Byk jedzie tramwajem

Prof. Magdalena Fikus, genetyczka, biochemiczka

Proszę się nie śmiać, ale moja najważniejsza rozmowa z mamą dotyczyła krów. Był 1945 rok, miałam dziewięć lat, właśnie ogłoszono koniec wojny. W związku z tym tata, który jeszcze służył w armii, dostał ostatnie zadanie. Musiał przegonić 200 krów z niemieckiej Nysy do Polski. Do pomocy przydzielono mu kompanię. Transport bydła to jednak niełatwa sprawa. Krowa przechodzi 20 kilometrów dziennie, musi robić przystanki. Podczas nich zaczęły się figle. W stadzie uaktywnił się byk, wskakiwał na samice. Gdy to zobaczyłam, rzuciłam: „Popatrz, mamo, byk jedzie tramwajem na krowie”. Cała kompania roześmiała się, a mama bez skrępowania wzięła mnie pod drzewko. Zaczęła tłumaczyć. To jest samiec. Samiec ma plemniki. Plemniki wprowadza swoim narządem do samicy i powstaje cielaczek.

Nie, o ludziach nie mówiła. Zostawiła to mojej inteligencji. Jakiś czas później wróciłyśmy do tematu. Wtedy mama uprzedziła, że będę mieć miesiączkę. Proszę pamiętać o czasach, w których rozmawiałyśmy.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej