Blanka Rogowska: Idę korytarzem urzędu miasta. Gdzie nie spojrzę – kobiety.

Agnieszka Łuczak, pełnomocniczka prezydent Łodzi do spraw równego traktowania: Tak, jak w większości urzędów dominują tu urzędniczki. Jednak na stanowiskach decyzyjnych i dyrektorskich mężczyzn jest więcej, zwłaszcza gdy mowa o najwyższych funkcjach w mieście. Nasz magistrat się nie wyróżnia. Tak jest na uczelniach, w szkołach, w spółkach w całej Polsce. Ale przyszedł czas, by to zmieniać.

Idzie ku lepszemu?

– Kobiety mają dziś większą świadomość otaczającego ich świata, uczą się, rozwijają, a jednocześnie widzą te nierówności. Szklany sufit nie jest już niewidzialny. Zaczęłyśmy domagać się egzekwowania naszych praw.

ZOBACZ TAKŻE: Niewiarygodny wyczyn 12-latka. Po kilku oddechach wrócił w ogień [REPORTAŻ]

Łodzianie ponownie wybrali na prezydenta kobietę.

– Hanna Zdanowska jest inżynierem. Nie wpisuje się w szablonowy model, w którym kobieta polityk powinna zajmować się polityką społeczną, a nie wielkimi inwestycjami. Jej obecność na pewno pomaga w przełamywaniu stereotypów. To ścisły umysł, szybka i trafna analiza. Do tego dołóżmy kobiecą intuicję – i mamy naprawdę atrakcyjny konglomerat cech polityczki.

Panie często są wpychane w tematykę, którą uważa się za kobiecą. To edukacja, sprawy społeczne, czasem kultura czy zdrowie.

Tak jest, odkąd Polki weszły do pierwszego Sejmu. Na kartach historii zapisały się jako opiekunki, strażniczki ogniska domowego, więc to wydawało się naturalne. Godziłyśmy się na to, bo sama nasza obecność w polityce była wtedy sukcesem.

Sam fakt, że nasza prezydent podjęła się tak ogromnego projektu jak rewitalizacja, pokazuje, że jednak można. Zdanowska się po prostu nie bała.

TOMASZ STAŃCZAK

Na zdjęciu: Wieczór wyborczy Prezydent Lodzi Hanny Zdanowskiej 

Jest coś takiego jak kobiecy styl polityki?

– Oczywiście od samej płci nie zależy to, w jaki sposób będziemy rządzić. Ale jestem pewna, że kobiece spojrzenie na miasto jest potrzebne. Tylko żeby wprowadzać ten kobiecy styl gospodarowania, liczba pań zajmujących się polityką musi wzrosnąć. Musimy przekroczyć próg 25 proc. udziału polityczek w zarządzaniu miastem. Idealne byłoby spojrzenie na te same problemy zarówno kobiecym i męskim okiem. Tak trzeba robić z każdym zadaniem, które należy do samorządu.

ZOBACZ TAKŻE: Ojciec katował półroczną Halinkę. Udało się ją uratować. "Bała się dotyku. Nie chciała widzieć ani słyszeć"

Kobiety rozwiązują problemy inaczej?

– Podam przykład. Gdyby kobiety decydowały o programie budowy orlików, to te obiekty wyglądałyby zupełnie inaczej. Orliki to był wielki sukces, tyle że skierowany wyłącznie do mężczyzn i chłopców. Gdybyśmy miały na to wpływ, nie byłoby tylko boisk piłkarskich, ale i przestrzenie do innych sportów zespołowych, bieżnie. Oczywiście dziewczyny też grają w nogę, ale nie tak chętnie jak chłopcy.

Czasem mówi się, że kobiety zwyczajnie się do polityki nie garną. Pani chciała.

– Przez ćwierć wieku pracowałam jako dziennikarka i jako dziennikarka przeżyłam siedmiu prezydentów w moim rodzinnym Tomaszowie Mazowieckim. Oczywiście wszyscy byli mężczyznami. Miastem zarządzano coraz gorzej. Miałam poczucie, że muszę wykonywać swój zawód, jak najlepiej umiem.

