Rady Gospodarczej Województwa Łódzkiego, Marta Majchrzak, psycholożka społeczna i badaczka IQS, i dr inż. Dorota Piotrowska, dyrektorka Centrum Współpracy Międzynarodowej Politechniki Łódzkiej, podczas panelu poświęconego władzy kobiet na konferencji "Kobiety wiedzą, co robią" w Łodzi.

Panel prowadziła Kamila Kalińczak, szefowa serwisu Instytutu Dobrego Życia. - Ktoś policzył, że jeśli pensje kobiet i mężczyzn będą się zrównywać w takim tempie, jak dzisiaj, to zrównają się w 2300 roku. Teleportacja będzie możliwa 200 lat wcześniej - przytaczała Kalińczak. - A z drugiej strony, mówi się, że szefem przyszłości będzie kobieta. Bo bez empatii i otwartości nie da się rządzić firmą 4.0. A jak jest dzisiaj?

Już na samym początku spotkania emocje podgrzała Marta Majchrzak, która przytaczając swoje badania, powiedziała, że wiele kobiet nie ma potrzeby realizowania się poprzez karierę zawodową, wybierają zamiast niej realizowanie się w sferze rodzinnej i domowej.

Dyskusja szybko jednak skierowała się w stronę tego, jak kobiety same się postrzegają. - Przeszkadzają nam stereotypy, brak pewności siebie i myślenie, że mężczyzna będzie zarządzał lepiej - przekonywała Joanna Mosiej-Sitek.

O pokutujących stereotypach mówiła także Majchrzak i dowodziła, że o ile w dużych miastach kobiety coraz częściej się od nich uwalniają, to zmiana myślenia, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach, to wciąż kwestia odległej przyszłości. - One ogarniają mnóstwo pól, ale nie są związane ze ścieżką zawodową - tłumaczyła Majchrzak. - Cokolwiek byśmy wybrały, będziemy poddane bardzo surowej i krytycznej ocenie. Wybór "będę matką" też jest narażony na krytykę społeczną. 

MARCIN STĘPIEŃ

- Stereotypy dotyczące tego, co męskie i kobiece, zaczynają się już na poziomie szkoły podstawowej. Dziewczynki szybko odpadają z nauk ścisłych - mówiła Joanna Mosiej-Sitek.

O swoich doświadczeniach z pracą ze studentkami na Politechnice Łódzkiej opowiadała dr inż. Dorota Piotrowska. - Studentki siadają jak w szkole średniej i słuchają. Muszą przestawić się na uczenie się, a nie bycie nauczanymi - przekonywała. - One nie chcą się równać z facetami. Jest coraz więcej dziewczyn na politechnikach, na niektórych kierunkach jest ich nawet więcej niż chłopaków. Są bardziej skromne i wycofane, nad tym powinniśmy pracować, ale nie zabijać relacyjności, bliskości i empatii, bo to jest jednak siła kobiet.

Joanna Mosiej-Sitek wyraziła nadzieję, że może wśród pokolenia milenialsów będzie więcej dziewcząt zainteresowanych naukami ścisłymi.

I to właśnie kwestia milenialsów zdominowała sporą część spotkania. Choć panie nie miały wątpliwości, że ich wymagania co do rynku pracy różnią się znacznie od pokolenia np. dzisiejszych trzydziestolatków, to już ich przyszłość i adaptacja do rynku pracy była kwestią dyskusyjną. - Milenialsi to pokolenie dobrobytu, które motywuje kij, a nie marchewka, bo wszystko już mają - padło z sali.

Joanna Mosiej-Sitek przestrzegała jednak przed postrzeganiem milenialsów jako kogoś specjalnego. Panie zastanawiały się też, czy rynek pracy nie zmusi ich pokolenia do mniej roszczeniowego, bardziej elastycznego podejścia. Zwracały jednak uwagę, że należy wykorzystać ich potencjał, świeże spojrzenie i naturalne predyspozycje.

MARCIN STĘPIEŃ

Do rozmowy włączyła się także Anna Bojanowska-Sosnowska, socjolożka, która, powracając do kwestii kobiet na rynku pracy przypominała, że pewne zachowania są wynikiem wychowania i zaprogramowania kulturowego. - Kobiety są skrupulatne i dokładne. Dziewczynka ma być schludna, czysta i zdyscyplinowana. Chłopaków te same reguły nie obowiązują.

- Wiele z nas ma w głowie rodzica, który przestrzega przed zaginaniem rogów w zeszytach. Ten perfekcjonizm wpajany od najmłodszych lat, stereotypy i brak pewności siebie, później nam przeszkadzają - wtórowała jej Mosiej-Sitek. - Kobiety często nie próbują, bo wydaje im się, że cele są zbyt odległe. Ale jeśli spotkają zwyczajne dziewczyny, którym się udało, postanawiają same spróbować. A te, które są już przedsiębiorczyniami, czy prezeskami świetnie sobie radzą. Pytanie tylko, jak sprawić, żeby było więcej kobiet na takich stanowiskach?

Okazało się jednak, że całkowicie odmienne zdanie na temat kobiet funkcjonujących w biznesie ma Bożena Ziemniewicz. - Przedsiębiorczynie, które spotykam są pełnowartościowe, nie mają poczucia, że są gorsze. Nie są grzecznymi dziewczynkami, które czekają, aż ktoś im powie, co mają robić. Są powściągliwe w zachwalaniu swoich zalet, są realistkami, które nie mówią, że coś potrafią, jeśli nie potrafią. Może dziewczyny są trochę lepiej wychowane - zastanawiała się pół żartem, pół serio.

A jak powinna wyglądać idealna firma, która przełamuje stereotypy? - Kobiety mają inne wartości i przyświecają im inne cele: związane ze sferą rodzinną i domową. Dla nich taką firmą będzie ta, która zapewni im życie pełnią możliwości i brak poczucia, że poświęcają sferę, która jest dla nich istotna - mówiła Majchrzak i znów, przytaczając swoje badania dotyczące ról, jakie podświadomie przyjmują kobiety na rynku pracy, przekonywała: - To wcale nie jest tak, że w łatwy i prosty sposób liczba kobiet na kierowniczych stanowiska będzie rosła.