CZYTAJ TAKŻE: Tematami kobiecymi chętnie grają różne partie [ROZMOWA]

Patrzyłam władzy na ręce, a wiadomo, że nikt tego nie lubi. W końcu jeden radny powiedział o mnie: „Trzeba myśleć głową, a nie jajnikami”. Myślał, że mnie tym uciszy, a to mnie zbudowało. Potem dodał jeszcze, że jestem sfrustrowana, bo jako lesbijka nigdy nie będę mogła być radną. Pomyślałam sobie: „Halo, a to niby dlaczego?”.

Przez rok zbudowałam niezależny komitet wyborczy i wystartowaliśmy. W kościele mieszkańcy Tomaszowa usłyszeli, na kogo nie głosować...

Kampania rozbiła się o sprawę homoseksualizmu, a nie o merytorykę?

– Zapanował strach, że rozprawię się z sitwą. Poza tym kontrkandydat unikał debaty ze mną. Jako dziennikarka zajmowałam się tematyką samorządową, więc znałam dobrze problemy Tomaszowa. Miałam pomysły, co zrobić, żeby miasto nie przejadło swojego majątku, jak poradzić sobie, kiedy skończą się środki unijne czy przyjdzie zwyczajnie gorszy moment. Chciałam, żeby pieniądze wkładane w twarde i miękkie inwestycje dawały zabezpieczenie. Wydawało mi się, że wiem, co robić. Dostałam się do drugiej tury. Wtedy sam prezes Kaczyński przyjechał do Tomaszowa wesprzeć członka swojej partii. Sukces był więc wyłącznie wizerunkowy, ale wybory przegrałam.

ZOBACZ TAKŻE: Mordercy, oszuści, złodzieje. Oto łodzianie ścigani listami gończymi [ZDJĘCIA]

Wejście do drugiej tury to żaden sukces? Rada miejska zdominowana przez PiS, prawicowy kontrkandydat...

– Kandydatów było pięcioro, ale ja kandydowałam, żeby wygrać. Na 23 mandaty w radzie miejskiej aż 20 dostało PiS. Wróciłam do pracy w gazecie, ale nie czułam się spełniona. Jestem zadaniowcem, a moje pisanie nie przynosiło efektu. Co z tego, że po moim artykule czytelnik wiedział, że racja leży po mojej stronie, skoro miasto upadało. Przez to, że próbowałam wejść w politykę, w gazecie zrobiło się dla mnie za ciasno.

A może za ciasno było w samym Tomaszowie?

– Trochę tak, dlatego chciałam Tomaszów zmienić i zrobić z niego nowoczesne średniej wielkości miasto. Ludzie nie chcieli. W końcu ja zamieniłam Tomaszów na Łódź.

Lepiej się tu żyje?

– Swobodniej. Nie muszę się zastanawiać nad sprawami obyczajowymi. W Tomaszowie czułam zaściankowość. Łódź jest barwna, różnorodna. Ludzie nie zwracają uwagi na to, jak ktoś jest ubrany, jak wygląda, z kim się spotyka. W Tomaszowie byłam rozpoznawalna. Tutaj wtapiam się w tłum, odpoczywam. Poza tym lubię podróże tramwajem, a w Tomaszowie jeździłam samochodem. Do pracy dojeżdżam „dziesiątką”. Obserwuję ludzi i miasto.

ZOBACZ TAKŻE: Horror na łódzkim Zarzewie. Monika była więziona, gwałcona, bita i przypalana przez 10 dni

8 marca zaczęła pani pracę jako pełnomocniczka prezydenta Łodzi do spraw równego traktowania. Samorząd potrzebuje takiego stanowiska?

– Samorządy, które chcą zachować nowoczesny i otwarty status, muszą się zmieniać. W Łodzi ogromny wysiłek poszedł w twarde inwestycje, chociażby rewitalizację, ale to nie znaczy, że problemy społeczne i etyczne mogą być zapomniane.

Podejście do problemów nierówności społecznej, zwłaszcza jeśli chodzi o mniejszości seksualne czy obecnie obcokrajowców, często niesie za sobą ładunek ideologiczny. Czy to na pewno rola samorządów?

– Samorząd może dużo, bo jest o wiele bliżej ludzi niż władza krajowa. Nasza reakcja na problem może być natychmiastowa, a zanim Sejm podejmie ustawę, mijają miesiące, czasem lata.

Przykład?

– Łódź znowu staje się miastem wielokulturowym. Jeśli podjęliśmy decyzję, że obcokrajowcy mogą tu pracować czy studiować, to trzeba im zapewnić godne warunki. Już niedługo w środkach komunikacji miejskiej będą musiały się pojawić tabliczki nie tylko w języku polskim, ale i angielskim, a może ukraińskim. Podobnie ze stroną internetową magistratu. W szkołach będzie potrzeba więcej asystentów międzykulturowych, a kadra powinna być przygotowana na coraz bardziej urozmaicone kulturowo klasy.

ZOBACZ TAKŻE: Na toksykologię trafiają bogowie. Biegają nago. Gwałcą samochody. Po dopalaczach

Nad czym obecnie pracujecie?

– Pod koniec marca radni podjęli uchwałę zobowiązującą prezydent do stworzenia programu działań antydyskryminacyjnych. Jesteśmy drugim miastem w Polsce, które chce taki program stworzyć. Do dziś podobny dokument przyjął jedynie Gdańsk. W Łodzi jesteśmy dopiero na początku drogi. Wszystko ma być gotowe do grudnia przyszłego roku.

TOMASZ STAŃCZAK

Na zdjęciu: Agnieszka Łuczak, pełnomocniczka prezydent Łodzi do spraw równego traktowania

Co będzie w programie?

– Plan działań antydyskryminacyjnych miasta w siedmiu obszarach: wieku, płci, niepełnosprawności, orientacji seksualnej, narodowości i koloru skóry, wyznania religijnego czy jego braku oraz ekonomii, czyli wykluczenia przez biedę. Często zdarza się, że człowiek jest dyskryminowany z kilku powodów, bo te obszary się na siebie nakładają. Osoby starsze są nierzadko niepełnosprawne, a samotne kobiety bardziej zagrożone biedą. Jedno generuje drugie. To ogromne przedsięwzięcie, ale myślę, że miast z takimi programami będzie coraz więcej, bo to wyzwanie obecnych czasów.

Na razie jesteśmy na etapie diagnozy. Rozmawiamy z organizacjami pozarządowymi, urzędnikami, uczelniami, policją, strażą miejską, związkami wyznaniowymi. Chcemy wiedzieć, jakie dokładnie mamy w mieście problemy, jaka jest ich skala. Nie chciałabym, żebyśmy robili tylko to, co nam się wydaje, że jest potrzebne. Czasami nawet samo wskazanie grupy dyskryminowanej może nie być takie oczywiste. Okazuje się, że w Łodzi za taką mają się chociażby seniorzy. Zwłaszcza ci z niepełnosprawnościami. Chcemy dotrzeć do środowisk dyskryminowanych, dowiedzieć się maksymalnie dużo o ich potrzebach i problemach. To bardzo delikatna materia.

Czy ten program naprawdę coś zmieni?

– Wszystko zależy od woli politycznej tych, którzy ostatecznie przyjmą program do realizacji. Wynik ostatnich wyborów wydaje się dawać gwarancję, że ci, którzy zdecydowali, że program ma powstać, będą też odpowiedzialni za jego wdrażanie. Jestem więc pełna nadziei. Już dziś widać, że postawimy na edukację. To praca u podstaw. Naprawianie przyczyn, a nie zaleczanie objawów. Skierujemy ją głównie do dzieci i młodzieży.

ZOBACZ TAKŻE: 'Kobiety zabijają jednym ciosem. Mężczyźni na jednym nie przestają'. Technik kryminalistyki zdradza tajemnice swojej pracy

Pamiętam historię czeczeńskiej rodziny uchodźców, której w przedszkolu na Retkini odmówiono diety bez wieprzowiny.

– Ten przykład pokazuje, że edukacja musi być dogłębna i powinna objąć także dorosłych – rodziców, nauczycieli i tych, którzy są odpowiedzialni za wszelkie instytucje w mieście. Jeśli dzieci w szkole czy w przedszkolu nie będą się spotykały z uprzedzeniami, będą miały stworzone dobre warunki do współpracy i przyjaźni z równolatkami o innym kolorze skóry, to może przeniesie się to też na rodziców. Polska szkoła przestała wychowywać. Skupia się na przygotowaniu dzieci do testów. Na samorząd spadło więc kolejne zadanie. Wychowanie, kształtowanie świadomości, a nie instytucjonalne, sztywne narzędzia powinny być rozwiązaniem problemu.

Dorośli potrzebują edukacji tak samo jak dzieci?

– W tomaszowskiej gazecie pełniłam stanowisko funkcyjne, a bywało, że koledzy zajmujący niższe pozycje zarabiali więcej. Panowie mieli zawsze taryfę ulgową.

Kolega lubił wypić. Nigdy nie wiedziałam, czy odda mi tekst na czas. Ale zawsze mu się wybaczało. „No popił chłop, wiadomo”. Kobiecie by to nie uszło płazem.

Mężczyznom łatwiej wybacza się picie?

– Mężczyznom dużo więcej się łatwiej wybacza. Jest coś takiego jak męska solidarność. Koledze się pomoże, poklepie go po plecach, zatuszuje jego błędy.

ZOBACZ TAKŻE: Tragedia pod kościołem. Zraniła dziecko i zabiła kobietę. Sąsiedzi: Może wszyscy jesteśmy winni?

Nie ma kobiecej solidarności?

– My się jej dopiero uczymy. Kobiety przez wieki były w domu, odizolowane od społeczeństwa. Nie wolno było im się gromadzić, chyba że celem były wspólne prace domowe, np. wspólne darcie pierza. Należały do domu, do świata wewnętrznego. Świat zewnętrzny to była domena panów. Kobiety nie miały szans nauczyć się wspólnotowości.

A po drugie nie zabierały głosu publicznie, nie mogły i nie umiały o siebie zawalczyć. Dlatego i dziś mężczyźni szybciej się dogadają. Wyobraźmy sobie zebranie, na którym są sami panowie i dwie panie. Myślę, że w większości przypadków mężczyźni dogadają się sami nad głowami tych pań. Może najważniejsze ustalą po pracy, na piwie czy wódce. Wiadomo, że i w polityce, i w biznesie najważniejsze rozmowy odbywają się w kuluarach. A kobiet tam nie ma. Bo kobieta po oficjalnym zebraniu wróci do dzieci, a nie pójdzie z kumplami z pracy do baru. Przykład z mojego podwórka – w Tomaszowie w wielu środowiskach listy wyborcze dzieli się przy stole z wódką.

TOMASZ STAŃCZAK

Na zdjęciu: Agnieszka Łuczak, pełnomocniczka prezydent Łodzi do spraw równego traktowania

W Łodzi jest lepiej?

– W łódzkim magistracie także potrzebne są szkolenia i warsztaty antydyskryminacyjne dla pracowników różnego szczebla. Ostatnio byłam na spotkaniu z pewnym urzędnikiem. Rozmawialiśmy, jak zwykle, normalnie, bez problemów. Po czasie dołączył kolega z gabinetu obok. I nagle mój rozmówca po prostu przestał mnie zauważać. Panowie rozmawiali między sobą, mimo że wedle zajmowanych stanowisk nie jestem absolutnie niżej niż oni w urzędniczej hierarchii. Jeśli nasz program antydyskryminacyjny ma się udać, to musimy zacząć od siebie, czyli urzędu miasta.

Łódź jest tolerancyjna?

– Na pierwszym Marszu Równości w Lublinie było naprawdę gorąco. Gdyby nie policja, mogłoby dojść do nieszczęścia. W Łodzi Marsze Równości nikogo już specjalnie nie oburzają. Nawet ONR w tym roku ograniczył się do rozdawania łodzianom popcornu opatrzonego naklejką „zapraszamy do cyrku”, czym przysporzył marszowi tylko więcej uczestników.

ZOBACZ TAKŻE: Niezwykły kierowca autobusu MPK Łódź. Puszcza pasażerom śpiew ptaków

Na ostatnim marszu reprezentowałam panią prezydent, a nawet odczytałam uczestnikom list od niej. Od lat przychodzi wiceprezydent Tomasz Trela.

Są miasta, które uchodzą za mniej tolerancyjne od Łodzi, np. Białystok czy Lublin. Są takie, które wydają się o wiele bardziej tolerancyjne – np. Wrocław. A jednak to właśnie we Wrocławiu spalono kukłę Żyda.

Tak naprawdę w dzisiejszych czasach wystarczy jeden człowiek i internet – i mowa nienawiści niesie się w świat.

Nie jest lepiej?

– Trudno powiedzieć, jak szybko uczymy się tolerancji. Dziś dzięki nowym technologiom wiemy o prawie każdym najmniejszym incydencie, który wydarzył się choćby w małym polskim miasteczku. Ale na pewno zmienia się na lepsze.

Za komuny o osobach homoseksualnych po prostu się nie mówiło. Ci ludzie żenili się, wychodzili za mąż, nierzadko niszczyli sobie i innym życie. Dzisiaj też nie jest łatwo ujawnić się, zwłaszcza przed rodziną. Ale ludzie to robią, próbują. Mimo problemów mamy dziś odwagę żyć tak jak chcemy, kochać kogo chcemy, wyznawać, lub nie, religię, którą chcemy...

ZOBACZ TAKŻE: Niemowlaka pobił własny ojciec. Dziś Tomek ma tatę zastępczego, który walczy o niego w sądzie

Polska otwiera się na różnorodność i nie może być inaczej. Nie jesteśmy Koreą Północną, tylko europejskim państwem. To wzmożenie wrogości, które odbywa się dziś za sprawą PiS i małżeństwa ołtarza z tronem, przeminie. Oczywiście, że to jest dokuczliwe, że bywa groźne i trudno się z tym pogodzić, ale to się skończy.

Jest pani optymistką?

– W wielu miejscach świata Zachodu za sprawą globalnych zjawisk wszystko trochę skręciło w prawo. Ale ta sama globalizacja wymusiła na nas poznanie różnorodności świata, wolność wyboru tego, kim chcemy być. Nie zamkniemy się. Nie uciekniemy.

Łodzianie powinni być dumni, że mieszkają w mieście, które myśli przyszłościowo i chce mierzyć się z wyzwaniem różnorodności i problemami dyskryminacji.

________

„Wysokie Obcasy” i „Wyborcza” zapraszają na spotkanie.

Co takiego jest w kobietach, że tak świetnie sprawdzają się we współczesnym biznesie? Jaką rolę odgrywają w świecie polityki, nauki, sztuki? W jaki sposób dbają o siebie, innych ludzi, o cały świat? Będziemy o tym rozmawiać podczas sobotniego spotkania „Kobiety wiedzą, co robią”.

Jeśli chcemy zadbać o naszych bliskich, powinniśmy zacząć od nas samych – radzą specjaliści. Ale co to właściwie znaczy? Na to pytanie odpowiedzą Elżbieta Dzikowska, Lidia Popiel, Iwona Guzowska i Grażyna Wolszczak. 

Jakie oblicze ma władza kobiet? Porozmawiamy o tym z prezydent Łodzi Hanną Zdanowską, polityczką, legendą opozycji Henryką Krzywonos i badaczką społeczną Anną Bojanowską-Sosnowską. 

Skąd się bierze lęk kobiet przed zaangażowaniem w biznes i dlaczego nie powinny się go bać? Powiedzą m.in. Bożena Ziemniewicz, właścicielka British Centre, oraz dr inż. Dorota Piotrowska z Politechniki Łódzkiej.

Będą też warsztaty „Zadbaj o siebie!”, lekcja jogi czy spotkanie z sommelierem Piotrem Wendołowskim, właścicielem Appellation – Skład Wina i Oliwy. Zaplanowaliśmy też spotkanie autorskie z Elżbietą Dzikowską oraz z Dorotą Ceran, autorką książki o Hannie Zdanowskiej. 

Mamy jeszcze jedną niespodziankę – uczestniczki wydarzenia wskażą organizację, której przekażemy pakiet bezpłatnych prenumerat „Wyborczej”.

Zapraszamy 27 października, godz. 10.30-18. Hala Expo, al. Politechniki 4. Wstęp jest bezpłatny, ale obowiązuje rejestracja: bilety.cojestgrane24.pl/kobiety_wiedza_co_robia.